Pukapuka

Geo Rękodzieo


2 komentarzy

Dębowa pochwała imienin

Jesteśmy już w mieście, ale w mieście też jest życie. Przyciągnęliśmy kawałek wsi ze sobą. A było to tak.

Pojechał Maciek do tartaku, gdyż miał zaległy prezent imieninowy dla żony: zagłówek do łóżka. (Łóżko mamy już od dwóch lat, pisałam o nim TU.) Pojechał i kupił dębowe deski i dębowe kantówki. Gdyż umyślił sobie tak, że łóżko nasze będzie całe dębowe. Żona zobaczyła deski i pokręciła nosem, że za krótkie. Pojechał Maciek jeszcze raz, taktark taki, że hoho, hektary, stosy drewna, kłody, deski, tirami się zajeżdża po budulec generalnie. Idzie do pana, pan patrzy i mówi:

-Co, pan znowu po dwie deski?

-Po jedną…

dębowe deski

Zatem mamy już te deski, już żona nosem nie kręci tylko raduje się w oczekiwaniu. Deski suche, bo jak powiedział wuj Tadeusz, mistrz stolarstwa:

-Maciek, DREWNO, drewno do obróbki musi, drewno do obróbki musi… musi… być… SUCHE.

Deski jak i kantówki. Kantówki porządne muszą być, ścięte nieco pod skosem, żeby można było oprzeć się wygodnie.

Piła, szlif, na koniec olej i skręcamy.

I jest dębowy zagłówek. Jest wygodnie do czytania, do komputera i w ogóle. Olej dał taki przyjemny miodkowy kolor i uwypuklił urocze jasne krawędzie.

 

dębowy zagłówekI jest ładnie. Jak w hacjendzie!

DSC_8210

Więc kto nie obchodzi imienin, ten niech się jeszcze zastanowi. Dębowe zagłówki na imieniny!


2 komentarzy

Drwal vs koronczarka

Takie małe zestawienie-porównanie tego, co w jednostce czasu może zrobić drwal a co koronczarka:

I teraz co? Co? Łyso? Co jest więcej? Co trudniej? Co robi wrażenie, budzi szacunek, winduje na 15. piętro drabiny społecznej? Tak tylko pytam.

Swoją drogą taka ściana drewna wygląda bajer, zawsze mi się podobały, włoskie Alpy czy coś…

A koronkowe wdzianko zrobiłam dla cioci Gieni na specjalne życzenie uroczystościowe. Ciociu, pamiętaj zmoczyć i rozprasować przed włożeniem!

A inspirację i schemat znalazłam TU. Strona jest wprawdzie po rosyjsku, schemat po japońsku, ale na szczęście symbole graficzne są międzynarodowe, więc dałam radę. Swoją drogą po kilku początkowych pruciach nabrałam respektu dla schematu, wydawało mi się, że coś z nim jest nie tak i zaczęłam sama kombinować, ale okazało się, że to ja się myliłam. A schemat – prawdziwa japońska żyleta! Tylko rękawów nie robiłam, bo starczył kubraczek.

DSC_7954

A jeśli któryś z panów nie czuje się na siłach sprostać drwalskiemu wyzwaniu na miarę maćkowej ściany drewna, niech mu mocy doda ta pieśń!


Dodaj komentarz

Wioskowa łazienka zbierankowa

Przystosowanie lokalu do użytku warto zacząć od łazienki, taka mądrość ludowa. Łazienka stała się pierwszym pomieszczeniem na wiosce, na którym wycisnęliśmy na razie większe piętno. Jest mała i bardzo skośna, po eleganckim położeniu kafelków przez Henia omawiany kącik wyglądał tak:

szara łazienka

Wtedy weszliśmy MY, stukupuku.łazienka z drewnem

Pod umywalkę poszła konsolka, zabrana przez nas ze śmietnika kilka(naście) miesięcy temu. Wyglądała trochę inaczej, ale zdjęcie, które jej wtedy zrobiłam gdzieś mi się zawieruszyło, więc możecie się tylko domyślać. Była biała, obdrapana i miała laminowany rozwarstwiający się blat. Ale gdy jest kawałek zdrowego drewna… nie muszę kończyć. Blacik Maciek dał nowy z kawałka klejonki. Celowo asymetrycznie, żeby wysięgnąć umywalką w wyższe rejony pomieszczenia.

A lustro… Cóż. Patent stary jak zdarta płyta, ale solidna drewniana rama okiennna jest solidna i drewniana, a gdy się ją jeszcze oszlifuje i zaolejuje to w dodatku estetyczna. Szklarz i fru, lustro wisi i powiększa łazieneczkę.

Na wioskę jeszcze wrócimy…


Dodaj komentarz

Bawełniana epopeja z lodowcem w tle

Pomysł islandzki narodził się na fali Euro2016 i wyjazdu Piotrka na tę wyspę. Chciałam zrobić polsko-islandzką czapkę piłkę, miałam wszystkie potrzebne składniki, prócz białej bawełny. Zazwyczaj włóczki kupuję przez internet, ale potrzebny był mi jeden motek, więc pomyślałam, że po prostu skoczę do pasmanterii i kupię.

Byłam wtedy w Gdańsku. Zanim nastąpi ciąg dalszy chciałam tylko powiedzieć, że bardzo kocham Gdańsk.

