Pukapuka

Geo Rękodzieo


6 Komentarzy

Tanie firany

Pada deszcz. Nareszcie. Przyjemnie się siedzi w wygodnym fotelu przy otwartym oknie i wdycha wilgotne leśne powietrze. Najlepsze powietrze w Polsce, jak mówią. Kociewskie. Zwierzyna wprawdzie pod płot nam nie podchodzi, ale klangor żurawi słyszymy codziennie.

W zeszłym roku postanowiłam wdrożyć projekt TANIE FIRANY. Do tytułu zainspirował mnie szyld namazany długopisem na kartonie, wystawiony na bazarze w Śliwicach przy straganie z… firanami. Namazane tam było: TANIE FIRANY, nie inaczej.

Firany były, rzecz jasna, poliestrowe. Jak tanie, tego nie sprawdzałam, zamiast tego odebrałam przesyłkę z bawełnianym kordonkiem w dużej ilości i zabrałam się do roboty.

Projekt zakładał ubranie w firanki ganku w chałupie.

Na pierwszy ogień poszły okienka od frontu. Najpierw lisek. Był gotowy w okolicach Bożego Narodzenia.szydełkowa firanka z lisemNastępna była sarenka. Kończyłam jakoś w ferie zimowe. I podczas naszego majowego pobytu na wsi zawisły już na ganku, ale z prezentacją musiały poczekać na dłuższy pobyt letni, ponieważ uznałam za istotne przystroić ganek w kwiaty. Z bazaru w Śliwicach oczywiście.DSC_3672

 

I teraz historia o tym, jak wdepnęłam w bagno. Nie ma to jak mieć 17867 pomysłów na minutę i grzęznąć w jednym na kilka miesięcy… Oto bowiem chciałam zrobić firanki także i na boczne okna, ponad dwa razy większe od frontowych. Nawet do Ameryki spakowałam sobie kordonek i schematy, ale ugrzęznąwszy z rozkoszą w kalifornijskiej wełnie (o czym było coś TU), jakoś nie pociągnęłam wówczas tematu.

Wzięłam się jednak po powrocie i parłam do przodu, godzinka za godzinką, godzinka za godzinką, posiekanymi na minuty i kwadranse…

DSC_3633

Dociągnęłam. Dzieci posłużyły mi dla skali. Zatem przedstawiam: firanka bawełniana, ręcznie robiona, z leśnym landszafcikiem. Wymiary około 95×170 cm.

To nie jest koniec projektu TANIE FIRANY, jest jeszcze jedno takie oknooo… Kiedyś zrobię…

Ale podsumujmy tę taniość. Skupmy się na większej firance. Koszt materiału, jeśli się wie gdzie kupować, około 80 zł. Liczba roboczogodzin 50+. Przyjmując stawkę jakąś słuszną, a choćby i oficjalnie minimalną liczymy liczymy i mamy… prawdziwie tanie firany, co nie?

DSC_3675

Skoro tak pada i skoro jestem na Kociewiu, zacytuję jeszcze przy okazji prezentacji rękodzieła obszerne fragmenty z Nowego bedekera kociewskiego autorstwa Romana Landowskiego. Pod hasłem „plecionkarstwo” czytam (podstawiając sobie „dziergarstwo”):

„Wyplatanie przedmiotów codziennego użytku było niegdyś na Kociewiu zajęciem powszechnym. Potrzebę takiej umiejętności dyktowało samo życie. Kto chciał być samowystarczalnym, zajmował się tym rękodziełem przez cały rok. Latem pleciono na podwórzu, przed domem, a pasterze podczas wypasania bydła. Zima wpędzała plecionkarzy do ciepłej szopy, a gdy ścisnęły mrozy – do kuchni lub sieni chałupy mieszkalnej.

DSC_3676

Ponieważ plecionkarstwem zajmowali się niemal wszyscy, różny był poziom tego rękodzieła. Co zdolniejsi tworzyli dla potrzeb tych, którym talentu nie starczyło lub brakowało czasu. (…) Obok zwykłych przedmiotów gospodarskich zdarzały się prawdziwe dzieła sztuki ludowej, świadectwa umiejętności ludzkich rąk i estetycznego zmysłu.”

I teraz uwaga:

„Na zanik masowego plecionkarstwa ludowego złożyły się różne przyczyny. Główną z nich było wprowadzenie zmechanizowanych metod wikliniarstwa oraz prawny zakaz wycinania korzeni drzew i jałowca. Natomiast mechaniczny zbiór zbóż ograniczył możliwość pozyskiwania długiej słomy.”

Naprawdę zdziwiły (ucieszyły? mile zaskoczyły?) mnie podane przyczyny. Może to i lepiej, że takie a nie „zalew chińszczyzny oraz lenistwo”???

Reklamy


Dodaj komentarz

Gustowny dodatek

Prosta granatowa sukienka. Można ją ożywić/upiększyć/uszlachetnić/urozmaicić szykownym białym kołnierzykiem. Byle znaleźć odpowiedni. Albo odpowiednią osobę, która go zrobi!

