Pukapuka

Geo Rękodzieo


2 komentarzy

NA RZU TA! Geo Rękodzieo w natarciu.

Zima poszła precz. Można było wziąć się za długo odkładane projekty. Jednym z nich była narzuta dla Tadzia. Już mu jedną kiedyś zrobiłam, ale przedobrzyłam, za szeroka i zwisała tak sobie nieestetycznie. Olśniło mnie – tę zawieziemy na wioskę, tam potrzebna i dołączy do innej pasiastej. A Tadziowi zrobię nową, lepiej dopasowaną. Chciałam też pchnąć coś w kierunku bardzo udanym sprzed roku, gdy zrobiłam dla Julii AFRYKĘ.

Wymyśliłam, że szarpnę się na narzutę z Ameryką. Nie byle jaką, bo POŁUDNIOWĄ. Lecz Tadeusz powiedział NIE. ??? Chciał z Polską, lecz mówię, stary, Polska piękny kraj, ale kształt nie ten. Ma być podłużny. Podłużny? To poproszę Madagaskar.

Dumnam, że dzieciak wie, co podłużnego można u mamy zamówić. Madagaskar.

Włóczki zebrane, ale całą sztuka w odpowiednim odwzorowaniu i przetransponowaniu mapy na życzony rozmiar z uwzględnieniem grubości włóczki…

Do dzieła. Gdy już zaczęłam to poooszłooo!

narzuta Madagaskar

A przy tej okazji wypadło mi studiować linię brzegową tej wyspy, jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak urozmaicone jest jej północno-zachodnie wybrzeże, Te zatoczki, półwyspy… Bo że linia wschodniego jest tak wyrównana to kojarzyłam.

I masz babo placek:

narzuta Madagaskar

Tylko że ona teraz leży na górnym piętrze piętrowego łóżka, więc jest tylko takim hołdem dla Stwórcy, nieoglądanym okiem człowieka. Niczym maszkarony na wieżach gotyckich katedr.

Ale zanim tam trafiła, można było podróżować palcem po mapie i plecami po narzucie.

chłopcy na narzucie Madagaskar


Dodaj komentarz

KwintESSENCJA

Dostałam wczoraj prezent. Imieniny dopiero za tydzień, ale poczta przyniosła już. Przyniosła zresztą i dwie inne wyczekane przesyłki, dzięki którym będę mogła skończyć dwa DUŻE projekty i pewnie o nich napiszę, ogólnie poczta mnie zadowala, niech jeszcze tylko odda czapkę z cumulusami! Poczto, oddawaj! Wysłana dwa tygodnie temu, nie doszła jeszcze!!!

Poniosło mnie. Wracam do prezentu. Prezent od męża, od którego dzieli mnie długa rozłąka i jeszcze trochę podzieli, więc prezenty mile widziane. Umówiliśmy się, że zadzwonię do niego, jak przyjdzie, bo chciał widzieć moją minę, gdy będę rozpakowywać.

W kopercie wymacałam, że drewienko. Wiadomo, musi być drewienko. Ale w sumie to dziwne. Otwieram.

etui z palisandru

Ocho, palisander. Otwieram dalej.

szydełka z palisandru w etui

Ochooo! W palisandrowym etui palisandrowe szydełka. Dwa.

Właściwie tu mogłabym zakończyć. Ale nie zakończę.

Chyba nikomu tu nie muszę tłumaczyć, że szydełka zrobione są ręcznie. Precyzyjnie i cierpliwie. I pomyślałam sobie, że to jest taka kwintesencja PUKAPUKA. Ręcznie, precyzyjnie i cierpliwie. I materializuje się w drewnianym szydełku. I chyba nikomu tutaj nie muszę tłumaczyć, że przecież 98% projektów Pukapuka jest z drewna albo szydełkiem.