Pierwszą pasmanterię przeniesiono. Poszłam w nowe miejsce, ale białej bawełny akurat nie było.

W drugiej pasmanterii była bawełna z wiskozą, która błyszczy. Nie.

Trzecia pasmanteria zlikwidowana.

W czwartej urlop do końca miesiąca.

W piątej bym kupiła, ale nie dotarłam…

Na czapce położyłam już kreskę, gdy pewnego dnia na wiosce ciocia Gienia pyta, czy kupić mi coś w Starogardzie, bo jadą. Poza drewnianymi łyżkami i sitkiem do zlewu pewnie nic bym nie chciała, gdyby nie sąsiadka, która spytała przez płot, czy będą w pasmanterii, bo potrzebuje gumę.

PASMANTERII?

-Ciociu, to ja poproszę o białą bawełnę, jeden motek!

Bawełny wprawdzie… nie było, ale bawełna z anilaną. Ujdzie. Jest czapka.

Powiem więcej: jest czapka na Islandii. W tle lodowiec Snæfellsjökull.

IMG_1457

I chciałoby się zaśpiewać:

„Islandio dzika i wolna ziemio ma

widzę ciebie od wielu długich lat.

Pośród czarnych skał przejdą noce, miną dni

Aż wystarczy nam już krwi.”

gdyby nie to, że w piosence chodziło o Grenlandię…


Dodaj komentarz

Serduszkowy patent na upalne (?!#$&?) lato

Co można podarować na urodziny w LIPCU? A w SIERPNIU???

Miałam tymi wytworami lata chwalić się bardziej jesienią, ale lato nasze polskie kochane spowodowało, że piszę już dziś. Wczoraj od Maryny dostałam prosto z Kaszub wiadomość następującej treści: „Czapka ratuje mi życie w to upalne lato 😊”.

20160807_174718-1.jpg

Bo też właśnie wełniane czapki z marynosa były tymi superletnimi urodzinowymi prezentami dla Matki i Córki.

I pochwalę się patenten swoim, osobistą innowacją: wymyśliłam serduszka!

CSC_7563

A wełna z merynosa mięciutka, milutka, leciutka, ratuje zimą i latem!


1 komentarz

Wsi spokojna, wsi wesoła…

„W starciu z globalnym gumbo mają szansę tylko małe domki na końcach mało uczęszczanych dróg. Obojętne, czy to na Podlasiu, Polesiu czy na prerii – ważne, żeby domek był odpowiednio mały.

Siedzę na ganku

i majtam nogami,

mam rancho z krowami,

mam ropę, dynamit,

generator prądu,

strzelbę z nabojami,

słoik złotych monet

sprytnie zakopany,

ususzone mięso,

smalec ze skwarkami,

mąkę, piec do chleba

rum, wino, różaniec…

Wam radzę to samo.”

Wojciech Cejrowski, Wyspa na prerii

Tak…

Jesteśmy więc w odpowiednio małym domku na wsi. I teraz zadanie: odmienić wnętrze z takiego, do którego się wchodzi, bo się wchodzi, na takie, że gdy się wejdzie to miło na duszy się robi. Ba!

Z tego co zastaliśmy kilka sprzętów urodą nie grzeszy, ale zdrowe są i jeszcze posłużyć mogą. Takie na przykład taborety. Byle choć tymczasem estetycznie ogarnąć.

DSC_7653

Zrobiłam więc berety na taborety, jeden bardziej chlaszetny w swej skromności, drugi kolorowszy i to na nim koniecznie chce siadać Hania.

berety na taborety

Już na tej małej próbce widać, że samozwańczo zadekretowałam do tego wnętrza zielenie i niebieskości, niczym mech okolicznych borów, lazur nieba, błękit jezior, zieleń traw i igliwia. Chociaż porządna to wieś, kwieciem różnorakim obsypana, kto to wie co z tego jeszcze do wnętrza naleci?


2 komentarzy

Kraków, Południowy Pacyfik, może i Rio? I konkurs bez nagród

Kurz po Światowych Dniach Młodzieży już opadł, ale duch nie. Oby nigdy; jak mawiał mój Dziadek: pieniądze stracić – nic nie stracić, zdrowie stracić – trochę stracić, ducha stracić – wszystko stracić!

I co się albowiem okazuje: z czapką Pukapuka, otok biało czerwony, można się wbijać i takie foty zdobywać:

Konkurs jest taki: kto mocny i rozpozna widoczne flagi? Można pisać w komenarzu, ale tylko dla hecy, nagród tym razem nie będzie (poza satysfakcją) bo moce przerobowe zajęte na wiele tygodni do przodu, a do końca olimpiady w Rio to już na pewno…

I nie odpuszczę sobie jeszcze pacyficznej wstawki (toż to blog Pukapuka): idę przez Kraków i w  ludzkim morzu widzę twarze… polinezyjskie! Czy to być może?!? Na identyfikatorach w miejscu kraju mają wpisane „WF”.

-Maciek, co to wuef?

-Wychowanie fizyczne.

-…

Idę do nich.

-Skąd jesteście?

-Z wysp na Pacyfiku.

Masz ci los.

-ALE Z KTÓRYCH???

-Wallis i Futuna.

Hurra!