Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Gdy męża brak – przedsmak – rocznica

Otóż umiejętność pisania otwiera morze możliwości. Mąż wyjechał i kiedy wróci zobaczy spełnione życzenie. A że życzenia on rzadko werbalizuje, to chociaż te zwerbalizowane warto spełnić. A życzenie to było (cytuję z zachowaniem oryginalnej pisowni): „ale widziałem fajną koszulkę. napisane na niej było dużymi literami: WOOD MORNING! hehe dobre. chce taki napis na poduszce dla mnie”

W związku z tym, że umiem pisać, napisałam:

poduszka wood morning

Ale żeby tak dodać coś od siebie, napisałam też:

poduszka wood evening

A wszystko w takich kolorach leśnych, że to niby sosnowe igiełki na piaszczystej glebie, jakieś Bory Tucholskie, czy co…

A ten przedsmak zawiera się w owym WOOD. Niech to będzie nadzieja na coś drewnianego dla Czytelników umęczonych moimi szydełkowymi wynurzeniami. Nadchodzi drewno. Kiedy nadejdzie, nie wiadomo, ale jest nadzieja, że już niedługo.

Pozostała nam jeszcze ROCZNICA. To taka wkrętka. Chodzi o to, że co może dostać MARTA w roku 1050. rocznicy chrztu Polski?

Bo wiele można napisać, gdy się umie pisać.

Reklamy


Dodaj komentarz

Potrzeba regularności…

Dużo sobie można obiecywać po tytule, a tymczasem to tak niewiele. Otóż postanowiłam odziać poduszkę w powłoczkę w… paski, ale już nie – jak zwykle dotychczas – nieregularnie, ale systematycznie, równo, po kolei.

Na warsztat poszły kolory zastane w szafie, a trzeba zaznaczyć, że lubię tam mieć to co lubię. Czyli wyszło zielono-niebiesko i akurat trochę białego.

szydełkowa poduszka w paski

Tadzio popatrzył i powiedział: „O jak ładnie.” O jak miło.

Nie zdzierżyłam i rewers chciałam zrobić nieco inaczej, dorzuciłam granat i zmieniłam układ.

szydelkowa poduszka w paski

szydełkowa poduszka w paski

Maciek pokręcił nosem, że tam tak łagodnie, pastelowo, a tu taki GRANAT BACH. Ale trzeba próbować, a przecież nie jest źle, ja uważam, że więcej charakteru przyszło.

szydełkowa poduszka w paski

A zresztą szukam też deseniu na większe przedsięwzięcie, więc trzeba próbować różnych układów.

szydełkowa poduszka w paski

A zamknięcie na guziki – drewniane, wypatrzone i nabyte znów w sympatycznej pasmanterii gdańskiej Koraliki i Guziki. Jakby coś – wykupiłam już wszystkie, ale można tam znaleźć i inne cuda.


7 Komentarzy

Prawdziwie GRUBSZA sprawa

Zanim przejdę do meritum, jeszcze rzut oka wstecz, na lato, co z ptakami odchodzi, chociaż akurat w chwili gdy piszę te słowa, za oknem całkiem zielono, bujnie, słonecznie i gorąco.

Po letnim zasuszeniu pod naszą nieobecność hortensja jeszcze dała radę,

kwitnąca hortensja

trawa kwitnie,

kwitnąca trawa

liście piją łapczywie po obfitym nocnym deszczu, którego nasze piękne lato tak im poskąpiło dotychczas.

mokre liście

Jako się rzekło w poprzednim wpisie, było to szydełkowe lato. Plan wyjazdowy zakładał dokończenie jednego lambrekinu, zrobienie drugiego do pary (do lasu), trzeciego ptasiego i z grubsza tyle. Lecz okazało się, że to za mało – przecież coś trzeba robić z tymi rękami! – i, chwała Bogu, nawinęły się dodatkowe inności – a to nauszniki dla konia, a to obrąbek do serwetki. I tego by jednak nie starczyło, gdyby nie ciociny dar w postaci dziesięciu sporych kłębków szarej włóczki. Nie mogłam na nie spokojnie patrzeć i wzięłam na warsztat.

