Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Biała zima, biały kocyk

Skoro jest zima, to już wolę na biało niż buro. Lepiej.ośnieżone dzrzewa

Skoro jest zima, jest zimno. Trzeba się ogrzać, otulić, okryć. Napadło mnie kilka kłębków białej wełny. Niemało, ale za mało na jakieś dzieło duże, postanowiłam zrobić dzieło małe.

kłębek białej wełny

Urzekł mnie kiedyś koc Stephanie, schemat umieściła na swoim miłym blogu, o TU. On to odkrył dla mnie tę wspaniałą prawdę, że na szydełku też da się zrobić warkocze. O odkryciu tym i pierwszym podejściu pisałam TU, gdy zrobiłam warkoczowy śpiworek do wózka.

Wracając do koca: wełny starczyło na maluszka takiego:

Jest ekstra mięsisty i przepięknie warkoczowy. Grubiutki. I dzieciak zasypia pod nim w około 47 sekund. Gdy zdarzyło się to po raz trzeci uwierzyłam, że tak już będzie wiecznie.

My się zimy nie boimy.

Reklamy


2 Komentarze

Rośnij duży, okrąglutki

Styczeń jest u nas rodzinnie nasycony urodzinowo. (Choć dziś akurat imieniny.) Ale historia ta sięga co najmniej października, kiedy to Matik wręczył mi projekt…

zwitek papieru

Po rozwinięciu wyglądał zaś tak:

projekt myszki

Fachowo zwymiarowany. Niekiepa, jak to mówią gdzieniegdzie.

Wytłumaczył co to ma być i po co, mniej więcej zrozumiałam, chociaż nie do końca. Było coś o procy i strzelaniu, więc uznałam, że mogę w to wejść. Ale ostrzegłam, że nie będzie szybko. Zapytał nieśmiało, czy zdążę na 26 stycznia. Raczej.

szydełkowa torebka myszkaOto szydełkowa torebka myszka. Wręczona. Matik wyjął projekt (miał go udokumentowanego na swoim smartfonie), porównał. „Nawet podobne”, mówi. Tylko ten nosek. „Nie ma sprawy”, mówię, „można odpruć.” Można?! Ale jednak został. Przynajmniej dopóki ja przy tym byłam.

Okazało się, że oprócz pierwotnego przeznaczenia jest wspaniale uniwersalna. Można, niczym Kłapouchy, wkładać do niej i wyjmować.

Tu mogłabym zakończyć dzisiejszy wpis, ale skorzystam z okazji, bo mi się coś skojarzyło. Skojarzenia mają źródła w okrągłej torebce, ale rozgałęziają się na dwa niepowiązane wątki.

Wątek pierwszy. Już kiedyś realizowałam projekt na bazie dziecięcego rysunku. To było, gdy Hanka narysowała zimowy komplecik, pisałam o tym TU. I jeszcze potem było o czapkach, do których zamierzałam zrobić kominy do kompletu, o tym pisałam TU. Komin zrobiłam i autorka poprzedniego projektu wzbogaciła się o nowy komplecik, tym razem zaprojektowany przez mamę. Znaczy mnie. Oto:

Wątek drugi. Tym razem skojarzenie nawiązuje do kształtu torebki. Otóż, robiąc ją, wymyśliłam, że właśnie za ciosem pójdę i trzasnę inne okrągłe coś, co kiedyś upatrzyłam, ładne było i chciałam zrobić. A okazało się nie być taką zupełną prościzną. Łapkado garnków-pomarańczka.

szydełkowa łapka do garnka

Teraz to już naprawdę koniec. Si ju lejter aligejter.


Dodaj komentarz

Wymianka wewnętrzna: lampa za sweter

Maciek mi zagłówek, ja jemu skarpetki, Maciek mi lampę, ja jemu czapkę. I tak sobie wzajemnie majstrujemy, on mi szufladki, aż tu zbliżają się jego urodziny, więc ja jemu… sweter…

Kiedy przy okazji ostatniej czapki usiłowałam wydusić od niego kolorystykę, udało mi się uzyskać wiadomość: „dobrze się czuję w kolorach ziemi”. Już coś. Nabyłam zatem ziemistą wełnę i dziergam. Wydziergałam przodzik, ale tak łyso, ziemisto, trzeba coś podziałać. Chciałam coś napisać, różne miałam pomysły, na przykład

STO LARZ

albo

STO LAT

albo

ŻONA MI SWETER ZROBIŁA

albo

JESTEM DRWALEM

Ostatecznie napisałam „1978”. (A co to za rok, pytają ludzie).

wełniany sweter na szydełkuI mogłam to napisać sposobem, jakim ostatnio robiłam dla doktora, (patrz TU) ale LUBIĘ SIĘ UCZYĆ i nauczyłam się pisania szydełkiem po wierzchu. A nauczyłam się STĄD i bardzo się cieszę, gdyż otwiera to przede mną (znowu) morze możliwości…

