Pukapuka

Geo Rękodzieo


1 komentarz

Kaczuszko, wieśmaki są tak duże, duże, duże

Nic się nie dzieje. W oknach zawisły kolejne ptasie lambrekiny (żurawiowy był pierwszy, pisałam o nim TU, a klangor słyszymy codziennie), latem doszło ptactwo domowe: kaczuszki duże

DSC_1343DSC_0906

A także kaczuszki małe, podążające za mamusią

DSC_1344

I jeszcze kurczaczki

lambrekin szydełkowy z kurczaczkami

Maka też gdzieś widzieliśmy na łąkach, to już się mogą spotkać. Kaczuszka z makiem. Lecz kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest.

Przybyły nam różne kwiatki, przylatują do nich trzmiele, motyle… Surfinie dyndają sobie przy drzwiach i tak ładnie jest.

I pasikoniki czmychają spod palców. I stare radio gra, łapie fale, bo z braku bystrego internetu dzieci odkryły „Radio dzieciom” (i pytają, czy po wakacjach też będzie). I nic się nie dzieje.


2 komentarze

„Historia przodków nie pozwoli na mieliznę nigdy wejść”

Piosenka „Na drodze tej” z filmu Vaiana ujęła mnie od samego początku z wielu powodów. Naprawdę mogłabym długo wymieniać, począwszy od tego, że tak odkrywano Pukapuka, poprzez głos Kuby Jurzyka, język samoański i tokelauański i wiele innych rzeczy (nie wyłączając znakomitego oryginalnego, angielskiego tekstu), ale pewien jej fragment uderzył mnie od razu. A były to słowa: Historia przodków nie pozwoli na mieliznę nigdy wejść!

Zainspirowały mnie i na tej bazie powstał oficjalny hymn obchodów CZTERDZIESTOLECIA.

Jest co świętować. Czterdzieści lat małżeństwa – takie rzeczy tylko raz w życiu. Z tej okazji zebraliśmy się tłumnie w środku lasu i razem się cieszyliśmy z tego pięknego jubileuszu moich Rodziców.

zdjęcie rodzinne

Była okazja do spotkań po latach, wspomnienia, piosenki, zdjęcia.

I ja postanowiłam uczcić tę zacną okoliczność taką niespodzianką:

Teściowie (też świętowali z nami, a co) przynieśli nam niedawno drewniane drzwiczki od jakiejś szafki. Drzwiczki z szybką.

Malownicze, co by tu zmajstrować…? Drzwiczki przywiezione przez nich od powodzian, których wspierali po wielkiej powodzi w 1997 roku (tyle pewnie zostało z jakiegoś zacnego mebla). Patrzyłam sobie na nie, aż wypatrzyłam, że mogłaby to być ramka na zdjęcie. Myślę dalej – na zdjęcie ślubne! I dalej – na zdjęcie z okazji jubileuszu 40-lecia małżeństwa. Bingo!

Rodzice mają trzy (słownie: TRZY) oficjalne zdjęcia ze ślubu. Podstępem wydobyłam jedno z nich i zleciłam Marcinowi, mistrzowi świata w grafikowaniu (wystarczy zajrzeć na myworks.pl), żeby je deko podrasował. Mówię mu: żeby było widać, że to oni, ale jednak z jajem. Mamie większe kwiatki, tacie wąsik, lekki wytrzeszcz oczu, całość sztucznie podkolorowana. Takie monidło. Marcin wziął do spółki Klaudię i dawaj. Zrobili.

minidło

Drzwiczki lekko oszlifowaliśmy, nawoskowaliśmy, zdjęcie wstawiliśmy.

Z tyłu wypaliłam jeszcze życzenia i dorzuciłam podgląd oryginału, tak gwoli ścisłości i prawdy historycznej.

monidło z życzeniami

Niech wisi. Weselej na duszy.

monidło

A tymczasem na wsi w lesie takie rzeczy. Kto z własnej woli jeszcze w mieście, ręka do góry.

Na pożegnanie lawenda, nasz świeżynka. A za świeżynką jeden z zacnych prezentów, Henio wyczuł, co się dobrze nada: drewniana strugana tablica z adresem. Lubię to!

lawenda i drewniana tablica


2 komentarze

Wesołych Świąt!

Latem, gdy świeciło słońce (kiedy to było?) na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku trafiłam na stoisko, które mnie oszołomiło. Wiele osób się tam zatrzymywało, ale tylko żeby popatrzeć, ja zaś wiedziałam, że nie odejdę z pustymi rękoma. Wybór nie był łatwy, ograniczony też możliwościami kieszeni, ale ostatecznie się dokonał. Pierwsza zdobycz: koszyk

DSC_3049

Zdobycz druga: miska

DSC_3070

Nie muszę chyba tłumaczyć, że zajęły poczesne miejsca na naszym stole święconym. Wracając do straganu – w gratisie dostałam jeszcze małą miseczkę, która pełni teraz funkcję mydelniczki. Nie omieszkałam dopytać co to za drewno: otóż naczynia te wykonane są z korzenia jodły syberyjskiej. Olejowane. Każde z jednego kawałka drewna, niepowtarzalne. Fantastyczne. Znajomi pytają, czy to Maciek zrobił, dumni z takich przypuszczeń odpowiadamy na razie: „jeszcze nie”, ale da Bóg, przyjdzie taki dzień.

Świątecznie dodam jeszcze, że kilka dni temu kupiłam nierozkwitłe żonkile, z nadzieją, że na słonku zakwitną w sam raz na Wielkanoc. Niestety, gdzież to słonko? Święta mamy białe w tym roku… Lecz czekając na dzień kwitnienia włożyłam cebulki do starej babcinej porcelany, która była zbyt sfatygowana, by serwować w niej napoje, lecz dość urocza, by się jej tak po prostu nie pozbywać:

DSC_3051

Wierzę, że wiosna w końcu przyjdzie. A Pan Jezus zmartwychwstał i ostatecznie to się liczy. Wesołych Świąt!