W tym przypadku nie trzeba było szukać daleko.

Dostałam sukienkę w swe łapska i zadziałałam.

koronkowy szydełkowy kołnierzyk

Potem przyłożyłam do sukienki (z drżeniem lekkim, bo przy robocie nie przykładałam).

koronkowy kołnierzyk szydełkowy

A potem to już pozostało tylko przyłożyć do Właścicielki.

Leży jak ulał. Mąż zachwycony (deklaratywnie). Teraz to już tylko na akademie do wnuków pomykać w takim ubranku pozostało chyba, czy nie?


Dodaj komentarz

Królowa Jadwiga

Karnawał się kręci, gdzie te bale?

Gdy kiedyś wybierałam się na bal do auli Politechniki, w dzisiejszych czasach miejsce względnie prestiżowe, babcia Zosia prychnęła tylko: „Aula Politechniki?!”. I dodała: „Przed wojną chodziłam na Bal Latarni do Europejskiego…”

Teraz balami nazywa się przebieranki w przedszkolach. Niech i tak będzie.

W tym sezonie zaliczyliśmy już Zorra (o losie, moje dzieci dopiero przy tej okazji dowiedziały się, kto zacz i musiały rówieśnikom tłumaczyć…), Indianina (tu nie było źle), przyszła kolej na Nią. Na Królową.

Miałam pretekst, żeby zrobić coś, co upatrzyłam sobie już jakiś czas temu: koronkową koronę. Szydełko, biały kordonek, jeszcze zmierzyć obwód głowy i można robić. Po zrobieniu taka szmatka.

koronkowa korona

Aby nabrała królewskiego kształtu umoczyłam w krochmalu. Aby go zrobić, trzeba było uciec się do starej dobrej metody: poszłam do sąsiadki z kubeczkiem, żeby mi mąki odsypała. Odsypała. Potem nadmuchałam balonik (piąty – przezornie kupiłam całą paczkę i cztery już były w kłótnio-zabawie) i naciągnęłam na niego koroneczkę.

balonik w koronie

I to było pierwsze podejście. Udało się dopiero za drugim, ponieważ balonik należy nadmuchać tak, żeby jego obwód odpowiadał obwodowi głowy królewskiej. Za pierwszym razem wyszło za duże i korona się zsuwała, trzeba było namoczyć znowu i naciągnąć na nieco mniejszy balonik. Pasuje.

koronkowa korona

Miałam w odwodzie jeszcze lakier do włosów, żeby usztywnić w razie czego, ale po wyschnięciu okazało się, że krochmal wystarczył.

koronkowa korona

I miałyśmy z Hanią (bo dla niej ta cała impreza) jeszcze taki koncept, żeby doszyć cekiny na czubkach, żeby niby tak bardziej na bogato. Babcia się podjęła.

Do tego kobaltowa sukieneczka, pantofelki, DREWNIANE oczywiście berło i już Królowa mogła iść na… hm… BAL.


2 Komentarze

Drwal vs koronczarka

Takie małe zestawienie-porównanie tego, co w jednostce czasu może zrobić drwal a co koronczarka:

I teraz co? Co? Łyso? Co jest więcej? Co trudniej? Co robi wrażenie, budzi szacunek, winduje na 15. piętro drabiny społecznej? Tak tylko pytam.

Swoją drogą taka ściana drewna wygląda bajer, zawsze mi się podobały, włoskie Alpy czy coś…

A koronkowe wdzianko zrobiłam dla cioci Gieni na specjalne życzenie uroczystościowe. Ciociu, pamiętaj zmoczyć i rozprasować przed włożeniem!

A inspirację i schemat znalazłam TU. Strona jest wprawdzie po rosyjsku, schemat po japońsku, ale na szczęście symbole graficzne są międzynarodowe, więc dałam radę. Swoją drogą po kilku początkowych pruciach nabrałam respektu dla schematu, wydawało mi się, że coś z nim jest nie tak i zaczęłam sama kombinować, ale okazało się, że to ja się myliłam. A schemat – prawdziwa japońska żyleta! Tylko rękawów nie robiłam, bo starczył kubraczek.

DSC_7954

A jeśli któryś z panów nie czuje się na siłach sprostać drwalskiemu wyzwaniu na miarę maćkowej ściany drewna, niech mu mocy doda ta pieśń!


Dodaj komentarz

Idzie ta wiosna, czy nie?

Jak przyjdzie to dobrze, my w każdym razie nie będziemy czekać bezczynnie i na przykład założyłam na parapecie plantację warzywną. W tym roku debiutuje kalarepa i już o, pierwsza wyciąga łodyżkę do słonka.

kiełek kalarepy

Na kwitnienie przyjdzie poczekać dłużej, ale kwiaty ważne są dla pszczółek (a pszczółki dla nas, człowieków), sadźmy więc kwiaty, kwiaty, kwiaty! Z chwilowego braku żywych mam takie szydełkowe, ponieważ zażyczyła ich sobie ciocia Hania do swojej wyremontowanej kuchni.

