Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Adwentowe kocyki

Adwent w tym roku długi, najdłuższy z możliwych. Może ktoś się zainspiruje?

Dowiedziałam się tak zwanym przypadkiem o Tęczowym Kocyku. Cytat z ich strony:

„Nasza nieformalna grupa działa na zasadach wolontariatu. Wszystkie kocyki, ubranka itp. wykonujemy z własnych materiałów. Kolejno przesyłamy je na własny koszt na adres wybranej Fundacji, z którą współpacujemy. Służą one ich małym Podopiecznym.

Te Maluszki to dzieci urodzone z wadami letalnymi, hiperwcześniaki ( urodzone między 12. a 24. tygodniem ciąży).
Maluszki tak małe, że nie można dla nich kupić ubranek, a każdy kocyk jest za duży.”

Przyszło mi na myśl, że zrobić maleńki kocyk… a co to dla mnie znowuż?

Nabyłam alpaki miękkiej, jedna koralowa, druga niebieściutka. Wytyczne były, że ma być miłe  w dotyku, w miłych kolorach.

dsc_9247

I zrobiłam i zysk mam z tego wielki. Poza tym niemierzalnym jest to genialna szkoła: można ćwiczyć nowy splot, ścieg, fakturę na małej powierzchni, po prostu zrobić próbkę. I kocyk gotowy! On naprawdę może mieć 30×30 cm! Właśnie takie maleńkie są potrzebne!

Ten koralowy ogromnie mi się spodobał, a to po prostu naprzemiennie słupek i półsłupek, a faktura wychodzi bardzo ładna i regularna. Ten niebieski to słupki z obramowaniem w plecionkę – słupkami nakładanymi w blokach. I już.

Mam nadzieję, że jakieś Maluszki się w nich utulą.

 

 


Dodaj komentarz

Czteroosobowe, znaczy: parzyste

Właściwie łóżka parzyste mogą być rozmaite, pierwsze co mi przychodzi na myśl to łóżko małżeńskie. Czasem ma nieoczekiwane rozwinięcie, jak wtedy, gdy, będąc w podróży poślubnej, weszliśmy do pokoju hotelowego i zobaczyliśmy… łóżko piętrowe.

Tak było.

Piętrowe też parzyste.

To tak tylko tytułem wstępu, gdyż dzisiaj o łóżku parzystym, ale CZTEROOSOBOWYM. Kiedy Aniela, nasz marketing szeptany, dowiedziała się, co robimy, zapytała, czy można nas polecać także, gdy ktoś wyposaża schroniska i pensjonaty.

Ale to było zamówienie do całkiem prywatnego dzieciowego użytku, gdzie ściana miała długość 340 cm i miało się tam zmieścić łóżko na czworo dzieci. Do roboty.narzędzia w wiejskiej stolarni

Wziął się Maciek za obmyślanie. Nabył drewna. Ciął, szlifował.

Wycinał wpusty, ustawiał symulacje.

Na koniec trzeba było wszystkie elementy pomalować. Tak jakoś wyszło, że pani doktor nakazała Tadeuszowi pozostanie w domu, a że nie był obłożnie chory, pomachał pędzlem co nieco… Wprawia się chłopię.

Przyszedł czas na montaż.

Szczególnie dumny majster jest z wpustów na szczebelki w drabince. Drabinka położona centralnie, wchodzi się nią na piętro i tam skręca w prawo lub lewo, gdzie odpowiednie leże się znajduje.

Żeby nie było tak słodko to powiem tylko, że tydzień po montażu nie było wprawdzie demontażu, ale operacja podnośnik samochodowy razy cztery i obcinanie nóg, żeby obniżyć całą konstrukcję. Operacja się udała, pacjent przeżył.

łóżko piętrowe czteroosobowe

 

 


Dodaj komentarz

Jedwabny delikates

Było to wiosną jeszcze, gdy don Stanisław przyjechał i pokazał mi welon na puszkę  – naczynie liturgiczne, wykonany przez zacną hiszpańską firmę rodzinną TA Granda. Piękny. Zapytał, czy potrafię zrobić coś takiego. Podjęłam wyzwanie.

Don Stanisław spędziwszy sześć lat we Włoszech i Hiszpanii, nasiąknąwszy tamtejszą sztuką i rzemiosłem zapragnął i w Polsce sięgnąć ponad poliestrową koronkę. Podzielam te pragnienia. Ale…

Poszłam do pobliskiego sklepu z tkaninami, patrzę, że wiskoza ładna. Dzwonię jeszcze do Stacha, czy może być (choć myślę o jedwabiu) i on potwierdza mą myśl: im szlachetniej, tym lepiej. Więc jedwab. Zasięgnęłam języka, gdzie kupić, pojechałam tamże, nabyłam jedwabnej tkaniny i jedwabnej nici i do dzieła.

