Pukapuka

Geo Rękodzieo


1 komentarz

Lawenda na Instagramie

Wrzucając zajawkę o tym sweterku w swoje kanały tak zwanych mediów społecznościowych, określiłam go mianem lawendowego. Zaraz wrócę do sweterka, teraz o owych mediach. Fanpejdż na fejsiku wisi już jakiś czas, kto jeszcze nie polubił – zapraszam. Za to profil na Instagramie całkiem świeży jest, proszę się nie gniewać, że prowadzę go po angielsku (dlaczego to się za jakiś czas okaże) i też obserwować. Komentować, lubić i w ogóle posyłać w świat też można. Instagram rządzi się zdjęciami, będą tam więc wybrane zdjęcia, które już znacie oraz rozmaitości nieznane, niepublikowane zgoła nigdzie indziej.

A sweterek. Jest uroczy, Użytkowniczka zadowolona. Lekki, dość cienki, ale ciepły, z mieszanki bawełny z wełną merynosa. Z rozpędu napisałam, że lawendowy, ale uczciwie to wypadałoby go nazwać może lila?

Robiłam go według własnego pomysłu, trochę „na pałę”. Miały być długi, luźny, rękaw 2/3 lub 3/4.

Pierwszą wersję dekoltu prułam, druga wyszła nieźle, takie po prostu pęknięcie.

sweter lila na szydełku

Na dole wąski ściągacz, rękawy niczym trąbka słonia przed chwyceniem jej przez krokodyla.

Taki miły oversize.

A robiłam słupkami od dołu do góry i poczciwe te słupki kochane okazały się takie wydajne, no naprawdę. Mam ciągotki do eksperymentowania, szukania nowych ściegów, one wszystkie okazują się zawsze takie włóczkożerne, a wystarczy sięgnąć do słupków i tak ładnie starcza na wszystko…


1 komentarz

Krzesła cztery: frajda

Widziałam te krzesła u Ewy i Mirka już dawno. Ładne, do odnowienia. Ślinka mi ciekła, ale nie chciałam narzucać się z usługami, zwłaszcza, że mają tapicerowane oparcie i nie byłam pewna, czy bym to ugryzła. Ale wyszło tak, że trafiły do nas.

dsc_8793

Trzy brązowe, jedno czarne. Jedno połamane. Jedno miało jeszcze metkę fabryczną.

metka fabryczna

Krzesła z Barczewa. Klasa.

Połamane Maciek doprowadził do stanu puzzli. Resztę szlifował w całości.

Ja się zabrałam za tapicerkę.

W tym miejscu powinnam wspomnieć naszą wizytę w hurtowni tapicerskiej. Umówiliśmy się tam, by wybrać tkaninę na obicie. Poczułam się w obowiązku wykazać się kreatywnością i zaproponowałam, żeby zrobić tapicerkę w dwóch kolorach, doszliśmy też, że mogłaby być w trzech, ale w pewnym momencie już nam się zaczęło mieszać co jak i z czym, więc zeszliśmy z powrotem do dwóch. Staliśmy przy tych belach tkanin, wysuwaliśmy jedną po drugiej, zestawialiśmy odcienie, rozważaliśmy opcje, bajer. Czułam się jak taka pani z tv z programów, jakich nie oglądam (nie mam tv), ale wyobrażam sobie, że istnieją, że idzie się z klientami do sklepu i ciamciaracia tiutiutiu wybiera to i owo, żeby państwa zadowolić. No bajer.

Koniec końców – wybraliśmy. Sztuczność jakaś, ale ładne odcienie i zestawienie i taka struktura płótna.

Gotowe szkielety Maciek pomalował. Ja dorzuciłam tapicerkę.

Gotowe.

dsc_8913

Niech się Wam siedzi.

dsc_8907