Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Wrzesień to jeszcze nie jesień

Mogę jeszcze nosić letni sweterek. Teraz upałami trzaska u nas, ale pamiętamy ten lipiec, będziemy pamiętać!

Jako osoba roztropna, stąpająca twardo po ziemi, zabrałam na wakacje na wieś jeden sweter. Biały. Przy temperaturach regularnie oscylujących wokół 13 stopni Celsjusza, leśnym obejściu, ryczącej bandzie mnie otaczającej 24/7 sweter ciągle był, o zgrozo, całkiem biały. Całkiem to nie, ale był. Jednakże gdy okazało się, że po zrobieniu swetra zamówionego, a którym pisałam TUTAJ, zostało mi dość włóczki, podjęłam decyzję: zrobię i sobie. Zrobiłam.

sweter lila na szydełku

Improwizowałam, przyznaję. Chciałam wstawić warkocz to wstawiłam. Najpierw pod szyją a potem jeszcze na rękawach.

I tak sobie spod tej szyi na rękawy przechodzi.

sweter lila na szydełku

A wszystko to milusią, choć nie bardzo ciepłą włóczką bawełniano-merynosową Cotton Merino. Barwy lila. Dziesięć (tylko!) motków.

Nosi się świetnie. Zobaczymy jeszcze, jak się pierze.

szydełkowy sweter lila

Chyba muszę zacząć spisywać te swoje improwizacje w schematy. Ktoś zainteresowany?

Reklamy


1 komentarz

Lawenda na Instagramie

Wrzucając zajawkę o tym sweterku w swoje kanały tak zwanych mediów społecznościowych, określiłam go mianem lawendowego. Zaraz wrócę do sweterka, teraz o owych mediach. Fanpejdż na fejsiku wisi już jakiś czas, kto jeszcze nie polubił – zapraszam. Za to profil na Instagramie całkiem świeży jest, proszę się nie gniewać, że prowadzę go po angielsku (dlaczego to się za jakiś czas okaże) i też obserwować. Komentować, lubić i w ogóle posyłać w świat też można. Instagram rządzi się zdjęciami, będą tam więc wybrane zdjęcia, które już znacie oraz rozmaitości nieznane, niepublikowane zgoła nigdzie indziej.

A sweterek. Jest uroczy, Użytkowniczka zadowolona. Lekki, dość cienki, ale ciepły, z mieszanki bawełny z wełną merynosa. Z rozpędu napisałam, że lawendowy, ale uczciwie to wypadałoby go nazwać może lila?

Robiłam go według własnego pomysłu, trochę „na pałę”. Miały być długi, luźny, rękaw 2/3 lub 3/4.

Pierwszą wersję dekoltu prułam, druga wyszła nieźle, takie po prostu pęknięcie.

sweter lila na szydełku

Na dole wąski ściągacz, rękawy niczym trąbka słonia przed chwyceniem jej przez krokodyla.

Taki miły oversize.

A robiłam słupkami od dołu do góry i poczciwe te słupki kochane okazały się takie wydajne, no naprawdę. Mam ciągotki do eksperymentowania, szukania nowych ściegów, one wszystkie okazują się zawsze takie włóczkożerne, a wystarczy sięgnąć do słupków i tak ładnie starcza na wszystko…


8 Komentarzy

Trochę zimy tej wiosny

Nie dalej jak w niedzielę zlewaliśmy się szlauchem na tarasie, biegając w samych gatkach (niektórzy), a nie dalej jak wczoraj grad nam pranie skosił. Ot i kwiecień plecień. Ale przynajmniej dostarczył argumentu na grubaśny wełniany sweter.

Zamówienie było na sweter typu kardigan. Szukałam i znalazłam coś takiego.

Crochet-Fishers-Island-Cardigan

Taka pani niczego sobie i sweter ładny, schemat jest, można robić. O TU.

Sweter ten robiłam już jakiś czas, ale musiałam przestać, bo tym razem liczba zamówionych motków (25) okazała się niewystarczająca. A w sklepie nie mieli już tego koloru. I u dystrybutora nie mieli. I w ogóle przestał jakby istnieć. Poczekałam, poczekałam, nic z tego czekania nie wynikło, poza tym, że zbliżyła się wiosna. Uznałam, że trzeba jednak wytrzasnąć jeszcze kilka motków spod ziemi i wytrzasnęłam.