Chociaż po prawdzie to zabrałam się dopiero po wakacjach, bo… bo szydełkuję w każdych warunkach. Zazwyczaj. Ale teraz nie mogłam. Teraz przed robotą musiałam umyć ręce, nakremować i poczekać aż się wchłonie, ponieważ ten jedwab jest delikatnieńki i na przykład suchy naskórek go zaciągał. Nie mogłam sobie też pozwolić na żadną plamkę. Więc w tym wypadku musiałam mieć do szydełkowania zapewnioną przestrzeń mentalną, fizyczną i czasową.

Na zdjęciu widać szydełko, którego używałam do zrobienia welonu i – dla porównania – grubsze, którym robiłam ostatnią narzutę w paski. Jakieś pytania?

Zatem mogę powiedzieć, że nie do końca zdawałam sobie sprawę, na co się porywam. Niteczka cieniutka, śliska, jedwab delikatny, śliski, wymagający, łącz to człowieku jedno z drugim i jeszcze koronkę zmaluj. Ale pierwsze koty za płoty, już jest zlecenie na więcej! Będziem działać.

I rzec by można: po co to wszystko? Miałam rzucić jakimś suchym tekstem typu: „Nie będziemy oszczędzać na pięknie liturgii!”. Ale z pomocą przyszedł mi kardynał Robert Sarah, który w książce Bóg albo nic mówi tak:

„Liturgia to wielka brama, która otwiera się na Boga i pozwala nam symbolicznie wyjść poza mury tego świata. Do Mszy świętej należy podchodzić z godnością, pięknem i szacunkiem. (…) Niezbędne jest poszanowanie uwarunkowań materialnych, aby to spotkanie przebiegło w sposób płodny. Mam na myśli na przykład godność i przykładność szat liturgicznych. Miejsce sprawowania Mszy winno być przeniknięte pięknem, które sprzyja skupieniu i spotkaniu z Bogiem.”

Amen.


6 komentarzy

Przypomnienie o lecie i jeziorze

Wróci, wróci nam lato, więc spomiędzy wełny na czapki i skarpety wyzierała mi jeszcze do niedawna pasiasta bawełniana narzuta. Wyzierała, bo już nie wyziera. Skończyłam. A zaczęłam jeszcze na wiosce będąc, na las zerkając, gdyż wzrok mój mierził widok brudnopomarańczowej wersalki, którą zapragnęłam okryć.

A że zamiary wobec narzut mam bujne i różnorakie, chciałam odwlec tę robotę, lecz brudny pomarańcz skłonił mnie do działania szybszego, bez filozofowania. Zatem: szybkie paski.

Wiadomo: niebo, las, jezioro, mech… Nie mam jeszcze wyobrażenia dokładnego jak to zagra z tym co planuję na okna, ale nie myli się kto nic nie robi.

Narzutę zrobiłam z grubej bawełny, jest mięsista, milutka, ciężka. Przyznam się w sekrecie, że któregoś dnia nawet się pod nią przespałam i dobrze było. Wymiary 150×200 cm. Pojedziem w las, przymierzym, ocenim, zobaczym co dalej.

szydełkowa narzuta w paskiA czapka ładna?


9 komentarzy

Akcja Zimna Stopa i pogwarki tramwajowe

Znam człowieka, któremu ciągle zimno w stopy. Wełniana skarpeta może pomoże. Zamówiłam włóczkę, wzięłam się do pracy, a praca to była nie lada, wiadomo: pierwsze koty za płoty. Nigdy wcześniej nie robiłam skarpet. Wyszperałam różne podpowiedzi, robiłam i prułam, robiłam i prułam. Robiłam i prułam.

wełniana skarpeta w robocie

Aż zrobiłam. Wynik kompilacji kilku wzorów, kilku konstrukcji pięty, własnego pomyślunku i wprawy i są.

Że ładne to widzę sama, że ciepłe to mówi Zimna Stopa.

Jechałam tramwajem z robotą ręku, przede mną Heniek w wózku, obok Tadek, wokół tłok. Ja dziergam. Pani pyta:

-Nawet w tak trudnych warunkach pani robi?

-W każdych – odpowiadam. Czy burza, śnieg, grad wali w szyby, noc ciemna zapada, lawina schodzi – ja dziergam.

Nie straszny dla nas burzy czas

Bo silną przecież mamy dłoń.

Weselmy bracia się

Choć wicher w żagle dmie!

Więc mówię: W każdych.

