Pukapuka

Geo Rękodzieo


1 komentarz

Kaczuszko, wieśmaki są tak duże, duże, duże

Nic się nie dzieje. W oknach zawisły kolejne ptasie lambrekiny (żurawiowy był pierwszy, pisałam o nim TU, a klangor słyszymy codziennie), latem doszło ptactwo domowe: kaczuszki duże

DSC_1343DSC_0906

A także kaczuszki małe, podążające za mamusią

DSC_1344

I jeszcze kurczaczki

lambrekin szydełkowy z kurczaczkami

Maka też gdzieś widzieliśmy na łąkach, to już się mogą spotkać. Kaczuszka z makiem. Lecz kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest.

Przybyły nam różne kwiatki, przylatują do nich trzmiele, motyle… Surfinie dyndają sobie przy drzwiach i tak ładnie jest.

I pasikoniki czmychają spod palców. I stare radio gra, łapie fale, bo z braku bystrego internetu dzieci odkryły „Radio dzieciom” (i pytają, czy po wakacjach też będzie). I nic się nie dzieje.

Reklamy


Dodaj komentarz

Gustowny dodatek

Prosta granatowa sukienka. Można ją ożywić/upiększyć/uszlachetnić/urozmaicić szykownym białym kołnierzykiem. Byle znaleźć odpowiedni. Albo odpowiednią osobę, która go zrobi!

W tym przypadku nie trzeba było szukać daleko.

Dostałam sukienkę w swe łapska i zadziałałam.

koronkowy szydełkowy kołnierzyk

Potem przyłożyłam do sukienki (z drżeniem lekkim, bo przy robocie nie przykładałam).

koronkowy kołnierzyk szydełkowy

A potem to już pozostało tylko przyłożyć do Właścicielki.

Leży jak ulał. Mąż zachwycony (deklaratywnie). Teraz to już tylko na akademie do wnuków pomykać w takim ubranku pozostało chyba, czy nie?


Dodaj komentarz

Królowa Jadwiga

Karnawał się kręci, gdzie te bale?

Gdy kiedyś wybierałam się na bal do auli Politechniki, w dzisiejszych czasach miejsce względnie prestiżowe, babcia Zosia prychnęła tylko: „Aula Politechniki?!”. I dodała: „Przed wojną chodziłam na Bal Latarni do Europejskiego…”

Teraz balami nazywa się przebieranki w przedszkolach. Niech i tak będzie.

W tym sezonie zaliczyliśmy już Zorra (o losie, moje dzieci dopiero przy tej okazji dowiedziały się, kto zacz i musiały rówieśnikom tłumaczyć…), Indianina (tu nie było źle), przyszła kolej na Nią. Na Królową.

Miałam pretekst, żeby zrobić coś, co upatrzyłam sobie już jakiś czas temu: koronkową koronę. Szydełko, biały kordonek, jeszcze zmierzyć obwód głowy i można robić. Po zrobieniu taka szmatka.

koronkowa korona

Aby nabrała królewskiego kształtu umoczyłam w krochmalu. Aby go zrobić, trzeba było uciec się do starej dobrej metody: poszłam do sąsiadki z kubeczkiem, żeby mi mąki odsypała. Odsypała. Potem nadmuchałam balonik (piąty – przezornie kupiłam całą paczkę i cztery już były w kłótnio-zabawie) i naciągnęłam na niego koroneczkę.

balonik w koronie

I to było pierwsze podejście. Udało się dopiero za drugim, ponieważ balonik należy nadmuchać tak, żeby jego obwód odpowiadał obwodowi głowy królewskiej. Za pierwszym razem wyszło za duże i korona się zsuwała, trzeba było namoczyć znowu i naciągnąć na nieco mniejszy balonik. Pasuje.

koronkowa korona

Miałam w odwodzie jeszcze lakier do włosów, żeby usztywnić w razie czego, ale po wyschnięciu okazało się, że krochmal wystarczył.

koronkowa korona

I miałyśmy z Hanią (bo dla niej ta cała impreza) jeszcze taki koncept, żeby doszyć cekiny na czubkach, żeby niby tak bardziej na bogato. Babcia się podjęła.

