Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Biała zima, biały kocyk

Skoro jest zima, to już wolę na biało niż buro. Lepiej.ośnieżone dzrzewa

Skoro jest zima, jest zimno. Trzeba się ogrzać, otulić, okryć. Napadło mnie kilka kłębków białej wełny. Niemało, ale za mało na jakieś dzieło duże, postanowiłam zrobić dzieło małe.

kłębek białej wełny

Urzekł mnie kiedyś koc Stephanie, schemat umieściła na swoim miłym blogu, o TU. On to odkrył dla mnie tę wspaniałą prawdę, że na szydełku też da się zrobić warkocze. O odkryciu tym i pierwszym podejściu pisałam TU, gdy zrobiłam warkoczowy śpiworek do wózka.

Wracając do koca: wełny starczyło na maluszka takiego:

Jest ekstra mięsisty i przepięknie warkoczowy. Grubiutki. I dzieciak zasypia pod nim w około 47 sekund. Gdy zdarzyło się to po raz trzeci uwierzyłam, że tak już będzie wiecznie.

My się zimy nie boimy.

Reklamy


4 Komentarze

Grunt to umieć się wycofać (i zacząć wszystko od nowa)

Czerwony. To nie jest mój kolor. Ale jak żyć, gdy w ręce wpadają trzy wielkie, mięciuchne, CZERWONE motki wełny.

wełniany kocyk

Na szczęście inspiracje są wszędzie. Mignął mi przed oczami koc biało-czerwony od Jess z GENIALNEGO bloga Make & Do Crew. I myślę: TAKATAK!

Zamieniłam tylko proporcje, bo chciałam czerwonego użyć jako koloru głównego i kroczek po kroczku, wedle instrukcji (tak mi się zdawało) pomykam. Jednak wkrótce stwierdziłam, że coś mi krzywo idzie, nieładnie.

nierówny brzeg

Może dlatego, że zaczynałam przy meczu? (10.11, Polska-Urugwaj. Bez Suareza i Lewandowskiego). Początkowo myślę sobie: dobra jest, przecież to ręczna robota, ujdzie, uformuje się czy coś.

Ale jednak nie dawało mi spokoju. Zaczęłam pruć, ale ta wełna taka delikatna, że się rwała i lipa. W końcu mówię: dość tego. Zaczynam od nowa. I taka to historia.

Wczytałam się uważniej w opis, pilnowałam czy nie mącę znowu i poszło. O jak równiutko!

Na rogach frędzelki. Acha, i ten biały wzór nie jest symetryczny, na jednym końcu inaczej niż na drugim.

Bardzo, bardzo mi się podoba. I tak grzeje. Jeszcze kiedyś taki zrobię z grubszej wełny i w innych kolorach może. Dzięki, Jess!

Tym sposobem takie lekko świąteczne klimaty wpełzły. A adwent już w niedzielę. I w tym roku taki króciutki…

 


2 Komentarze

Ukochany kocyk z dzieciństwa

Gdy we wrześniu robiłam zapasy wełny merynosa na czapki, zakupiłam też dziesięć kolorowych motków cieniutkiej włóczki. W międzyczasie doszłam do wniosku, że żadne z niej czapki, użyję wszystkich do jednego projektu. Ale takiego, że coś opada. Umówmy się, że miałam na myśli szczękę.

Początki, jak to przy kocyku, prowokują u osób postronnych pytanie, czy to szalik będzie. Gdy domniemany szalik przekroczy pewną szerokość, zaczyna już jednakowoż wyglądać na to, czym ma się stać.

Teraz nastąpią zdjęcia. Zgubiłam ładowarkę do aparatu. I tak oto słynny blog ten z takiego prozaicznego powodu żywot swój zakończyć miał. Ale nie. Nie. Nie poddamy się. Poszukiwania ładowarki trwają. Marzenia o nowym aparacie kiełkują. Chociaż niezbyt nachalnie. A tymczasem do akcji wkroczył współczesny telefon wielofunkcyjny, zwany smartfonem. Ma on wiele wad, jedną z nich jest zasysanie, kradzenie czasu i odciąganie od spraw istotnych, ma też kilka zalet. Zdjęcia robi jakie robi, ale robi.

kocyk

Kocyk jest z wełny merynosa, milusi, mięciusi. Niezbyt duży, ale na tyle, by kawał dzieciństwa ogarnąć. I stać się Ulubionym Kocykiem.

Jest też kolorowiusieńki. I jest już skończony.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Znowu pytają ludzie: „To taki szalik będzie?”.

kocyk szydełkowy w zygzaczki

 

 


2 Komentarze

Kocyk dzidziusiowy

Już za chwileczkę, już za momencik po tej stronie świata pojawi się Mały Kawaler. W środku ciepło, na zewnątrz zimno, i to zimniej, niż przewidzieli na tegoroczny maj najstarsi górale. Gdybym wiedziała zawczasu, to może robiłabym z wełny a nie z bawełny, ale, ALE KIEDYŚ W KOŃCU ZROBI SIĘ CIEPŁO, hm?!?

Zrobiłam mianowicie ten oto kocyk.bawełniany kocyk niemowlęcy na szydełku

Ma 75×100 cm i tak myślę, że na początek będzie w sam raz. Schemat zaczerpnęłam stąd i wygląda tak:

Spodobał mi się i wydał prosty a efektowny, lecz chwilę mi zajęło, zanim jednak się połapałam co i jak. Ale gdy już się połapałam, okazało się, że faktycznie prosty. I efektowny.