Słowo uznania należy się Jankowi, maćkowemu towarzyszowi doli (nie napiszę przecież, że niedoli), gdyż on to zainspirował Maćka do wymyślenia tegoż ekskluzywnego i eleganckiego palisandrowego etui.

Dar ten niezwykły sprowokował mnie do wyjęcia mej kolekcji, prezentuje się ona mniej więcej tak:kolekcja szydełek

He, ja naprawdę ich wszystkich używam.

I jeszcze – zapragnęłam postawić kropkę nad i, lutownica w garść i trza opieczętować.

szydełka z palisandru w etui


2 komentarzy

Siatka na sprawunki

Eko, trendy, natural. W rytm tych trzech słów bije moje serce. I może jeszcze hygge. Tak, na pewno hygge. A co może być bardziej eko, trendy, natural i w dodatku hygge, niż zrobić SAMEMU, RĘCZNIE, BEZ WYZYSKU, Z NATURALNYCH SUROWCÓW siatkę na sprawunki, żeby nie brać od sprzedawców tych paskudnych, plastikowych (a fe!) torebek, i to w dodatku od LOKALNYCH sprzedawców, sprzedających produkty WŁASNE, LOKALNE i jeszcze do tego SEZONOWE. A jeszcze pojechać po te zakupy komunikacją miejską (no, może być jeszcze piechotą lub rowerem).

Jaja na boczku, czyli żarty na bok, bo ja tu naprawdę odpaliłam mega giga super projekt.

Kilka lat temu zapałałam chęcią poszydełkowania ze sznurków różnych i z tamtego czasu miałam sznurek bawełniany (wędliniarski zresztą). I sznurek jutowy, z którego wtedy zrobiłam przymiarkę do abażuru i stopniowo ten abażur spruwam (nie nadał się, albo mi poprzeczka podskoczyła). Zatem zapragnęłam tej siatki i ją zrobiłam.

sznurkowa siatka na sprawunki

Dno zrobiłam ze sznurka jutowego, ścisłe, żeby nie przelatywało nic i w ogóle, żeby takie mocniejsze było, żeby postawić można było. Wyżej siatką biały sznurek bawełniany, żeby z kolei było lekko.

I na górze znowu jutowy, takie wzmocnienie i efekt estetyczny. Początkowo wyobrażałam sobie, że będzie nieco dłuższa, ale w sumie gdy się zapełni to się nieco rozciąga i ten rozmiar jest dobry. Tak naprawdę, to nie starczyło mi tego sznurka wędliniarskiego na więcej, a zanim się kupi nowy, warto wykorzystać to co się ma.

I elegancko ze 4 kilo jabłek tam wchodzi i jeszcze co, a jutro dzień targowy na najlepszym bazarku w promieniu… wielu kilometrów (napisałabym kilkuset, ale to może przesada. Kilkudziesięciu pewnie.). Może uda się wyrwać.


4 komentarzy

Przymiarka do podsumowania zimy

Odwilż błotnista nas osaczyła i taka jej zaleta, że zapowiada przedwiośnie! Zabrałam się więc za zgrubne podsumowanie zimowego sezonu (choć fabryka nie pauzuje) i postanowiłam wrzucić tu kilka fotek, które (choć nie wszystkie) swoją premierę miały na fejsiku. Ale po pierwsze, jako się rzekło – nie wszystkie, po drugie – poza fejsikiem też jest życie, zobacz ludu niefejsikowy dzieła te.

Zanim zaleją nas czapki, zacznę od komina, który właściwie jest zaplątanym szalikiem, a który zrobiłam dla cioci Zosi i było to moje pierwsze podejście do wełny merynosa. I nie ostatnie, o jakże nie ostatnie!

Były także czapki dla Nowożeńców, z życzeniami, żeby zawsze znajdowali część wspólną.

czapki dla nowożeńców

Hasło to okazało się inspirujące i przyszło zamówienie na następne czapki dla następnych Nowożeńców. Kolorystyka się podobała, pomysł też, ale zastrzegłam, że takich samych nie zrobię, ponieważ takich samych nie robię. I zrobiłam takie.

czapki dla nowożeńców

Oprócz ślubów i inne okazja w życiu człowieka się zdarzają, ot takie na przykład urodziny. A już najlepiej to okrągłe. Bo Antek na przykład miał trzydzieste. A Wojtek czterdzieste.