Do tego kobaltowa sukieneczka, pantofelki, DREWNIANE oczywiście berło i już Królowa mogła iść na… hm… BAL.


1 komentarz

Klangor żurawi

Ten cytat wszedł na dobre do rodzinnego kanonu. Gdy w pewien lipcowy poranek śmieszny trzyletni chłopczyk budził się ze snu w wiejskiej chałupie na końcu świata, usłyszał COŚ. Pobiegł szybciutko na górę, wskoczył babci do łóżka i z okrągłymi oczami powiedział: „Babciu, COŚ się POJAWIŁO!”.

A to coś to był właśnie on. Klangor żurawi. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ minęło lato, minęła jesień, minął cały stary rok i zawieźliśmy na wieś na końcu świata pierwszy z serii lambrekinów, które mają być ozdóbką na okna. Plan jest taki, że lambrekiny będą ptasie i na pierwszy ogień poszedł ten.

lambrekin z ptakami

Może nie widać dokładnie, ale proszę mi wierzyć, że wygląda jak lecące ptaki. Jakieś gęsi może, ale dla upamiętnienia wiekopomnego cytatu umówmy się, że to żurawie. Rzucają ładny koronkowy cień na ścianę.

cień koronkowego lambrekinu

I są kolejnym naszym wkładem w zmianę atmosfery chałupki, po narzuceniu na zastaną kanapę narzuty, o której pisałam TU i którą widać tu:

lambrekin koronkowy i narzuta szydełkowa w pasy

A na parapecie widać uroczą lampkę z plastikowym abażurem w różowe kwiaty. Zajmiemy się i tym. Wszystko ma swój czas.

A czas na wsi wygląda mniej więcej tak…


Dodaj komentarz

Jedwabny delikates

Było to wiosną jeszcze, gdy don Stanisław przyjechał i pokazał mi welon na puszkę  – naczynie liturgiczne, wykonany przez zacną hiszpańską firmę rodzinną TA Granda. Piękny. Zapytał, czy potrafię zrobić coś takiego. Podjęłam wyzwanie.

Don Stanisław spędziwszy sześć lat we Włoszech i Hiszpanii, nasiąknąwszy tamtejszą sztuką i rzemiosłem zapragnął i w Polsce sięgnąć ponad poliestrową koronkę. Podzielam te pragnienia. Ale…

Poszłam do pobliskiego sklepu z tkaninami, patrzę, że wiskoza ładna. Dzwonię jeszcze do Stacha, czy może być (choć myślę o jedwabiu) i on potwierdza mą myśl: im szlachetniej, tym lepiej. Więc jedwab. Zasięgnęłam języka, gdzie kupić, pojechałam tamże, nabyłam jedwabnej tkaniny i jedwabnej nici i do dzieła.

Chociaż po prawdzie to zabrałam się dopiero po wakacjach, bo… bo szydełkuję w każdych warunkach. Zazwyczaj. Ale teraz nie mogłam. Teraz przed robotą musiałam umyć ręce, nakremować i poczekać aż się wchłonie, ponieważ ten jedwab jest delikatnieńki i na przykład suchy naskórek go zaciągał. Nie mogłam sobie też pozwolić na żadną plamkę. Więc w tym wypadku musiałam mieć do szydełkowania zapewnioną przestrzeń mentalną, fizyczną i czasową.

Na zdjęciu widać szydełko, którego używałam do zrobienia welonu i – dla porównania – grubsze, którym robiłam ostatnią narzutę w paski. Jakieś pytania?

Zatem mogę powiedzieć, że nie do końca zdawałam sobie sprawę, na co się porywam. Niteczka cieniutka, śliska, jedwab delikatny, śliski, wymagający, łącz to człowieku jedno z drugim i jeszcze koronkę zmaluj. Ale pierwsze koty za płoty, już jest zlecenie na więcej! Będziem działać.