szary kocyk z włóczki

Planowałam kocyk – ot, choćby dla oczekiwanego chłopczyka, roboczo zwanego Guciem. Nie lubię tymczasowości, więc chciałam od razu pełny wymiar, jak zwykle, czyli coś w stylu 120×200 cm. Jakoś ta ilość włóczki taka mi się wydawała obfita, że postanowiłam spełnić swój dawny zamiar i zrobić mięsisty kocyk cały z oczek nakładanych. Wzięłam się do pracy i oto okazało się – co skądinąd moje doświadczenie dotychczasowe powinno mi wcześniej podpowiedzieć, że NIE MA OPCJI. Po zużyciu 1,5 kłębka powstała śladowa ilość kocyka, a za czym konieczność zmiany planów. Szybki manewr myślowy: szerokość kocyka stała się jego długością a oczka nakładane postanowiłam zrobić tylko jako ramkę, wnętrze kocyka wypełniając naprzemiennie słupkami i półsłupkami, zdecydowanie mniej włóczkożernymi.

szary kocyk szydełkowy

I tak to powstał on – niemowlęcy kocyk, mały (116×70 cm) i wytrawny, wykwintny i dostojny, zupełnie nie kolorowy, ale kto powiedział, że zawsze ma być kolorowy…

szary kocyk z włóczki

Na koniec dorzuciłam mu kontrastowy brzeżek i tak to szydełkowe lato się wypełniło. Choć do równonocy jeszcze trochę i nie powiem, szydełko w robocie musi być, ale efekty dalszej pracy kiedyś, już nie tego lata.

A teraz do rzeczy. Bo ciągle szydełko i szydełko a tymczasem rozgrywały się POWAŻNE SPRAWY. Roboty huk, pył wszędzie, ale jak budowa to budowa.

Sprawa wygląda następująco. Mieszkamy na strychu, pod lekkim skosem, który jednak biegnie dość wysoko. Z tego bierze się znaczna miejscami wysokość naszego lokum, która, poza tym, że daje przyjemną przestronność, nie była przez nas szczególnie wykorzystywana. Nadeszła pora, aby to zmienić. Postanowiliśmy zrobić dla Hani łóżko na antresoli. Znajomi mówili: „aaa, takie podniesione, z biurkiem pod spodem?”. Niby coś w tym stylu, a jednak nie.

Żeby nie przedłużać: koncepcja konstrukcyjna zarysowywała się w głowie majstra Macieja, konsultowana miejscami z ojcem jego, Zbigniewem.

szkice łóżka

Do domu zjeżdżały kolejne porcje drewna, aż nadszedł dzień, gdy budowa się rozpoczęła na dobre.

drewno na łóżko

Do pracy zostały dopuszczone latorośle, łącznie ze szczęśliwą przyszłą beneficjentką tej konstrukcji – Hanią.

Hania szlifuje

Przymiarki.

skrzynia łóżka

skrzynia pod sufitem

Lecz ile można tak stać :). Trzeba wyciąć słupy podtrzymujące.

drewniane słupy konstrukcyjne

Z pomocą nieocenionego sąsiada skrzynia została wywindowana pod sufit (dzięki, Robert!) i osadzona solidnie.

Całość polakierowaliśmy obowiązującym u nas lakierem „dąb średni”, lecz w przypadku schodów postawiliśmy trochę „zagrać” odcieniami i część poszła pod bezbarwny. Podoba nam się.

drewniane łóżko na antresoli

Całość jest wysoko, dość że powiem, że pod łóżkiem otwierają się drzwi. A zatem nie przelewki – zabezpieczenie potrzebne. Okazało się, że nie ma między nami sporu o to, że oczywiście tym zabezpieczeniem będzie lina. I to nie byle jaka. Dostałam ją kiedyś jako „sznur konopny” (który z Tygrysiej Lilii zerwie Piotruś Pan) na… imieniny. He he, jaki mąż taki prezent (czy może – jaka żona?).

przeplatanie liny

Było też z tym trochę tatusiowej szarpaniny, lecz czego się nie robi… Udało się.

przepleciona lina lina jako poręcz

I jest sobie łóżko. Otworzyły się w związku z tym różne możliwości aranżacyjne, nie ma co. Będziemy działać dalej. Tym bardziej że samo łóżko poza materacem i pościelą ma zaplanowane, jeszcze niedokończone, skrytki, do których Hania już zaczęła znosić swoje dziewczyńskie szpargały.

Uff, dawno się tak nie rozpisałam. Ale też dawno nie było tak grubo.