Za to zupełnie bez okazji Julia chciała mieć czapkę pod kolor okularów. A Ela pod kolor kurtki, dłuższą.

A Justyna zainspirowała się czapką Julii i chciała jeszcze dla Anielki. I potem poszła w czapce do pracy na górę gór.

A dla wytchnienia od czapek wrzucę skarpetuńcie. Aniela potrzebowała ogrzać nóżki Bronkowi. Zrobiłam mu skarpetki, ale trudno było wcisnąć przez piętę na tłustą nóżkę i uradziłyśmy, że takiej nóżce pięty nie trzeba. Więc zrobiłam skarpetki a la probówki.

skarpetki-probówki dla dzidziusia

Za to Kasia poprosiła o czapkę dla Tomka – granatową w plecionkę. I mam jeszcze drugą w plecionkę, szarą, rozmiar dzidziusiowy.

I był jeszcze komin granatowo-różowy pod kolor kurtki oraz do kompletu do czapki, lecz ileż można o tych czapkach, więc już tylko komin pokażę.

komin wełniany z merynosa

I jeszcze były rękawiczki z warkoczami, i jeszcze dla Magdy, i dla Kuby, i dla Tadzia, i Anety i jeszcze i jeszcze i na razie wystarczy. Ale fabryka nie pauzuje. Jak to mówią: your fabrika never sleeps.

 


Dodaj komentarz

Królowa Jadwiga

Karnawał się kręci, gdzie te bale?

Gdy kiedyś wybierałam się na bal do auli Politechniki, w dzisiejszych czasach miejsce względnie prestiżowe, babcia Zosia prychnęła tylko: „Aula Politechniki?!”. I dodała: „Przed wojną chodziłam na Bal Latarni do Europejskiego…”

Teraz balami nazywa się przebieranki w przedszkolach. Niech i tak będzie.

W tym sezonie zaliczyliśmy już Zorra (o losie, moje dzieci dopiero przy tej okazji dowiedziały się, kto zacz i musiały rówieśnikom tłumaczyć…), Indianina (tu nie było źle), przyszła kolej na Nią. Na Królową.

Miałam pretekst, żeby zrobić coś, co upatrzyłam sobie już jakiś czas temu: koronkową koronę. Szydełko, biały kordonek, jeszcze zmierzyć obwód głowy i można robić. Po zrobieniu taka szmatka.

koronkowa korona

Aby nabrała królewskiego kształtu umoczyłam w krochmalu. Aby go zrobić, trzeba było uciec się do starej dobrej metody: poszłam do sąsiadki z kubeczkiem, żeby mi mąki odsypała. Odsypała. Potem nadmuchałam balonik (piąty – przezornie kupiłam całą paczkę i cztery już były w kłótnio-zabawie) i naciągnęłam na niego koroneczkę.

balonik w koronie

I to było pierwsze podejście. Udało się dopiero za drugim, ponieważ balonik należy nadmuchać tak, żeby jego obwód odpowiadał obwodowi głowy królewskiej. Za pierwszym razem wyszło za duże i korona się zsuwała, trzeba było namoczyć znowu i naciągnąć na nieco mniejszy balonik. Pasuje.

koronkowa korona

Miałam w odwodzie jeszcze lakier do włosów, żeby usztywnić w razie czego, ale po wyschnięciu okazało się, że krochmal wystarczył.

koronkowa korona

I miałyśmy z Hanią (bo dla niej ta cała impreza) jeszcze taki koncept, żeby doszyć cekiny na czubkach, żeby niby tak bardziej na bogato. Babcia się podjęła.

