Pukapuka

Geo Rękodzieo


8 Komentarzy

Tanie firany

Pada deszcz. Nareszcie. Przyjemnie się siedzi w wygodnym fotelu przy otwartym oknie i wdycha wilgotne leśne powietrze. Najlepsze powietrze w Polsce, jak mówią. Kociewskie. Zwierzyna wprawdzie pod płot nam nie podchodzi, ale klangor żurawi słyszymy codziennie.

W zeszłym roku postanowiłam wdrożyć projekt TANIE FIRANY. Do tytułu zainspirował mnie szyld namazany długopisem na kartonie, wystawiony na bazarze w Śliwicach przy straganie z… firanami. Namazane tam było: TANIE FIRANY, nie inaczej.

Firany były, rzecz jasna, poliestrowe. Jak tanie, tego nie sprawdzałam, zamiast tego odebrałam przesyłkę z bawełnianym kordonkiem w dużej ilości i zabrałam się do roboty.

Projekt zakładał ubranie w firanki ganku w chałupie.

Na pierwszy ogień poszły okienka od frontu. Najpierw lisek. Był gotowy w okolicach Bożego Narodzenia.szydełkowa firanka z lisemNastępna była sarenka. Kończyłam jakoś w ferie zimowe. I podczas naszego majowego pobytu na wsi zawisły już na ganku, ale z prezentacją musiały poczekać na dłuższy pobyt letni, ponieważ uznałam za istotne przystroić ganek w kwiaty. Z bazaru w Śliwicach oczywiście.DSC_3672

 

I teraz historia o tym, jak wdepnęłam w bagno. Nie ma to jak mieć 17867 pomysłów na minutę i grzęznąć w jednym na kilka miesięcy… Oto bowiem chciałam zrobić firanki także i na boczne okna, ponad dwa razy większe od frontowych. Nawet do Ameryki spakowałam sobie kordonek i schematy, ale ugrzęznąwszy z rozkoszą w kalifornijskiej wełnie (o czym było coś TU), jakoś nie pociągnęłam wówczas tematu.

Wzięłam się jednak po powrocie i parłam do przodu, godzinka za godzinką, godzinka za godzinką, posiekanymi na minuty i kwadranse…

DSC_3633

Dociągnęłam. Dzieci posłużyły mi dla skali. Zatem przedstawiam: firanka bawełniana, ręcznie robiona, z leśnym landszafcikiem. Wymiary około 95×170 cm.

To nie jest koniec projektu TANIE FIRANY, jest jeszcze jedno takie oknooo… Kiedyś zrobię…

Ale podsumujmy tę taniość. Skupmy się na większej firance. Koszt materiału, jeśli się wie gdzie kupować, około 80 zł. Liczba roboczogodzin 50+. Przyjmując stawkę jakąś słuszną, a choćby i oficjalnie minimalną liczymy liczymy i mamy… prawdziwie tanie firany, co nie?

DSC_3675

Skoro tak pada i skoro jestem na Kociewiu, zacytuję jeszcze przy okazji prezentacji rękodzieła obszerne fragmenty z Nowego bedekera kociewskiego autorstwa Romana Landowskiego. Pod hasłem „plecionkarstwo” czytam (podstawiając sobie „dziergarstwo”):

„Wyplatanie przedmiotów codziennego użytku było niegdyś na Kociewiu zajęciem powszechnym. Potrzebę takiej umiejętności dyktowało samo życie. Kto chciał być samowystarczalnym, zajmował się tym rękodziełem przez cały rok. Latem pleciono na podwórzu, przed domem, a pasterze podczas wypasania bydła. Zima wpędzała plecionkarzy do ciepłej szopy, a gdy ścisnęły mrozy – do kuchni lub sieni chałupy mieszkalnej.

DSC_3676

Ponieważ plecionkarstwem zajmowali się niemal wszyscy, różny był poziom tego rękodzieła. Co zdolniejsi tworzyli dla potrzeb tych, którym talentu nie starczyło lub brakowało czasu. (…) Obok zwykłych przedmiotów gospodarskich zdarzały się prawdziwe dzieła sztuki ludowej, świadectwa umiejętności ludzkich rąk i estetycznego zmysłu.”

I teraz uwaga:

„Na zanik masowego plecionkarstwa ludowego złożyły się różne przyczyny. Główną z nich było wprowadzenie zmechanizowanych metod wikliniarstwa oraz prawny zakaz wycinania korzeni drzew i jałowca. Natomiast mechaniczny zbiór zbóż ograniczył możliwość pozyskiwania długiej słomy.”

Naprawdę zdziwiły (ucieszyły? mile zaskoczyły?) mnie podane przyczyny. Może to i lepiej, że takie a nie „zalew chińszczyzny oraz lenistwo”???

Reklamy


Dodaj komentarz

Znaleziska różnego typu

Kto by pomyślał, jak się można zainspirować i zaopatrzyć w drodze do przedszkola. Idę sobie, a tu panowie wycinają drzewa przed sklepem! Dzwonię do Maćka, mówię jak jest – wokół wala się pełno pni! Nie wchodząc w szczegóły – kilka dni później ulicą Kasprowicza jechał sobie z prędkością 20 km/godz. traktorek, a przed nim dyndał na linie wielki pień, wjechał na nasze podwórko i tam pień pozostawił. Minęło kilka dni i po zebraniu sił szwagierskich trzech chłopa z Maćkiem na czele zabrało się za transport pnia… na 4. piętro bez windy. Właściwie trochę więcej, ponieważ najpierw trzeba go było stoczyć po schodkach do piwnicy, dopiero można było wtaczać na górę. Zajęło im to jakąś godzinę (a ułomki nie są), po drodze spotykali się z wielką wesołością (sąsiad) lub przerażeniem (sąsiadka). I oto jest na naszym tarasie, schnie sobie (choć czasem moknie), pełniąc rolę stolika.

DSC_3750

Jeśli po wyschnięciu całkowitym będzie się jakoś prezentował, to dostanie szlif, olej i może awansuje do salonu?

DSC_3766

Inne znalezisko też przeszło przez podwórko, ponieważ na podwórku jest śmietnik. Znów – idę sobie ze śmieciami, a tu kosz wiklinowy, taki na brudną bieliznę. Stan – nie powiem, że idealny, lecz przyzwoity jak najbardziej. Biorę. Długo nie trwało, dzieci pomogły mi go nieco skrócić (spłycić), poszarpany brzeg obszyłam ścinkami mojej pasiastej tkaniny na łóżka polowe, wystarczyło dokupić kabelek, zatrudnić męża i kolejna goła żarówka (tym razem w łazience) zyskała oprawę.

DSC_3763


Dodaj komentarz

Kuchenne utensylia

Zapragnęłam kiedyś spróbować, jak się szydełkuje sznurkiem. Odpowiedź brzmi – to zależy jakim. Bawełniany sznurek wędliniarski (!) jest całkiem miły, przy jego użyciu wykonałam praktyczne podkładki pod kubki, roboczo nazwane amonitami.

P1070818DSC_2511

 

Sznurek jutowy nie jest tak miły w dotyku, ale nadał się jako podkładka pod gorące naczynia. Skutecznie izoluje garnek od podłoża.

DSC_2510

Nieużywana leży z boczku, udając grubo ciosaną serwetkę.

P1070793