-A co pani robi?

-Teraz skarpetę. Ale tak ostatnio to głównie czapki. Każdy chce mieć czapkę. Wie pani, jak trudno kupić ładną WEŁNIANĄ czapkę?

-Sweterki też?

-Zdarzyło mi się. Wszystko. Narzuty. Poduszki.

Na to włączył się Tadzio:

-Nie wszystko. Nie robisz Lego.

Faktycznie. Nie robię Lego na szydełku.

Ale powiedział Tadzio, że też chce skarpety, tylko dwie takie same. Dlaczego takie same? I po co takie same? Nie wiadomo.

wełniane skarpety

 


Dodaj komentarz

Motyw tatrzański

Gdy Paweł wygrał czapkę w naszym konkursie, zapytałam, jaka ma być. Początkowo nie miał szczególnych życzeń, więc tylko zmierzyłam mu głowę i zapytałam o kolor kurtki: jasno szara i czerwona. Już coś. Na tym mieliśmy zakończyć, ale zawahał się chłopak chwilę i mówi, że motyw tatrzański zawsze byłby bliski jego sercu (albo jakoś tak, nie zacytuję dosłownie). Oooch. To ja chętnie. Miałam gdzieś w zakamarku głowy tajny plan, tylko jeszcze nie było pretekstu, by go zrealizować.

Przystąpiłam do realizacji. Na początek wyszukałam w sieci to:

A jest to panorama Tatr z Doliny Białej Wody.

Pociągłam kreską po grani, żeby wzorem czapki astronoma (kocham te krzyżujące się inspiracje!) utworzyć krzywą zmian grani obrazującą szczyty wznoszące. Potem, korzystając z zapasów czerwonej, pomarańczowej i szarej alpaki, wysnułam to:

Młynarz, Niżnie Rysy, Żabia Czuba, coś widać. Kto nie wie, nie pozna, ale kto wie, ten już wie.

Teraz to już pozostaje tylko zacytować Władysława Broniewskiego:

Tam litworowe doliny

Czarne stawy wyśniły,

Górą jasna pogoda,

A dołem biała woda

Pośród kosodrzewiny.

Paweł, dzięki za foto. I patrząc na nie myślę listopadowo, że trzeba pamiętać o tych, co w górach, i o tych co na morzu…

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

 


Dodaj komentarz

Paryski szyk

Poszliśmy za krześlanym ciosem i Maciek szlifnął jeszcze jedno krzesło, które przyniosłam jakoś przed wakacjami ze śmietnika. Nie ta klasa, co Barczewo, ale zdrowe, nada się. Przy okazji: odezwała się do mnie mieszkanka Barczewa, pisze, że był warsztat stolarski przy tamtejszym zakładzie karnym. Niestety w 1996 roku został zlikwidowany.

A to śmietnikowe to takie tam, żaden cud, ale wygodne.

 

Milusia czerwona cerata na siedzisku.

Siedzisko rozbroiłam i teraz o co chodzi z tym Paryżem? Gdy mąż mój miał razu pewnego służbową sprawę w Paryżu i wiedział, że po jej załatwieniu zostanie mu jeszcze sporo czasu do samolotu, zafrasował się. „Co ja będę robił w Paryżu?”

?

???

Myślałam, że wałkiem rzucę. I myślę o Musee d’Orsay, Luwrze, marche aux puces i takie tam, ale mówię: „Stary, idź do Marche Saint Pierre!” Słyszałam o tym miejscu, ale że Francja to kraj (pod wieloma względami) cywilizowany, w niedzielę miejsce to jest nieczynne. O co pretensji nie mam, lecz w związku z tym przy kilku niedzielnych paryskich okazjach (brzmi, jakbym co tydzień bywała w Paryżu, hehe) nie dane mi było tam zawitać. Ale dlaczego w ogóle? To jest dom towarowy z tkaninami. 6 pięter tkanin. Słownie: SZEŚĆ.

Mówię zatem do Maćka: „Idźże, popatrz, opowiedz.” Poszedł. W kieszeni 5 euro. Dwa kawałki tkaniny przywiózł. A jeden z nich wyglądał tak:

tkanina w paski

Więc gdy Maciek oszlifował krzesło a Tadzio pomalował (niech się chłopak wprawia, na czym ma trenować?), pytam, czy na siedzisko mogę użyć paryskiej tkaniny. Że niby taka o i o, nie wiem czy krzesło godne, żeby jej użyć. Ale zgodę dostałam, co ma leżeć, niech się przyda.

 

odnowione krzesło ze śmietnika

Takim szastem prastem przybyło nam krzesło przy stole, przydaje się.