Pukapuka

Geo Rękodzieo


2 Komentarze

Życie tarasowe i głodne kawałki

Maj się wypełnił, ciężki od wiekopomnych wydarzeń, ale nie o tym. W każdym razie przy okazji tych wydarzeń przetoczyła się przez nas fala licznej rodziny i przyjaciół aaaaalleluja :). Na szczęście dopisała pogoda i potencjał tarasu mógł być wykorzystany choć nieco. A na tarasie cuda, dziwy. Lawenda kwitnie (to znaczy ta od Basi, bo pozostałe dopiero pączkują).

lawenda na tarasie

Wiciokrzew kwitnie.

wiciokrzew na tarasie

I się pnie.

wiciokrzew na tarasie

Dzwonki kwitną.

dzwonki na tarasie

Truskawki dojrzewają.

truskawki na tarasie

Będzie ich pewnie do policzenia na placach, ale co tam. Za to mamy i inne plony, moja satysfakcja, cud natury, to naprawdę działa: z nasion (!) naprawdę wyrastają rzodkiewki!

rzodkiewki z tarasu

I szpinak! Własny szpinak na obiad!.

szpinak z tarasu

Za jakiś czas przestanę się dziwować, ale to mój debiut nasienny, stąd podjarka.

To banał, banialuka, ale fakt. Kontakt z naturą nie do przecenienia. Patrzeć jak rosną, owocują, pną się, wąchać jak pachną, podlewać, wdychać…

Do tego wszystkiego słonko tak cudnie przygrzało, że pluszczymy się w baseniku.

basenik na tarasie

A żeby tak podzielić się tą radością, zaprosiliśmy spontanicznie sąsiadów do wspólnego popluszczenia.

A! A z głośników sączy nam się

Na cześć młodości!…

Reklamy


Dodaj komentarz

Stół na słoneczko i inne deski

Mamy taras, całkiem spory, i dotychczas, chcąc na nim jadać, uprawialiśmy różne kombinanse. Więc myślałam sobie, że dobrze byłoby mieć po prostu stół z przeznaczeniem TARASOWY.

żonkile na drewnianym stole

Nawet miałam o nim pewne wyobrażenie: długi stół z długich desek. Męczyłam o to trochę Maćka, ale nie bardzo intensywnie i na wiele nie licząc. Tymczasem sprawy potoczyły się nieoczekiwanie szybko. W czwartek przed Wielkim Tygodniem Maciek przywiózł deski i w piątek powiedział, że będziemy mieli stół na święta. I oto i był w sobotę!

stół z desek

Trochę żałowałam, że nie docisnęłam o dłuższy, ale 2 metry też nie ułomek! Blat jak wymyśliłam, nogi Maciek wykombinował sam, według swego marzenia-wspomnienia o stole z Tarasówki, chałupki-legendy.

Taka Wielkanoc nam przypadła w tym roku, żeśmy nie użyli życia na tarasie, ale przecież wiosna dopiero się rozpędza. Wszystko kiełkuje, nawet cebula w szafce, więc ją wstawiłam do wody na szczypior i do ziemi pójdzie.

lniana podkładka, drewniana podkładka

(A przy okazji – pani Sylwio – to jedna z pani podkładek, już się szykują).

Poza tym wysiałam rozmaite nasionka, które mi zalegały, nie wierząc w ich kiełkowanie (o człowieku małej wiary…) a one tak poszalały, że nie mieszczą mi się na parapetach. Myślę, myślę, można dokupić skrzynek, ba: dokupić. Od razu dokupić. Myślę dalej i mówię do Maćka, żeby z desek, którymi jeszcze dysponujemy, zbił mi dwie skrzynki. Zbił! Teraz widzimy, jeszcze z pięć by nie było za dużo, ale nie wiem, czy to przejdzie… W każdym razie nadzieja na rzodkiewki, szpinak, bazylię…

skrzynka z desek

skrzynka z desek

Jeszcze słonko przygrzeje, dowieziemy nowych roślinek i będzie szał.


