Towar marki Loompex

Od jakiegoś czasu mamy w zasięgu dwóch rzutów beretem ciucholand. Jest zaiste znakomity. Niedawno powiększył się o dział z gadżetami, zabawki, abażury, ramki, książki, naczynia. Jest na przykład cała kolekcja Agaty Christie w oryginale! (Wczoraj była.)

I zawsze przy nowej dostawie jest koszyczek z włóczkami. Czasem jeszcze z metką, czasem bez. Bez metki był taki oto melanż. Nie wiem co to, ale na dotyk szacuję, że zawiera wełnę w znacznym procencie. Wzięłam. Melanże są fajne.

Nie ma tego dużo, w dodatku nie dokupię, więc musiał poczekać na pomysł. Nie minęło wiele czasu, gdy podczas scrollowania Instagrama, tajemnymi szlakami odnośników i łączy dotarłam znienacka do wzoru ekstra. Na rękawiczki bezpalczaste czy też ocieplacze nadgarstków. Linkuję TU.

Takie małe coś! Dla bajeru dodałam skórzane „metki”, prostokąciki wycięte z nieużytych zapasowych skórzanych wkładek do butów.

Niestety dzierganie wyklucza zasadniczo czytanie, ale nie wyklucza słuchania audiobooków. Tym niemniej lubię papier i lubię czytać, więc czasem czytam. Księgarnie kocham i zazwyczaj za jednym zamachem bym wyniosła połowę zawartości, ale przywołuję się do porządku myślą o tym, ile książek już czeka na przeczytanie. Czeka długo. Natomiast potrzebowałam sama sobie zadać jakiś wentyl bezpieczeństwa i postanowiłam, że jeśli trafię na jakąś książkę z mojej mięciutkiej, malutkiej niszy – tę mogę KUPIĆ i mieć. Moją niszą są wyspy Pacyfiku. Hehe, jak się domyślacie, nie ukazuje się co miesiąc nowa. Za każdym więc razem, gdy coś trafię, jaram się mocno. A następnie przekonuję się, że jestem w tym jaraniu dosyć odosobniona, takie to są atrybuty niszy i dobrze. Niech żyje Pukapuka!

Jakież było moje zdumienie, niedowierzanie i, a jakże, podjarka, gdy podczas grudniowej wizyty w NAJLEPSZEJ W POLSCE KSIĘGARNI PODRÓŻNICZEJ – w Sklepie Podróżnika na ulicy Kaliskiej w Warszawie, patrzę, patrzę, ślinka mi cieknie na kilka tytułów, gdy wtem! Gruba taka cegła Szczęśliwe wyspy Oceanii Paula Theroux. Aaa!

Nie muszę, chyba tłumaczyć, że wzięłam. Jak ja lubię, gdy ciekawa książka jest gruba!!!

I teraz będzie cytat z książki, bynajmniej nie niszowy, który niech posłuży za odpowiedź tym życzliwym duszom, które z zaciekawieniem przyglądają się moim poczynaniom, chciałyby mi jakoś pomóc rozhulać biznesy i pytają, kiedy zbuduję imperium. Cytat ten też dedykuję wszystkim skonanym matkom, które nie wiedzą w co ręce włożyć i jak się odciąć od nazbyt otaczającej rzeczywistości, jak pogodzić opiekę na dzieckiem/dziećmi z dbałością o dom, pracą, hobby, sportem i czymśtamjeszcze (podpowiedź – nie da się), frustrują się tym i owym a najbardziej wszystkim.

A zatem cytuję: „Według mnie człowiek może zrobić prawie wszystko i dotrzeć niemal wszędzie, jeżeli tylko się nie śpieszy.”

I tym sposobem pierwszy raz w sześcioletniej historii bloga użyłam pogrubionej czcionki…

Po tym skoku w bok wracam do wątku lumpeksowego, bo to wątek zaiste zajmujący. Chodzi przy tym bardziej może nawet o drugi obieg niż o samą instytucję lumpeksów. Rzecz jest taka, że u nas jest dość szybka wymiana zastawy stołowej na skutek tłuczenia. W ramach uzupeniania ubytków zaopatrzyłam rodzinę ostatnio w kilka uroczych porcelanowych talerzyków i kubków, po czym nasza droga Renata, pseudonim „Drugi Obieg”, dostarczyła nam, prócz spodni narciarskich, dużą ilość kubków, a jakże, tym sposobem kubki chwilowo wylewają nam się z szafki. Ale pewnie długo ten stan rzeczy nie potrwa.

Żeby nie być gołosłowną, załączam kilka przykładów uroczych zdobyczy drugoobiegowych.

Prawda, że ładne?

Back to Top
%d bloggers like this: