Tipi

Jasiulek miał niedawno urodziny. Jak to mały chłopiec lubi zakamarki i nawet urządził sobie tajemny składzik w szafie, odkryty jednak znienacka. Natomiast te dwie okoliczności – urodziny plus upodobanie do zakamarków – doprowadziły mnie do pomysłu na prezent. Postanowiłam uszyć TIPI.
Sieć pęka od tutoriali, mnie urzekł TEN, dzięki swojej bezpretensjonalności. Nabyłam kawał grubego lnu (ha! w pobliskim sklepiku z tkaninami. Myśl globalnie, działaj lokalnie, czy jak to było.) Wydobyłam maszynę i bach.
tipiJakoś tak wolałam pomięty len od bawełenki w gwiazdeczki… De gustibus, wiem. Ale deseń musi być. Zastosowałam farbę do tkanin i staroindiańskie symbole, na przykład słońce
słońce na tipi
a także góry, las, dwie skrzyżowane strzały symbolizujące przyjaźń, uroczy koń, czyli podróż oraz orła, WOLNOOOŚĆ!
Zorientowałam się z komentarzy pod różnymi tutorialami, że pewną panikę sieje kwestia kijów (skąd brać, jak żyć?). I wtedy jakżem zadowolona wyciągęła zachomikowane nasze bambusy, zwiezione z różnych miejsc w Europie przy różnych okazjach. Takie to możliwości, gdy człowiek podróżuje po Europie autokarem… Tu Hiszpania, tam Francja, tu Włochy… W sumie wycinaliśmy sobie te bambusy w krzakach, nie bardzo wiedząc po co, bardziej dla draki (zawsze to jakaś pamiątka z podróży), ale znalazło się zastosowanie, na przykład jako belki stropowe w naszym salonie, po których wdzięcznie się hoja pnie.
choja na bambusie
Zaszpanowałam bambusami, wróćmy do tipi. Maciek wywiercił dziurki, wsunęłam w tunele, przewlokłam sznurek.
bambusy w tipi
Stoi.
chłopiec w tipi
 

Back to Top