Znaczy, lato na bogato!

Lato poszło precz już całkiem, nie ma co. Tyle się dzieje w realu, że w wirtualu nie nadążam i zaległości są i będą, ale o kilku rzeczach muszę jeszcze napisać.

W okresie, gdzie każdy normalny przedsiębiorca, rękodzielnik, fotograf szykuje bombki, robi sesje zimowe i planuje bożonarodzeniowe kampanie, ja wchodzę cała na biało i mówię: miesiąc jeszcze nie minął od wakacji!

O paru rzeczach już wiecie, na przykład o dywanie (pisałam TU), o firankach (pisałam TU), ale mieliśmy na te wakacje więcej planów i udało się je zrealizować z nawiązką!

Zacznę może od tej nawiązki. W zeszłym roku Maciek zbudował (z całą ekipą, ale to on szefował) najpiękniejszy domek na drzewie w całej wsi i powiecie. Było o tym dużo TU. W tym roku, gdy skończył podstawowe zadania z planu, czyli nowy dach na altanie i nowy płot pod lasem, a zostało jeszcze trochę czasu, postanowił zbudować porządne paradne schody do domku. Tymczasowym rozwiązaniem była drabinka znaleziona na śmietniku, świetnie się sprawdziła (lecz miała swoje wady!).

Trzeba było pojechać do tartaku, ale Maciek lubi jeździć do tartaku. Potem trochę czasu, trochę potu, sznur konopny, ukośnica, wiertarka i parę innych składników i są schody, że oko bieleje. Nie patrzcie, bo wam zbieleje i co?

Szerokie, wygodne, a balustrada taka, że klękajcie narody!

Dobra, jedziemy dalej. Na liście letnich zadań mieliśmy też odnowienie czterech krzeseł od kuzyneczki. Krzesła sprawne, bardzo wygodne, lecz pokryte grubym błyszczącym lakierem i z wytartą tapicerką.

Pisząc te słowa, zdałam sobie sprawę, jak ekologicznie teraz pojadę i to na kilku poziomach! Sam fakt, że odnawiamy krzesła, zamiast kupować nowe już jest taki cool, co nie? Ale to dopiero początek. Spójrzcie bowiem na te obrazki, gdzie dzielna młodzież paraduje PIESZO ulicami Dolnego Wrzeszcza i własnymi rękami transportuje krzesła z punktu do punktu, po drodze powołując się na RODO i nie życząc sobie zdjęć, robionych chyłkiem przez matkę telefonem. Oraz przysiadając od czasu do czasu dla odpoczynku.

Ciąg dalszy podróży (krzeseł) odbył się częściowo samochodem a częściowo pociągiem!

Gdy już dotarły na wioskę, zostały oszlifowane, zaolejowane i dostały nową tapicerkę z jutowych worków po kawie. A na koniec pozowały na słynnym przejściu dla pieszych, tam gdzie kończy się asfalt i słychać tylko szum boru. Nic nie zmyślam.

Nie chwaliłam się jeszcze zeszłorocznym lustrem w ramie okiennej, zdobytej razem z lampą (o której pisałam TU). Ramę oczyściłam, polakierowałam i zawieźliśmy do szklarza. Nie było go akurat w domu, więc zostawiliśmy ramę w umówionym miejscu. Wkrótce dostaliśmy wiadomość, że gotowe lustro jest do odbioru, przy czym, gdy przybyliśmy na miejsce, szklarza akurat… nie było, zabraliśmy lustro, zostawiając zapłatę… w umówionym miejscu. Wierzymy szklarzowi, że istnieje.

Koło lustra zawisły jakże pożądane elementy porządkujące, które schowały w sobie szczoteczki i pasty do zębów, uprzednio zagracające umywalkę. Zrobiłam je na szydełku, z bawełnianego sznurka, który przyszedł w gratisie do kilometrów sznurka, z którego robiłam dywan.

Obok zaś zawisł papier wiadomojaki na zgrabnym uchwycie z brzozowej gałązki.

Z tych sznurkowych gratisów wystarczyło mi jeszcze na koszyk do chleba.

Prócz tego wszystkiego na liście naszych planów i zadań letnich było przywiezienie kilku mebli, wśród nich jakże potrzebnej i pojemnej, starej drewnianej komody, ocalonej z pewnej piwnicy. Oraz starego wiejskiego stołu, którego odnawianie zaczęłam bodajże kilka lat temu… Doczekał się.

Wiele by jeszcze słów można o tym minionym lecie napisać, lecz już wiele nie napiszę, bo insza robota na mnie czeka. Dorzucę tyle, że lekturą naszą wakacyjną był „Znaczy kapitan” Karola Borchardta, kto nie wie o co chodzi z Quanto Costo ten kiep, znaczy nie czytał! Do rozrywek wakacyjnych, prócz pływania w jedenastu jeziorach, grania w Wirusa, Złapmy lwa, bitwę morską, rysowania, jeżdżenia na rowerze i biegania na bojo należało jeżdżenie przez wieś kabrioletem w wersji mini, uprawiane przez kierowców w wieku lat około czterech. Ubaw po pachy.

A teraz jesteśmy już w zasięgu Internetu, co rodzi nowe wyzwania…

Back to Top