Na koniec trzeba było dać jakiś brzeg ładny. Najpierw poszło tak:

bawełniany kocyk szydełkowy

Ładnie, ale jednak pomyślałam, że się dzidziusiowi będą paluszki w tych fidrygałkach plątać i uprościłam sprawę.

100% bawełna. 100% ręczna robota.

Pani Aniu, niech się Szymon Maksymilian dobrze chowa!


Dodaj komentarz

Adwentowe kocyki

Adwent w tym roku długi, najdłuższy z możliwych. Może ktoś się zainspiruje?

Dowiedziałam się tak zwanym przypadkiem o Tęczowym Kocyku. Cytat z ich strony:

„Nasza nieformalna grupa działa na zasadach wolontariatu. Wszystkie kocyki, ubranka itp. wykonujemy z własnych materiałów. Kolejno przesyłamy je na własny koszt na adres wybranej Fundacji, z którą współpacujemy. Służą one ich małym Podopiecznym.

Te Maluszki to dzieci urodzone z wadami letalnymi, hiperwcześniaki ( urodzone między 12. a 24. tygodniem ciąży).
Maluszki tak małe, że nie można dla nich kupić ubranek, a każdy kocyk jest za duży.”

Przyszło mi na myśl, że zrobić maleńki kocyk… a co to dla mnie znowuż?

Nabyłam alpaki miękkiej, jedna koralowa, druga niebieściutka. Wytyczne były, że ma być miłe  w dotyku, w miłych kolorach.

dsc_9247

I zrobiłam i zysk mam z tego wielki. Poza tym niemierzalnym jest to genialna szkoła: można ćwiczyć nowy splot, ścieg, fakturę na małej powierzchni, po prostu zrobić próbkę. I kocyk gotowy! On naprawdę może mieć 30×30 cm! Właśnie takie maleńkie są potrzebne!

Ten koralowy ogromnie mi się spodobał, a to po prostu naprzemiennie słupek i półsłupek, a faktura wychodzi bardzo ładna i regularna. Ten niebieski to słupki z obramowaniem w plecionkę – słupkami nakładanymi w blokach. I już.

Mam nadzieję, że jakieś Maluszki się w nich utulą.

 

 


Dodaj komentarz

Kocyk wylądował

Wpis przedwczesny przedostatni już się legalizuje: wczoraj zakończyłam pracę nad jachowym kocykiem.

Kolory lubię, owszem, lecz u nas zazwyczaj drewno i drewno, a jak kolory to niebieski z zielonym, czasem fiolet i fru. A tu takie szaleństwo. Lecz to tylko skorzystanie z okazji, jaka powstała po michałowym darze wora pełnego kolorowych włóczek.

A zatem kolejny kocyk skończony. Właściwie to narzuta, bo ma wymiar na dorosłe łóżko, do którego Jach się za jakiś czas przeprowadzi przecież. Tymczasem wyległam się chwilę pod nim (bo nie mogę powiedzieć, że wylegiwałam) i stwierdzam, że działa. Miły i lekki, cieplutki.

kolorowy kocyk szydełkowyCzyli teraz, jak nakazuje nasza nowa świecka tradycja, pora na poduszkę. Ale tradycyjnie – nie nastąpi to zbyt szybko.

Przy tej okazji mała prezentacja. Latem byliśmy u cioć i wydawało mi się, że co było do wyszabrowania już od nich wyszabrowałam. A tymczasem siedzę sobie w pokoju u cioci Marysi i patrzę – pod biurkiem stoi puszka. PUSZKA. I mówię: „Ciociu, potrzebna cioci ta puszka?” „Nie.” „To mogę sobie wziąć?”. I tak to było.

kolorowa puszkaPiszę o puszce przy okazji kocyka, ponieważ stała się dla mnie miłym a nieoczekiwanym sprzymierzeńcem przy pracy nad kocykiem, gdyż trzymałam w niej włóczki do bieżącej roboty. A pałętające się włóczki potrafią wnerwić człowieka…


2 Komentarze

Wpis przedwczesny z ukłonami

Mam taki zwyczaj, że pokazuję tu coś dopiero, gdy jest gotowe. Jednak zaszły okoliczności takie, że niniejszym łamię tę zasadę. Otóż dostałam od Michała dużą ilość kolorowych włóczek. Aby się nie marnowały chciałam z niego zrobić kocyk dla Jaśka (wreszcie) i nawet się za to zabrałam, ale jakoś mi szło nie całkiem. Jednym z powodów było to, że włóczki są nieco różnej grubości. Kocyk zaczął leżeć odłogiem.

W międzyczasie spotkałam się z Marysią i zobaczyłam kocyk, który ona zrobiła dla Franka i ach – oświeciło mnie. Poszłam za jej przykładem i zaczęłam robić od nowa, ale w sposób bardziej uporządkowany, bez kombinansów, i dzięki zastosowaniu tego samego schematu w każdym rządku udało mi się okiełznać różną grubość włóczek.

kolorowy kocyk szydełkowy

Przy okazji pomyślałam sobie – ładnie dziergasz dziewczyno, wskakuj do sieci! I co? I oto patrzę, a Mery właśnie do sieci wskoczyła. I kocyk też już tam jest.  O właśnie TUUUUUUTAJ. Powodzenia dziewczyny.

Chyba już się wytłumaczyłam – miałam o tym wszystkim pisać dopiero jak ukończę kocyk, ale pojawienie się dziewczyn w sieci spowodowało moje DZIEŃ DOBRY. I jeszcze – ukłony głębokie dla Michała! Włóczka się nie zmarnuje.