Miała to być zazdrostka na trzy okna, prosta, z kwiatkami właśnie. Wybrałyśmy wzór, minęło trochę czasu (a jakże) i wzięłam się za to. I są. Dobrze się składa, akurat ciocia mnie odwiedzi i odbierze swoje zazdrostki. Żeby przed zazdrosnym okiem chroniły (albo i wzbudzały zazdrość, to już nie wiadomo).

szydełkowe zazdrostki (2)

Pytanie dla naszej Nadwornej Ogrodniczki Asi – Asiu, coż to za kwiat? Spójrz w komentarz TU, jak Witold stanął kiedyś na wysokości ptasiego zadania, i z głębin swojej wiedzy zaczerpnąwszy zaspokój naszą ciekawość. Albo zgaś, że to po prostu jakaś lipa i takie kwiatki nie istnieją (chyba że nieodkryte jeszcze w amazońskich ostępach i trzeba pytać Paszczaka…).


Dodaj komentarz

Im szybciej tym prędzej

A mianowicie pisałam niedawno, że Boże Narodzenie to niezły czas na chrzest, ale Wielki Post też niezgorszy, bowiem, skoro już dziecię przyszło na świat, to – właśnie – im szybciej tym prędzej, dawaaaj!

Tak się sprawy ułożyły, że powstał w Pukapuka zestaw o szumnej i poważnej nazwie: Podstawowy Zestaw Chrzcielny, o taki:

DSC_6343.JPGŚwieca, wiadomo, optymalnie woskowa (nie mamy własnych pszczółek, jakby kto pytał, więc to nie nasza produkcja…). Krzyż – tutaj z palisandru (solidny, twardy kawałek gęstego, rudego drewna), ale czy to w sumie ważne? I jeszcze biała szatka, jak to mam w zwyczaju robić, z imieniem i datą, żeby nasz neofita nie zapomniał jakim imieniem (!) i kiedy (!!!)  został ochrzczony. Prosto po chrzcie wsadzona w ramkę (drewnianą), żeby na ścianie sobie powiesił i patrzył. Biały bawełniany kordonek. I to nieważne, bo co ważne? Że, jak powiedział Franek, Niko jest teraz dzieckiem Króla.


3 Komentarze

Ptasio

To był maj, gdyż jak powszechnie wiadomo, imieniny Zofii przypadają 15 maja. Byłam akurat u cioci Zosi, wypadałoby coś sprezentować. Przyjechałam goło, lecz z gazetką, i mówię, że w prezencie zrobię cioci lambrekin nad okno w kuchni. Już nie wiem, czy sama wybrała wzór, ale coś mi się wydaje, że lekko jej zasugerowałam.

lambrekin z wróbelkami

Jestem ptasim leszczem, na moje oko to wróbelki, ale oto wezwę do tablicy słynnego ptasiego znawcę, autora skrzydlatego bloga WITOLDA (imionaptakow.com). Zapodaj proszę jakąś śmielszą interpretację, hm? Pokląskwa? piecuszek? piegża może?

W każdym razie to był maj, dziś zaś jest sierpień. Otóż w prezencie imieninowym był wybór i zapowiedź lambrekinu, a dziś, po kwartale niemal, jest i sam lambrekin.

lambrekin z wróbelkami

Tym razem nie na patyku, lecz na karniszu podobnym do reszty, nad kuchennym oknem zawisł.

lambrekin w kuchni

I tu bonus – dorzucę schemat ptaszków, z gazetki zakupionej dawno temu, noszącej tytuł FIRANKI, czy coś, jakoś do dziś nie mogła się doczekać realizacji żadnego spośród pięknych wzorów w niej zawartych.

schemat do ptaszków

Ostatnio miałam przyjemność wędrować brzegiem morza, niebo zachmurzone, droga prosta, piękność krajobrazu zapierająca dech w piersiach. I oto nad głową:

ptaki na drucie

Witku, czy dla Twego eksperckiego oka taki widok wystarczy, by oświecić nas co do gatunku?

Jeszcze, pozostając przy cioci Zosi, skorzystam z okazji i odgrzeję jednego kotleta. Najpierw dygresja nazewnicza: okazuje się, że przy okazji oświeciłam ostatnio parę osób (sama się uprzednio oświeciwszy), że taki ozdobny pas na górze okna to lambrekin. Bardziej już w świadomości ludu funkcjonuje zazdrostka, ale ta z kolei raczej sytuuje się w dolnej części okna. Kiedyś, a było to już ładnych parę lat temu, spodobały mi się takie kurki i koguciki, więc machnęłam. Z braku odpowiedniego okna i wnętrza, uszczęśliwiłam ciocię Zosię i tak sobie u niej wisi.

zazdrostka koguty i kury

Tu już chyba nie będę prosić eksperta o wsparcie. Nawet Jasio wiedział co to.