Z prądem i pod prąd

Sezon tarasowy rozpoczęty, trzeba zatem dopieścić taras. W mieszkaniu już nam (prawie) żadne druty nie sterczą – znaczy, że zdołaliśmy pozawieszać lampy, lecz druty tarasowe czekały jeszcze całą, długą w tym roku przecież, zimę. I doczekały się! Lampy właściwie były gotowe od kilku miesięcy. Maciek to wymyślił: przerobił lampy naftowe na elektryczne. W dodatku na niewidzialnym kablu. A przynajmniej tak się niektórym wydaje (pozdrowienia dla sąsiada).
lampa na taras
Po zmroku wygląda tak:
lampa na taras2
Jest to ten rodzaj produkcji, przy którym moja działalność ograniczyła się do „ogolenia” patyka z kory. Nie muszę chyba zwracać uwagi, na czym lampy wiszą. Nasz patent z patykowymi haczykami sprawdził się raz jeszcze. Zresztą właśnie patyki opóźniały zawieszenie – musieliśmy poczekać do wiosny, żeby je znaleźć w lesie.
A propos patyków: ostatnio Tadzio, wracając z przedszkola, mówi do mnie: „Mamo, wiesz, że aby ściąć drzewo w lesie, trzeba zapytać leśnika?” „Wiem Tadziu, ale my nie wycinamy drzew w lesie” „A skąd mamy te wszystkie patyki?”………………..

Back to Top