Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Sezon grzewczy, co poradzisz…

Zaczął się on. Sezon grzewczy. Nie jest to mój ulubiony element codzienności, ale nie takie rzeczy się znosiło. Nie znam się na tych sprawach, ale mam takie przeczucie, że rośliny w domu pomagają przetrwać. U nas tych roślin trochę sterczy, zaczęły się od pewnego czasu nieco rozpełzać. Postanowiłam to wykorzystać dla celów oczyszczającopowietrzedekoracyjnych.

U nas od września zmiany – nowy człowiek w szkole (Hanka znaczy), u niej w pokoiku więc pewne ruchy się odbyły, zapewne rozwinę jeszcze ten wątek. Tymczasem, wracając do roślinek, wyeksportowałam do niej pod sufit (dziewczyna ma najwyższy sufit z nas wszystkich, trzeba to wykorzystać) dwie roślinki. W tym celu, wygrzebawszy rozmaite resztki włóczek, zmajstrowałam jej koszyczki na doniczki.

Jeden w warkoczem (nie mogłam się powstrzymać), drugi w paski (nie mogłam się powstrzymać) do pary z malowaną bambusową parasolką, którą dziadek przywiózł z Rangunu (?). Pamiętam jego rozważania, jak to Birma powinna być Burma. A teraz jest Mjanma.

Przy okazji dorzucę jeszcze jedną osłonkę na doniczkę, która wszakże nie jest u nas, trafiła w inne godne ręce. Zrobiłam ją z pociętych t-shirtów (podobnie jak TU). Wyszło bombastycznie (uważam).

Może damy radę z tym sezonem?

Reklamy


Dodaj komentarz

KOLORU pragnę!

Co się porobiło z pogodą to… słów mi brakuje, chciałam jakimś poetyckim tekstem zabłysnąć, może: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”, ale to jeszcze NIE jesień! Na Boga!

Ale czekamy zatem na jesień, oby łaskawszą była.

A gdyby nie była: zbroimy się: w kolory i w ciepłotę. Przed Państwem część mego letniego urobku. Zapraszam. Fanfary.

Większość zrobiłam z zabójczo miękkiej, niegryzącej wełny merynosa. Ale niektóre z resztek zeszłorocznej alpaki. Też miła.

Większość robiłam sprawdzonym sposobem w rozmaite paski, ale zastosowałam i nową ukośną plecionkę. A także motyw warkocza.

Częściowo rozmiary dorosłe, ale nie zabrakło i dziecięcych.

I pierwsze podejście do opaski. Z warkoczem.

opaska szydełkowa z warkoczem

I jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.

Niech nam jesień kolorową i ciepłą będzie.


Dodaj komentarz

Co tam WARRKOCZE?

Żyłam w błędnym przekonaniu, że warkocze tylko na drutach, że to nie jest wzór na szydełko. Dlatego też ucieszyłam się, gdy kiedyś odkryłam plecionkę, bo była to dla mnie namiastka warkoczy, to było z poduszką Matika. Ale nie, nie, na szydełku też MOŻNA! Poczyniłam pierwsze nieudane próby, na chwilę odpuściłam a potem zobaczyłam u Stephanie koc, który mnie rozłożył na łopatki i pomyślałam: „ja też tak chcę!”. Nabyłam grubaśną wełnę z odpowiednio grubaśnym szydłem (15 mm!).

Zabrałam się za śpiworek do spacerówki. Chciałam taki mieć, bo nie miałam firmowego „rękawa” na nóżki dla Henka a owijanie ich polarowym (o zgrozo, nie robionym ręcznie) kocyczkiem, który się zsuwa i w ogóle było do bani. Zapragnęłam warkocza i śpiworek był dobrym pretekstem.

Rozpoczęłam od warkocza i możecie mi wierzyć lub nie, gdy zakończyłam pierwszą warkoczową sekwencję i uświadomiłam sobie, że oto UMIEM to ZROBIĆ, wykrzykiwałam z uciechy przez dobre dwie minuty. Oprócz szczegółowych instrukcji Stephanie pomógł mi też filmik z youtube’a, dzięki któremu rozgryzłam jeden trudniejszy moment.

A projekt śpiworka ewoluował, było nieco prucia. Zrobiłam kieszonkę z dekoracyjnym warkoczem na wierzchu, na nóżki.

wełniany warkocz na szydełku

Od spodu było bez warkocza (wtedy mniej włóczki schodzi), pod pupę i nad głowę. Pod pupą zrobiłam dziurę, żeby przewlec sprzączkę od zapięcia i u góry złożyłam i zszyłam końce, tworząc trójkątny kapturek, by grzał główkę a jednocześnie zapobiegał ściąganiu całości w dół.

Bo chociaż w mieście zima nietęga, na wsi jednak mrozik ścisnął a i orkan Barbara gwizdnął i ochrona przed zimnem potrzebna, oj! A teraz już misio pysio w ciepłym gniazdeczku.

Zatem: umiem dziergać warkocze. Świecie szykuj się.