Tanie firany jeszcze!

Rok już minął od czasu, gdy pisałam o TANICH FIRANACH, o TU. Wspomniałam wtedy o bazarze w Śliwicach, gdzie jeden ze straganów zainspirował mnie do pisania.

Otóż w tym roku, będąc znów w Śliwicach (po kwiatki oczywiście), wyhaczyłam rzeczone stoisko i telefonem z biodra strzeliłam mu fotkę, która wygląda tak:

Pozazdrościłam Śliwicom tych tanich firan.

Żartuję.

Po prostu dokończyłam dzieła, zapoczątkowanego już blisko dwa lata temu, gdy zaczęłam dzierganie pierwszej z firanek na ganek w chałupie na wiosce. Rok temu wisiały już trzy, zrobiły furorę, ludzie autokarami podjeżdżali oglądać, fora internetowe wrzały i bulgotały z zachwytu.

Pozostało ostatnie okno na ganku. Lecz tymczasem było jeszcze okno na piętrze. Nie jedyne wprawdzie, ale właśnie ono było oknem w pokoju moich rodziców (buziaczki dla mamy i papy). Wisiała w nim jakaś… paskuda…, którą rychło chyłkiem usunęłam z zamiarem wydziergania w swoim czasie czegoś ODPOWIEDNIEJSZEGO.

Natomiast rodzice moi drodzy, tata w szczególności, nie uznają okien nagich. Z braku paskudy firankowej tata zawiesił na nim jakąś paskudę szmacianą, byle tylko okno nie było nagie.

Są rzeczy, których mój rozum nie ogarnia (nawet sporo), ta do nich należała. Musiałam naprędce przestawić priorytety i zamiast na ganek wziąć w pierwszej kolejności na warsztat okno na piętrze. Żeby paskudna szmata wylądowała tam, gdzie jej miejsce a okno nie było nagie.

Wydziergałam TO.

I teraz okno na piętrze już ujdzie. Pejzaż zimowy dla ochłody.

To było na Wielkanoc.

Przyszło lato i ganek też się doczekał.

Kwiatki ze Śliwic ustroiły nieco obejście a ganek to już cały ubrany niczym panna młoda, hej!

Tymczasem jestem firankowo zaspokojona. Następne zrobię dopiero, gdy ktoś mi słono zapłaci. (Ktoś chętny?)

Back to Top