Trochę zimy tej wiosny

Nie dalej jak w niedzielę zlewaliśmy się szlauchem na tarasie, biegając w samych gatkach (niektórzy), a nie dalej jak wczoraj grad nam pranie skosił. Ot i kwiecień plecień. Ale przynajmniej dostarczył argumentu na grubaśny wełniany sweter.
Zamówienie było na sweter typu kardigan. Szukałam i znalazłam coś takiego.
Crochet-Fishers-Island-Cardigan
Taka pani niczego sobie i sweter ładny, schemat jest, można robić. O TU.
Sweter ten robiłam już jakiś czas, ale musiałam przestać, bo tym razem liczba zamówionych motków (25) okazała się niewystarczająca. A w sklepie nie mieli już tego koloru. I u dystrybutora nie mieli. I w ogóle przestał jakby istnieć. Poczekałam, poczekałam, nic z tego czekania nie wynikło, poza tym, że zbliżyła się wiosna. Uznałam, że trzeba jednak wytrzasnąć jeszcze kilka motków spod ziemi i wytrzasnęłam.
A kolor to ładny, głębia oceanu, mówią.
kołnierz wełnianego swetra
Mogłam zatem dokończyć ostatni element – kołnierz – i wziąć się za zszywanie.


A że sweter z takiej wełny, że hoho, 35% alpaki, i taki duży i głębia oceanu i w ogóle, uznałam, że należy mu się prócz metki tekstylnej jeszcze cosik. I przemysłem własnym, z użyciem bożonarodzeniowej, niezastąpionej lutownicy pukapukowej machnęłam skórzany szyldzik. A pleć się kwietniu, tylko na Wielkanoc przepleć lata, proszę.

Back to Top