Dodaj komentarz

Polowanie na paski

To, że dawno nie pisałam o paskach nie znaczy, że nic się nie dzieje. Dzieje się zawsze. Póki lato w pełni zmajstrowałam poduszkę wzdłużną na maćkową tarasową leżankę. Paski jak się patrzy z płótna leżakowego:

Tkanina w paski

A żeby nie było nudno, na rewers poszły inne paski:

tkanina w paski

Z tego oraz z dwóch worków piankowych kłaków, przywiezionych niegdyś od cioci Krysi uszyłam wyściółkę.

leżanka w paski

Swoją droga te kłaki to niezła rzecz. Zalegały na strychu, aż się tak dobrze nadały! A ja lubię, jak kończy się zaleganie.

Doszyłam troczki z (zalegającego oczywiście) bawełnianego sznurka.

leżanka w paski

Zatem teraz słonko przygrzewa i relaksik gotowy.

scena tarasowa

DSC_9678

A paski polskiej produkcji!


Dodaj komentarz

Znaleziska różnego typu

Kto by pomyślał, jak się można zainspirować i zaopatrzyć w drodze do przedszkola. Idę sobie, a tu panowie wycinają drzewa przed sklepem! Dzwonię do Maćka, mówię jak jest – wokół wala się pełno pni! Nie wchodząc w szczegóły – kilka dni później ulicą Kasprowicza jechał sobie z prędkością 20 km/godz. traktorek, a przed nim dyndał na linie wielki pień, wjechał na nasze podwórko i tam pień pozostawił. Minęło kilka dni i po zebraniu sił szwagierskich trzech chłopa z Maćkiem na czele zabrało się za transport pnia… na 4. piętro bez windy. Właściwie trochę więcej, ponieważ najpierw trzeba go było stoczyć po schodkach do piwnicy, dopiero można było wtaczać na górę. Zajęło im to jakąś godzinę (a ułomki nie są), po drodze spotykali się z wielką wesołością (sąsiad) lub przerażeniem (sąsiadka). I oto jest na naszym tarasie, schnie sobie (choć czasem moknie), pełniąc rolę stolika.

DSC_3750

Jeśli po wyschnięciu całkowitym będzie się jakoś prezentował, to dostanie szlif, olej i może awansuje do salonu?

DSC_3766

Inne znalezisko też przeszło przez podwórko, ponieważ na podwórku jest śmietnik. Znów – idę sobie ze śmieciami, a tu kosz wiklinowy, taki na brudną bieliznę. Stan – nie powiem, że idealny, lecz przyzwoity jak najbardziej. Biorę. Długo nie trwało, dzieci pomogły mi go nieco skrócić (spłycić), poszarpany brzeg obszyłam ścinkami mojej pasiastej tkaniny na łóżka polowe, wystarczyło dokupić kabelek, zatrudnić męża i kolejna goła żarówka (tym razem w łazience) zyskała oprawę.

DSC_3763


Dodaj komentarz

Z prądem i pod prąd

Sezon tarasowy rozpoczęty, trzeba zatem dopieścić taras. W mieszkaniu już nam (prawie) żadne druty nie sterczą – znaczy, że zdołaliśmy pozawieszać lampy, lecz druty tarasowe czekały jeszcze całą, długą w tym roku przecież, zimę. I doczekały się! Lampy właściwie były gotowe od kilku miesięcy. Maciek to wymyślił: przerobił lampy naftowe na elektryczne. W dodatku na niewidzialnym kablu. A przynajmniej tak się niektórym wydaje (pozdrowienia dla sąsiada).

lampa na taras

Po zmroku wygląda tak:

lampa na taras2

Jest to ten rodzaj produkcji, przy którym moja działalność ograniczyła się do „ogolenia” patyka z kory. Nie muszę chyba zwracać uwagi, na czym lampy wiszą. Nasz patent z patykowymi haczykami sprawdził się raz jeszcze. Zresztą właśnie patyki opóźniały zawieszenie – musieliśmy poczekać do wiosny, żeby je znaleźć w lesie.

A propos patyków: ostatnio Tadzio, wracając z przedszkola, mówi do mnie: „Mamo, wiesz, że aby ściąć drzewo w lesie, trzeba zapytać leśnika?” „Wiem Tadziu, ale my nie wycinamy drzew w lesie” „A skąd mamy te wszystkie patyki?”………………..