Pukapuka

Geo Rękodzieo


3 Komentarze

Jak się żyje w Kalifornii?

A zatem byłam w Kalifornii. Głównie w La Jolla (czyt. „la hoja”). Mówią, że to perła południowej Kalifornii i nie będę się kłócić.

Ale po drodze z centrum San Diego do La Jolla przejeżdża się przez Pacific Beach, przez miejscowych zwane PB (czyt. „pi bi”). W PB jest Grand Avenue. A pod numerem 870 jest Needlecraft Cottage. Niebieska chatka.needlecraft cottage

Weszłam i dziewczyna, jak tylko zobaczyła potoki śliny ściekające z mej paszczy ze zrozumieniem się obśmiała, zapytała czy ja tu pierwszy raz i zaoferowała oprowadzanie.

Ochłonięcie zajęło mi około pół godziny, potem zmusiłam się do rozpoczęcia procesu podejmowania decyzji.

Padło na merynosa w kilku odsłonach. Był tam cały regał przepięknej wełny, farbowanej ręcznie w… LA JOLLA. Nazywa się Baah Yarn. Wielbiąc lokalność i rzemiosło, nie mogłam nie wziąć… Tyle, na ile budżet pozwolił. Ale już następnego dnia byłam tam z powrotem, tym razem w towarzystwie moich gospodarzy, którzy zażyczyli sobie czapeczki z lokalnie farbowanej wełny.

baah yarn

Ten kolor po prawej to Venom. Po zrobieniu czapki miałam jeszcze trochę wełny i starczyło na rękawiczki bezpalcowe. Z warkoczykami. Dla Pani.

Ten kolor po lewej to Shipwreck. Po zrobieniu czapki miałam jeszcze trochę wełny i chciałam zrobić szaliczek. Ale było za mało i taki malutki wyszedł, nawet się zawiązać nie dało. Więc wymyśliłam zapięcie na guzik. Drewniany oczywiście. Dla Pana.

komplet z wełny merynosa

Ten niebieściutki to Pacific Beach Blues. Piękny. Z tego szal, według przepisu Jess, trochę tylko przeze mnie zmienionego. A to zdjęcie zrobiłam telefonem i nie oddaje w pełni urody tej włóczki.

szal z wełny merynosa

A ten zielony to jeszcze kiedyś pokażę.

Tymczasem kilka słów o tym, jak się żyje w Kalifornii.

Foki wylegują się na plaży.

foki na plaży

Klify stoją a ocean szumi.

klify nad Pacyfikiem

Słoneczny patrol czuwa.

słoneczny patrol

Deski surfingowe wbrew pozorom zazwyczaj są w użyciu.

deski surfingowe

Kwiaty kwitną.

wiosna w Kalifornii

Ścieżki się wiją a palmy rosną.

Ludzie mieszkają (tak, tak, ludzie tam mieszkają).

Dla znudzonych oceanem są i góry. Na pustyni (bez pustyni też). Godzinę do dwóch od domu.

Można tam pojechać po wełnę, albo po prostu na spacer.

 

 

Reklamy


Dodaj komentarz

Rzutem na taśmę

Czy ktoś jeszcze słyszał, że mają wrócić mrozy?

Takie mnie doszły słuchy i nastrój poprawiły (co u licha?). Gdyż albowiem wykonać z zaangażowaniem super ekstra zimowy mega komplet z wełny merynosa i wręczyć go w wiosennym słońcu w połowie marca to nie jest chyba niczyim marzeniem. Czy jest?

To po kolei. Miało być szaro-niebiesko, więc wzięłam szary i szaroniebieski. Normalka.

Zrobiłam czapkę.

Miał być i szalik. Nie miałam początkowo koncepcji, ale stanęło na ściegu c2c, od rogu do rogu, i wyszedł taki fajny, miękki szalik z ciekawą fakturą, że hej!

Miały być i rękawiczki. Ku mojej radości usłyszałam, że Beata też nie widzi powodu, dla którego miałyby być jednakowe.

Nie są.

Wełna merynosa

Dodatkowo dostarczyły mi twórczej satysfakcji, ponieważ zapragnęłam je nieco wyprofilować i rozpocząć je nie, jak dotychczas, na okrągło, co dawało palcom nieco niepożądanego luzu, lecz w trójkąt! I wymyśliłam to samasamasama.

Wracając do prognoz pogody: JEST nadzieja, że towar przyda się jeszcze w tym sezonie!


2 Komentarze

By szewc bez butów nie chodził(a)

Trzaskam czapkę temu, czapkę tamtemu a tu patrzę – dziecku własnemu memu marzną rączki. Rękawiczki się posiały, więc, niewiele myśląc, trzasnęłam mu rękawiczki. Przynoszę mu rano do łóżka, żeby się ucieszył, a on co? „Nieee chciałem, zeby były na snurku!”. Masz ci los. Ale już nie protestuje, sznurek działa, sznurek praktyczny jest. Ale nie pokażę tych rękawiczek, choć ładne są, bo po dzisiejszej wyprawie po patyki wymagają prania.

Ale za to:

Bo właśnie mi też marzły paluszki. A miałam taką wełnę grubaśną z alpaki, którą sobie kupiłam na próbę i tak leżała i czekała na zmiłowanie, więc się zmiłowałam nad nią. I chyba sobie sznurek dorobię, bo praktyczny jest.

Przy okazji zareklamuję Stephanie, u której się zainspirowałam, a pisze ona milutkiego bloga, na którym, nie tak jak ja, rozkminia dokładnie wszystko co robi i dokładnie opisuje na zdjęciach. Rękawiczki robiła TU. Jeszcze do niej wrócimy na pewno.

A ja wracam do alpaki – zostało mi jej trochę, a że ostatnio zainspirowałam się zamówieniem Magdy a potem zamówieniem Kasi to ze skrzyżowania ich dwóch wyszło mi, żeby sobie z resztki tej alpaki strzelić jeszcze kominek na szyję.

I taki komplecik się zrodził.


Dodaj komentarz

Jesienna dziewczynka

Kiedyś, w innej porze roku, Hania narysowała komplet, jaki chciałaby mieć.

projekt zestawu zimowego

Nie ukrywam, że użyty zestaw kolorów nieco mnie zaskoczył, ale co tam. Obiecałam Hani, że zrobię to dla niej. Zaczęłam od getrów i zrobiłam z grubsza zgodnie z projektem. Komin też, no, jak cię mogę. Przy czapce pytam: Haniu, czy mogę trochę zmodyfikować? Dostałam pozwolenie, zmodyfikowałam, tylko kolory zostały te same. I na koniec rękawiczki. Mój debiut. Też dostałam zgodę na lekką modyfikację.

Jest komplecik. Kolory takie jesienne, może być. W sam raz się nada, bo nadchodzą dni wędrówek ze zniczami i gałązkami, rodzinę odwiedzić i Wszystkich Świętych wspominać, bywa zimno. A to mięciutki merynos.

jesienno-zimowy komplet wełniany

Myślałam o sesji zdjęciowej w złotych jesiennych liściach, ale będzie na razie tylko tyle:

dziewczynka w wełnianym kompleciku

Rękawiczki skończyłam wczoraj wieczorem a dziś rano Jaś wdrapał mi się na kolana i mówi: Mamo, ja tez chcę rękawicki z włócki.

Właśnie nadchodzi nowa dostawa wełny. Świecie, szykuj się!