A kolor to ładny, głębia oceanu, mówią.

kołnierz wełnianego swetra

Mogłam zatem dokończyć ostatni element – kołnierz – i wziąć się za zszywanie.

A że sweter z takiej wełny, że hoho, 35% alpaki, i taki duży i głębia oceanu i w ogóle, uznałam, że należy mu się prócz metki tekstylnej jeszcze cosik. I przemysłem własnym, z użyciem bożonarodzeniowej, niezastąpionej lutownicy pukapukowej machnęłam skórzany szyldzik. A pleć się kwietniu, tylko na Wielkanoc przepleć lata, proszę.


4 Komentarze

Nie straszny nam mróz, jest sweter!

Hej, warkocze! Ciekawe, kiedy mi się znudzą. Zanim jeszcze umiałam je zrobić zapytała mnie Aneta (to było po wpisie o skarpetach, gdzie cytowałam moją pogawędkę z tramwaju, kiedy się chwaliłam, że na szydełku robię WSZYSTKO), czy bym jej nie zrobiła szarego golfa w warkocze. Nie przyznawszy się, że w życiu nie miałam okazji, weszłam w to jak w masło. Z kamienną twarzą wysłałam Anecie propozycję swetra do akceptu. Spodobał się. Ocho, zaczyna się zabawa. Ale na dobre się zaczęła, gdy zorientowałam się, że ten schemat z propozycji był na druty, a jak powszechnie wiadomo, ja na drutach nie robię. Zaczęłam szukać dalej. Przekopałam internet i okazało się, że schematów na szydełkowy golf z warkoczami NIE MA. Jak pragnę zdrowia, nie ma.

warkocze na szydełku

Ale jak tu odmówić takiemu pięknemu zleceniu? Jak żyć?

Zrobię, nie ma bata. SAMA WYMYŚLĘ. WYMYŚLIŁAM.

Miał być szary, wełniany, w warkocze, z wywiniętym golfem. Niezbyt obcisły.

Jeszcześmy przy robocie ustaliły, że na rękawie też będzie warkocz. A co.

wełniany sweter w warkocze

Przy przymiarce okazało się, że rękawy trochę za szerokie, ale zwęzić można. Zwęziłam. I co? I to, że zamówiłam trochę na pałę 20 motków wełny, nie wiedząc, czy to odpowiednia ilość. Okazuje się, że pewna doza doświadczenia w robocie z domieszką farta spowodowała, że po robocie, po zszyciu wszystkich elementów, skończeniu golfa zostało mi… 20 cm wełny. Achh. To uczucie satysfakcji. Bezcenne. Znowu pławiłam się w samozadowoleniu. Ale co ja. Ważne, żeby teraz Aneta pławiła się w swoim swetrze. 75% wełna owcza, 25% alpaka. I już.

 


Dodaj komentarz

Mamma mia na platformie wiertniczej

Mamie marzył się sweterek, lecz – cóż za pech – nie mogła namierzyć nic odpowiedniego i wymyśliła, że zadanie zleci mnie. Pokazałam jej parę propozycji i mówi: „Proszę krój taki, ale wzór owaki”.

Wzięłam się do pracy, która trwała i trwała, trwała i trwała. W międzyczasie wiele się wydarzyło, wiele motków się wyszydełkowało. Powstawały kolejne części.

części swetra

I tak płynęła fala za falą. Potem zszywanie, prace wykończeniowe…

sweter szydełkowy - obrąbek

I jest!

 

A ta platforma… No cóż, kolory miałam wybrać na własną rękę, ciągnie wilka do niebieskiego… A gdy tak sobie raz rozmyślałam o tych włóczkach i zestawiłam ich nazwy: węgiel, dżins i głębia oceanu… platforma wiertnicza jak złoto!

Ciekawe tylko, czy platformy dobrze się noszą.

Ale za to ta piosenka na pewno dobrze się słucha!!! Platforma wiertnicza, że hej.