Wracając do swetra… W międzyczasie nastąpiły owe urodziny a ja miałam tylko przodzik gotowy, więc wręczyłam tymczasem sam przodzik. Gdy Maciek to zobaczył, powiedział „o, mój ulubiony kolor!”. I zrobił to w sposób, który raczej sugerował ironię, sarkazm, czy nie wiem co tam… Struchlałam więc w duchu, myśląc, że to przecież ONŻE SAM mówił o kolorach ziemi, ja bym w życiu sama w takie nie poszła. Obawiając się sytuacji jak z reklamy

postanowiłam walczyć. Tylną część swetra zbajerowałam.

wełniany sweter w paski

Uznał wysiłki me, nosi. O tak:

Mówi, że wygodny i że ciepły. (Wełna z alpaką). Że ładny to widzę sama. Na lewym rękawie motyw pasków jeszcze rzuciłam.

Przy okazji dorzucam czapki. Zielona merynosowa, tegosezonowa. Czerwona, pod kolor spodni, to jedna z pierwszych czapek w historii Pukapuka, z alpaką. A spodnie? POLECAM sklep BONUS MG w Skórczu! Ludzie, kto widział TYLE garniturów (spodni, koszul, etc….) naraaaaz?

A to wszystko w pięknych okolicznościach naszej przyrody ojczystej.

zima w górach


3 Komentarze

Vivat doctor!

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia kolejny z moich braciaków został doktorem. Siostra leży do góry brzuchem, to bracia muszą nadrabiać, taki ich podły los.

wełniany sweter męski

Na tę okazję miałam naszykowany specjał z wełny merynosa oooczywiście, z okolicznościowym napisem! Oczywiście!

Sprawa jest poważna, więc przytoczę zainteresowanej gawiedzi tytuł rozprawy doktorskiej. Brzmi on następująco:

„Zaberezinskiu gimine XV-XVI a. LDK politinio elito gretose”

I tu właściwie powinnam zakończyć, rozpisując konkurs na tłumaczenie. Podpowiem tylko, że doktorat był z historii. Nieźle, co?

Ale pochwalę się jeszcze tym swetrem.

Musicie wiedzieć, że Pukapuka to ulubiony blog Doktora Antoniego (tak kiedyś wyznał, nie wiem czy to aktualne…), trzeba go zatem było uczcić zacnie.

Kurier w osobach rodzinnej rodzicielskiej reprezentacji zawiózł doktorowi jeszcze drugi sweterek (żeby nie marzł w tę srogą zimę) innej zgoła marki. I teraz mam problem, ponieważ złożyłam zamówienie na zdjęcie także w tym drugim sweterku, też ładnym, też z mięciutkiej wełny, fason podobny, LECZ.

LECZ prosiłam, żeby przybrał na tym zdjęciu minę odpowiednio sugerującą, że jednak w swetrze Pukapuka lepiej. Że Pukapuka rządzi. A ten o:
sweter męski moschino

Ale my i tak wiemy swoje. Pukapuka rządzi. Historycy z Wielkiego Księstwa Litewskiego też. Vivat Doctor!

sweter z wełny merynosa


6 Komentarzy

Był u nas święty Mikołaj

Był u nas święty Mikołaj, nie ma lipy, dzieci z ulicy go zgarnęły. Przyniósł to i owo, postarał się. Przyniósł też i to, o co ja go prosiłam, gdyż potrzebowałam bardzo. Szufladki, żeby zorganizować mój szydełkowo-włóczkowo-metkowy bajzel.

Przyniósł!

komoda z szufladek bibliotecznych

Nie wiem jak to możliwe, ale kojarzę, że jesienią coś Maciek działał z podobnymi szufladkami. Takimi bibliotecznymi, które jednak wymagałyby kilku przeróbek, żeby spełnić moje oczekiwania. Nawet mam zdjęcia z tego.

 

Tak czy inaczej dostałam to! Zaczęłam się już wprowadzać. Jeszcze tylko czeka mnie przyjemność wykaligrafowania na karteczkach, co jest w której szufladce, żeby nie musieć za każdym razem wszystkich otwierać…

komoda z szufladek bibliotecznych

Korzystając też ze świątecznego entourage’u, postanowiłam odrobić zaległość pieńkową. Oto bowiem są stoliki-taborety z antycznych (serio, długo u nas stały) pni gruszy.

Jeśli o nie chodzi to już całkiem na legalu mogę powiedzieć, że też widziałam jak powstawały, mój zaległy prezent urodzinowy. Pomysł mój, wykonawstwo maćkowe (ja tylko olejowałam na koniec. I podklejałam filcami.).