I rzec by można: po co to wszystko? Miałam rzucić jakimś suchym tekstem typu: „Nie będziemy oszczędzać na pięknie liturgii!”. Ale z pomocą przyszedł mi kardynał Robert Sarah, który w książce Bóg albo nic mówi tak:

„Liturgia to wielka brama, która otwiera się na Boga i pozwala nam symbolicznie wyjść poza mury tego świata. Do Mszy świętej należy podchodzić z godnością, pięknem i szacunkiem. (…) Niezbędne jest poszanowanie uwarunkowań materialnych, aby to spotkanie przebiegło w sposób płodny. Mam na myśli na przykład godność i przykładność szat liturgicznych. Miejsce sprawowania Mszy winno być przeniknięte pięknem, które sprzyja skupieniu i spotkaniu z Bogiem.”

Amen.


2 Komentarze

Drwal vs koronczarka

Takie małe zestawienie-porównanie tego, co w jednostce czasu może zrobić drwal a co koronczarka:

I teraz co? Co? Łyso? Co jest więcej? Co trudniej? Co robi wrażenie, budzi szacunek, winduje na 15. piętro drabiny społecznej? Tak tylko pytam.

Swoją drogą taka ściana drewna wygląda bajer, zawsze mi się podobały, włoskie Alpy czy coś…

A koronkowe wdzianko zrobiłam dla cioci Gieni na specjalne życzenie uroczystościowe. Ciociu, pamiętaj zmoczyć i rozprasować przed włożeniem!

A inspirację i schemat znalazłam TU. Strona jest wprawdzie po rosyjsku, schemat po japońsku, ale na szczęście symbole graficzne są międzynarodowe, więc dałam radę. Swoją drogą po kilku początkowych pruciach nabrałam respektu dla schematu, wydawało mi się, że coś z nim jest nie tak i zaczęłam sama kombinować, ale okazało się, że to ja się myliłam. A schemat – prawdziwa japońska żyleta! Tylko rękawów nie robiłam, bo starczył kubraczek.

DSC_7954

A jeśli któryś z panów nie czuje się na siłach sprostać drwalskiemu wyzwaniu na miarę maćkowej ściany drewna, niech mu mocy doda ta pieśń!


Dodaj komentarz

Idzie ta wiosna, czy nie?

Jak przyjdzie to dobrze, my w każdym razie nie będziemy czekać bezczynnie i na przykład założyłam na parapecie plantację warzywną. W tym roku debiutuje kalarepa i już o, pierwsza wyciąga łodyżkę do słonka.

kiełek kalarepy

Na kwitnienie przyjdzie poczekać dłużej, ale kwiaty ważne są dla pszczółek (a pszczółki dla nas, człowieków), sadźmy więc kwiaty, kwiaty, kwiaty! Z chwilowego braku żywych mam takie szydełkowe, ponieważ zażyczyła ich sobie ciocia Hania do swojej wyremontowanej kuchni.

Miała to być zazdrostka na trzy okna, prosta, z kwiatkami właśnie. Wybrałyśmy wzór, minęło trochę czasu (a jakże) i wzięłam się za to. I są. Dobrze się składa, akurat ciocia mnie odwiedzi i odbierze swoje zazdrostki. Żeby przed zazdrosnym okiem chroniły (albo i wzbudzały zazdrość, to już nie wiadomo).

szydełkowe zazdrostki (2)

Pytanie dla naszej Nadwornej Ogrodniczki Asi – Asiu, coż to za kwiat? Spójrz w komentarz TU, jak Witold stanął kiedyś na wysokości ptasiego zadania, i z głębin swojej wiedzy zaczerpnąwszy zaspokój naszą ciekawość. Albo zgaś, że to po prostu jakaś lipa i takie kwiatki nie istnieją (chyba że nieodkryte jeszcze w amazońskich ostępach i trzeba pytać Paszczaka…).