Wszystko ma swój czas

Otwieram ostatnio Chestertona Obronę świata i czytam co następuje:

„Nie znam zwyczaju bardziej niesmacznego ani bardziej niebezpiecznego niż obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia, zanim nadejdą (…). Istotą każdego święta jest przecież właśnie to, że rozpoczyna się tak cudownie nagle. Chwilę temu był jeszcze zwyczajny dzień i wtem, moment później, dzień staje się nadzwyczajny. Aż do pewnego punktu czujecie się pospolicie i smętnie, bo to tylko środa. Zaraz potem serce zaczyna wam śpiewać, a dusza i ciało razem tańczą z radości, jak para kochanków, bo w jednym olśniewającym wybuchu nastał czwartek. Zakładam, rzecz jasna, że jesteście czcicielami boga Thora i obchodzicie jego święto raz w tygodniu, w miarę możliwości składając ludzką ofiarę. Z drugiej strony, jeśli jesteście nowoczesnymi chrześcijańskimi Anglikami, witacie (ma się rozumieć) takimże wybuchem radości nadejście chrześcijańskiej niedzieli. Lecz niezależnie od tego, jaki dzień jest dla was świąteczny czy symboliczny, podstawową sprawą jest wyrazista kreska oddzielająca święto od czasu, który je poprzedza.”

Długo jeszcze bym mogła ciągnąć ten cytat, aż do spodu, taki on miły. Tak mi podpasował pod koniec listopada, gdy już rzucają się na człowieka choinki i prezenty, krasnale oraz świąteczne światełka.

I ot kontrowersyjnie wykrzyknę: na pohybel nawet i opłatkom, jasełkom i „wigiliom” (oraz „jajeczkom”) PRZED. Mało jest czasu PO? Czy światełka gasną 26 grudnia, czy nawet 6 stycznia? Hopsa, cały karnawał do dyspozycji!

Acha, i jeszcze kolędy. ADWENT tyle ma pieśni pięknych, a tak się go niecnie zużywa na „ćwiczenie” kolęd. Adwencie! O niewspółczesny czasie oczekiwania!

Tom sobie ulżyła, hehe.

A tymczasem fabryka daje do pieca. W tym roku zanotowano najwyższą w historii pomiarów temperaturę powietrza w Polsce w listopadzie: 26 stopni Celsjusza! Ale w końcu zrobiło się zimno i płakać nie będę, bo – wszystko ma swój czas. Kolędy mają i zimno też ma.

Ale zatem ubrać się należy adekwatnie, więc jako się rzekło: fabryka nie śpi. Można powiedzieć, że nic nowego pod słońcem, czapkiczapki, ale jednak coś. Na przykład spróbowałam ściegu gwiazdkowego, który bardzo mi się podobał i wyglądał na trudny, a wcale nie jest. Użyłam do kompletu czapka + otulacz. 100% alpaka.

Także takie zestawy dla żony i męża oraz córki i syna. 100% wełna merynosów.

Oraz dla rodzeństwa. Przy okazji uwaga. Jeśli nie chcecie zwariować względnie pozabijać dzieci, nie dawajcie im zbyt wielkiego wyboru (kolorów i fasonów). Sprawdzone.

Poza tym edycja limitowana ze słodziuśkimi meteczkami.

I to się kręci, ale dodatkowo towar rozmaity pukapukowy został udostępniony w przemiłym sklepie z polskimi (!) markami na warszawskich Bielanach, Stylove, co zresztą spowodowało u mnie pewien dysonans poznawczy, gdy nagle na ulicy zobaczyłam ludzi w swoich czapkach, ludzi, których NIE ZNAM. O! Zaiste ciekawe uczucie. A sprawa jest prosta. Byli w sklepie i kupili…

A tam na przykład takie o:

Jest też i mój sklepiczek (tak to trzeba nazwać czy dotychczasowej ilości towaru) na Etsy, gdzie oczywiście zapraszam i informuję, że moi mili (niemili też) Czytelnicy mają 10% zniżki od wszystkich tamtejszych cen, ale niech nie zamawiają broń Boże przez Etsy, tylko odezwą się bezpośrednio do mnie.

I na koniec rzucę tak: do świąt został miesiąc i NIE jest to najwyższa pora na dekorowanie choinki…

Back to Top