Są kapitalne, sprawdzają się jako taborety albo stoliki boczne, zgrabniejsze i nieraz bardziej pomocne niż nasza naczelna kolubryna metr dwadzieścia, poza tym takie piękne, że robią za rzeźby salonowe…

I co teraz… Jeszcze pięć dni oktawy Bożego Narodzenia! Wesołych Świąt!


4 Komentarze

Grunt to umieć się wycofać (i zacząć wszystko od nowa)

Czerwony. To nie jest mój kolor. Ale jak żyć, gdy w ręce wpadają trzy wielkie, mięciuchne, CZERWONE motki wełny.

wełniany kocyk

Na szczęście inspiracje są wszędzie. Mignął mi przed oczami koc biało-czerwony od Jess z GENIALNEGO bloga Make & Do Crew. I myślę: TAKATAK!

Zamieniłam tylko proporcje, bo chciałam czerwonego użyć jako koloru głównego i kroczek po kroczku, wedle instrukcji (tak mi się zdawało) pomykam. Jednak wkrótce stwierdziłam, że coś mi krzywo idzie, nieładnie.

nierówny brzeg

Może dlatego, że zaczynałam przy meczu? (10.11, Polska-Urugwaj. Bez Suareza i Lewandowskiego). Początkowo myślę sobie: dobra jest, przecież to ręczna robota, ujdzie, uformuje się czy coś.

Ale jednak nie dawało mi spokoju. Zaczęłam pruć, ale ta wełna taka delikatna, że się rwała i lipa. W końcu mówię: dość tego. Zaczynam od nowa. I taka to historia.

Wczytałam się uważniej w opis, pilnowałam czy nie mącę znowu i poszło. O jak równiutko!

Na rogach frędzelki. Acha, i ten biały wzór nie jest symetryczny, na jednym końcu inaczej niż na drugim.

Bardzo, bardzo mi się podoba. I tak grzeje. Jeszcze kiedyś taki zrobię z grubszej wełny i w innych kolorach może. Dzięki, Jess!

Tym sposobem takie lekko świąteczne klimaty wpełzły. A adwent już w niedzielę. I w tym roku taki króciutki…

 


1 komentarz

Gdzie król piechotą chodzi

Chwila refleksji doprowadziła mnie do uświadomienia sobie, że  – wbrew pozorom – o naszych łazienkach to ja już wspominałam TYLE RAZY, że proszę: o prapoczątkach, gdy robiliśmy wieszaki z patyków pisałam TU, o panoramie Tatr oprawionej w ramę okienną i o tym, że skończyliśmy urządzać łazienkę TU, o problemach z drążeniem pnia pod umywalkę TU. I pewnie jeszcze coś tam było.

A jednak. Jednak jeszcze jedna sprawa nie dawała niektórym spokoju. Zwłaszcza mojej mamie (Mamo, buziaki!). Otóż w łazience stoi narożny sedes. I jego pokrywa, ta od spłuczki (przepraszam, nie znam fachowego słownictwa) była w jednym miejscu stuknięta, znaczy – nieestetycznie obłupana. Trochę nas to męczyło, ale nie tak jak mamę, kombinowała, co by tu. Chciała żabkę naklejać, listki z modeliny robić. Maciek twardo opierał się tym wycieczkom a lata mijały…

Lecz nastał ten dzień, gdy okazało się, że Ikea też się do czegoś przydaje. Nie chcę wyjść na hipokrytkę, mam swego rodzaju uznanie dla tego sklepu (co za organizacja sprzedaży!), co więcej – korzystam na co dzień z kilku ich mebli. Tak tak. Ale moja mentalność tak już przestawiła wajchę na to co niepowtarzalne a najlepiej – zrobione przez Pukapuka, że łódź moja rzadko przybija już do ich brzegu. Coraz rzadziej.

Wracam do urwanego wątku. Otóż przezornie nie pozbyliśmy się ścinków dębowego ikeowego blatu (blat z Ikei mamy, ale przecież cieliśmy go sami). I one to – ścinki blatowe zostały użyte bynajmniej nie do maskowania obłupania, lecz do CAŁKOWITEGO ZASTĄPIENIA POKRYWY.

Aby tego dokonać Maciek puścił w ruch różne swoje potworne maszyny, kluczową rolę odegrała chyba frezarka. To JEST potwór.

I tym sposobem pozbyliśmy się obłupinki, a do łazienki, zwanej przez dzieci „drewnianą” doszło nowe drewno. Dołączyło do drewnianej deski, drewnianej mydelniczki, drewnianego włącznika, drewnianych ramek…

Ale to nie koniec. Maciek tak się rozochocił, że wziął drugi ścinek od blatu i zmajstrował pokrywę do drugiej ubikacji, wcale nie obłupanej. Dotychczas, dla odróżnienia od „drewnianej”, zwana była „białą”. Nie wiem, co teraz będzie…