Tanie firany

Pada deszcz. Nareszcie. Przyjemnie się siedzi w wygodnym fotelu przy otwartym oknie i wdycha wilgotne leśne powietrze. Najlepsze powietrze w Polsce, jak mówią. Kociewskie. Zwierzyna wprawdzie pod płot nam nie podchodzi, ale klangor żurawi słyszymy codziennie.

W zeszłym roku postanowiłam wdrożyć projekt TANIE FIRANY. Do tytułu zainspirował mnie szyld namazany długopisem na kartonie, wystawiony na bazarze w Śliwicach przy straganie z… firanami. Namazane tam było: TANIE FIRANY, nie inaczej.

Firany były, rzecz jasna, poliestrowe. Jak tanie, tego nie sprawdzałam, zamiast tego odebrałam przesyłkę z bawełnianym kordonkiem w dużej ilości i zabrałam się do roboty.

Projekt zakładał ubranie w firanki ganku w chałupie.

Na pierwszy ogień poszły okienka od frontu. Najpierw lisek. Był gotowy w okolicach Bożego Narodzenia.szydełkowa firanka z lisemNastępna była sarenka. Kończyłam jakoś w ferie zimowe. I podczas naszego majowego pobytu na wsi zawisły już na ganku, ale z prezentacją musiały poczekać na dłuższy pobyt letni, ponieważ uznałam za istotne przystroić ganek w kwiaty. Z bazaru w Śliwicach oczywiście.DSC_3672

 

I teraz historia o tym, jak wdepnęłam w bagno. Nie ma to jak mieć 17867 pomysłów na minutę i grzęznąć w jednym na kilka miesięcy… Oto bowiem chciałam zrobić firanki także i na boczne okna, ponad dwa razy większe od frontowych. Nawet do Ameryki spakowałam sobie kordonek i schematy, ale ugrzęznąwszy z rozkoszą w kalifornijskiej wełnie (o czym było coś TU), jakoś nie pociągnęłam wówczas tematu.

Wzięłam się jednak po powrocie i parłam do przodu, godzinka za godzinką, godzinka za godzinką, posiekanymi na minuty i kwadranse…

DSC_3633

Dociągnęłam. Dzieci posłużyły mi dla skali. Zatem przedstawiam: firanka bawełniana, ręcznie robiona, z leśnym landszafcikiem. Wymiary około 95×170 cm.

To nie jest koniec projektu TANIE FIRANY, jest jeszcze jedno takie oknooo… Kiedyś zrobię…

Ale podsumujmy tę taniość. Skupmy się na większej firance. Koszt materiału, jeśli się wie gdzie kupować, około 80 zł. Liczba roboczogodzin 50+. Przyjmując stawkę jakąś słuszną, a choćby i oficjalnie minimalną liczymy liczymy i mamy… prawdziwie tanie firany, co nie?

DSC_3675

Skoro tak pada i skoro jestem na Kociewiu, zacytuję jeszcze przy okazji prezentacji rękodzieła obszerne fragmenty z Nowego bedekera kociewskiego autorstwa Romana Landowskiego. Pod hasłem „plecionkarstwo” czytam (podstawiając sobie „dziergarstwo”):

„Wyplatanie przedmiotów codziennego użytku było niegdyś na Kociewiu zajęciem powszechnym. Potrzebę takiej umiejętności dyktowało samo życie. Kto chciał być samowystarczalnym, zajmował się tym rękodziełem przez cały rok. Latem pleciono na podwórzu, przed domem, a pasterze podczas wypasania bydła. Zima wpędzała plecionkarzy do ciepłej szopy, a gdy ścisnęły mrozy – do kuchni lub sieni chałupy mieszkalnej.

DSC_3676

Ponieważ plecionkarstwem zajmowali się niemal wszyscy, różny był poziom tego rękodzieła. Co zdolniejsi tworzyli dla potrzeb tych, którym talentu nie starczyło lub brakowało czasu. (…) Obok zwykłych przedmiotów gospodarskich zdarzały się prawdziwe dzieła sztuki ludowej, świadectwa umiejętności ludzkich rąk i estetycznego zmysłu.”

I teraz uwaga:

„Na zanik masowego plecionkarstwa ludowego złożyły się różne przyczyny. Główną z nich było wprowadzenie zmechanizowanych metod wikliniarstwa oraz prawny zakaz wycinania korzeni drzew i jałowca. Natomiast mechaniczny zbiór zbóż ograniczył możliwość pozyskiwania długiej słomy.”

Naprawdę zdziwiły (ucieszyły? mile zaskoczyły?) mnie podane przyczyny. Może to i lepiej, że takie a nie „zalew chińszczyzny oraz lenistwo”???

Back to Top