2 Komentarze

Poduszkowa mniejsza połowa

Wiadomość dla Pani Doroty: poduszki gotowe. (Hania mnie poprawia, że nie poduszki, tylko powłoczki, w sumie racja.) Umówiłyśmy się na cztery powłoczki i koc. Początkowo miał być kocyk, ale o tym za chwilę.

niebiesko-zielone powłoczki szydełkowe

Na drodze dialogu 🙂 doszłyśmy do tego, że powłoczki mają być zielono-niebieskie, przy czym jeden zielony będzie ciemniejszy a drugi jaśniejszy. Zatem dwie są zielono-niebieskie

niebiesko-zielona powłoczka sydełkowa

łączone jasnozieloną włóczką, a dwie niebiesko-jasnozielone

niebiesko-jasnozielona powłoczka szydełkowa

łączone zieloną włóczką.

Jeden bok otwarty, zapinany na cztery kokosowe guziki, odkryte przeze mnie przy okazji poduszki matikowej.

niebieska powłoczka szydełkowa

kokosowy guzik na powłoczce

kokosowy guzik na powłoczce

Ustaliłyśmy także, że obie strony powłoczki będą wykonane słupkami nakładanymi.

słupki nakładane na powłoczce

Efektem są grube, mięsiste powłoczki. Przyjemne, jest za co złapać :).

włóczkowe powłoczki na poduszki

Zielony i niebieski, lllubię!

Powłoczki pasują na poduszki o wymiarach 40×40 cm.

zielona poduszka włóczkowa

Ale… Pani Dorota jeszcze czeka na ciąg dalszy, poduszki to dopiero początek. Jak wspomniałam, pierwotnie miał być kocyk, który w ostatecznych ustaleniach urósł do całkiem sporego koca. Zatem przede mną jeszcze sporo pracy, którą zobrazować mogę tak:

kolorowe włóczki bawełniane

Miły widok. Efekty, mam nadzieję, wkrótce.


1 komentarz

Dwa odkrycia

Matik poprosił mnie o poduszkę, ale żeby była turkusowa. „To mój ulubiony kolor”. Po drugiej stronie granatowa (to chyba ja zasugerowałam). Nabyłam włóczki i pomyślałam o guzikach odpowiednich i co się okazało? Że pierwsze, które mi wpadły w oko są wykonane z… o losie słodki… łupin orzecha kokosowego. Kto wie, czy te kokosy nie pochodziły z Pukapuka!!!??? Nie wahałam się.

kokosowe guzikiTo było pierwsze odkrycie. Drugie dzięki książce, którą fartem dostałam od Oli – dokształciłam się tam szydełkowo i odkryłam słupki nakładane! Bardzo podobają mi się sploty warkoczowe, ale te robi się na drutach, na których z kolei ja nie robię. A te słupki mi pomogły stworzyć coś zbliżonego. Taka mięsista faktura.

słupki nakładaneFaktem jest, że ten splot jest straszliwe włóczkożerny… Ale czego się robi dla Matika.

Po zrobieniu turkusowego przodu z dziurkami i granatowego tyłu oraz połączeniu obu białą włóczką z resztek

włóczkowa poszewkaprzyszła pora na naszycie kokosowych guzików.

kokosowe guzikiPo czym włożyłam do środka poduszkowy wkład i zapięłam.

turkusowa poduszka z guzikamiJeszcze metka…

turkusowa poduszka włóczkowaI gotowe.

turkusowa poduszka włóczkowaMatiku drogi, mam nadzieję, że Ci się spodoba. Rośnij na dzielnego i mądrego mężczyznę. Twoja ciotka.


Dodaj komentarz

Produkcja prawie seryjna

Latem na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku ciocia Zosia zauważyła na jednym ze straganów kawałki papieru (tak bym to nazwała) w wydrukowanymi… przykazaniami domowymi. „O!” zachwyciła się i już, już miała kupić, gdy rzekłam: „ciociu, nieee takie. Ja cioci zrobię”. A że niedługo potem była u nas Małgosia, zobaczyła przykazania i zapytała, czy bym jej nie zrobiła, nie było wyjścia, trzeba się było zabrać za seryjną produkcję.

Przykazania domoweCoś tak chciałam zmalować dodatkowo i taką rameczkę z włóczki machnęłam.

przykazania domoweZ kokardką.

przykazania domoweO samych przykazaniach już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać i odsyłam TU.

Jeszcze tylko dodam, że podczas listopadowego nawiedzenia rodzinnych grobów dowiedziałam się, że wieść rodzinna niesie, iż Maria Rodziewiczówna miała konszachty z rodziną mej prababci, że wręcz inspirowała się tą znajomością przy pisaniu jednej ze swych powieści. Ooo, ciekawe, pomyślałam, i poczułam się „w prawie” do dalszego mnożenia przykazań domowych…

Straszny dziadunio