Do tego kobaltowa sukieneczka, pantofelki, DREWNIANE oczywiście berło i już Królowa mogła iść na… hm… BAL.


2 komentarzy

Haftowanie szydełkiem i analogowe techniki kopiowania

O, jakże dawno nie było żadnej poduszki! Julia, dla której zrobiłam niegdyś Afrykę, zapragnęła do kompletu coś jeszcze. Logo Fidesco. Zlecenie przyjęłam, jakże by nie przyjąć.

I znowuż uczyć mi się przyszło, wyzwaniem się to okazało nie lada. Wprawdzie pisałam szydełkiem już nie raz (i nie dwa), ale teraz taka bardziej wyrafinowana czcionka miała być i chciałam się sprawić.

Najpierw nabyłam kalkę maszynową i przekalkowałam logo na kartkę w kratkę, żeby jakoś sobie rozrysować schemat.

logo fidesco

Muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że ta starodawna technika kopiowania takie wrażenie zrobi na moich dzieciach i że kalka stanie się przedmiotem pożądania. Tadzio aż ją zaniósł do szkoły, pokazać kolegom. Dzięki niej mógł skopiować Szurikena, czy jak mu tam, nawet ładniej niż Kuba! Stara poczciwa kalka…

Chwyciłam szydło, bawełenka w garść i do boju. Zaczęłam słupkami, ale przy literach przeszłam na półsłupki, bo dzięki temu mogłam uzyskać więcej szczegółów. Uff, to była dziubdzianina… Bardziej jakieś plecenie niż szydełkowanie. Ale efekt mnie zadowolił, hej!

poduszka Fidesco

Po drugiej stronie chciałam coś zmalować takiego etnicznego, żeby nie za nudno było i tak mi się wcisnęły zygzaczki. Całość zawiązana na krótszym boku na warkoczyki.

poduszka w zygzaczki

Kto więc chciałby oddać przez dwa lata swoje kompetencje na służbę potrzebującym w dalekim jakimś kraju, niech się zainteresuje. A kto chce zobaczyć tegoroczny filmik wolontariuszy Fidesco i mieć wgląd, gdzie dziś są – proszsz:

A poduszka leży i reklamuje.

poduszka Fidesco


2 komentarzy

Czapkę jaką Pani życzy?

I znowu marketing szeptany, tym razem w osobie Eli, przyprowadził do nas Kingę. Gdyż Kinga zapragnęła mieć czapkę. W swoich ulubionych kolorach. A także, jak to ujęła, z motywem etnicznym, bo takie lubi.

Gdy usłyszałam „motyw etniczny”, pomyślałam o jakichś azteckich szlaczkach, względnie o afrykańskiej sztuce prymitywnej. A tu: niespodzianka Kinga przysłała mi link, o taki: polskie hafty ludowe. I jeszcze zdjęcia do inspiracji.

Co tu kryć, urzekły mnie. Haft to nie ja, ostatni raz chyba haftowałam richelieu przed maturą, żeby nie było, że nic nie robię, ale gdy to zobaczyłam… masełko…

Teraz nic tylko szydło w garść i coś z tego wyciągnąć. Acha, a to szydło miałam oczywiście w kieszeni kurtki, gdy o 6 rano w pewną sobotę pomykałam na dworzec, żeby włóczki odebrać od Klaudii i już w drodze powrotnej z dworca mogłam zacząć. Palce mnie swędzą do szydełka, tak mam.

Wyciągnęłam to.

czapka z motywem ludowym

I patrzę tak na tę czapkę i widzę jeszcze tyle niewykorzystanego potencjału w tych haftach. Nie trzeba sięgać po norweskie sweterki, żeby ludowe dziergi zastosować, ach ten potencjał. Będziemy drążyć.

A Kinga zdaje się zadowolona, bo z własnej nieprzymuszonej woli podesłała mi fotki.

Czapka gruba, miękka, miła. 100% merynos. Miękka, miła.