Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Zielony gabinecik

Już za chwileczkę, już za momencik swoje podwoje otworzy świeży jak szczypiorek na wiosnę gabinet. Miałam okazję wtrącić swoje trzy grosze w jego urządzanie.

Zasadniczym zamysłem osoby, którą ukryjemy tu pod kryptonimem INWESTORKA, było użycie koloru zielonego, z przewijającym się motywem roślinnym. Z resztek tkaniny po zasłonkach powstał taki mini obrusik na, zielony, rzecz jasna, stoliczek.

serweta z szydełkowym brzegiem

serweta z koronkowym brzegiem

Tu jeszcze na zielonej trawce, w fazie produkcyjnej, u schyłku szydełkowego lata, o którym jeszcze kiedyś może napiszę. Teraz już leży w miejscu swego przeznaczenia.

Obok na parapecie zaproponowałam szydełkową listwę. Zrobiłam ją kiedyś na taki sam parapet, ale musiała się przeprowadzić. Nawet pasuje.

DSC_5002

A na ścianę zaproponowałam, w ramach kontynuacji głównych wątków, element graficzny. Pewne skrupuły miałam przy tym, ale chyba już nie ma co… Wydobyłam bowiem ze starego, rozpadającego się niemieckiego leksykonu po pradziadku ilustracje do haseł botanicznych. W zielone ramki i hop.

roślinne grafiki w zielonych ramkach

Tymczasem szydełko trochę ustępuje miejsca innym sprawom, wkrótce więcej drewna… Znowu zagościła u nas drewutnia niewąska, pył się wciska w szczeliny, jak będzie czym to będziemy się chwalić.

skład drewna

Reklamy


Dodaj komentarz

Produkcja prawie seryjna

Latem na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku ciocia Zosia zauważyła na jednym ze straganów kawałki papieru (tak bym to nazwała) w wydrukowanymi… przykazaniami domowymi. „O!” zachwyciła się i już, już miała kupić, gdy rzekłam: „ciociu, nieee takie. Ja cioci zrobię”. A że niedługo potem była u nas Małgosia, zobaczyła przykazania i zapytała, czy bym jej nie zrobiła, nie było wyjścia, trzeba się było zabrać za seryjną produkcję.

Przykazania domoweCoś tak chciałam zmalować dodatkowo i taką rameczkę z włóczki machnęłam.

przykazania domoweZ kokardką.

przykazania domoweO samych przykazaniach już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać i odsyłam TU.

Jeszcze tylko dodam, że podczas listopadowego nawiedzenia rodzinnych grobów dowiedziałam się, że wieść rodzinna niesie, iż Maria Rodziewiczówna miała konszachty z rodziną mej prababci, że wręcz inspirowała się tą znajomością przy pisaniu jednej ze swych powieści. Ooo, ciekawe, pomyślałam, i poczułam się „w prawie” do dalszego mnożenia przykazań domowych…

Straszny dziadunio

 


2 Komentarze

Nowozelandzko

Nowa Zelandia pełzająco zdobywa kolejne terytoria w naszym lokum. Choćby czekolada Whittaker’s, jak wiadomo namiętnie oprawiana u nas w ramki: kolejne dwa papierki powiększyły kolekcję.
czekolada w ramkach
czekolada w ramkach z łopatą do chleba
Przy okazji tego zdjęcia nasuwa mi się inny temat: nie tylko „co umieścić w ramkach”, ale w ogóle „co umieścić na ścianach”. Przyjdzie czas i na to. (Tu albowiem na ścianie obok papierka w ramce znalazła się stara łopata do chleba, o dziwo zazwyczaj dorośli nie wiedzą co to, a dzieci jakoś wiedzą. Przypadek?)

Lecz okazuje się, że nie tylko czekolada się z tego pięknego kraju wywodzi. O proszę: winko.
wino w ramkach

Nad winkiem wisi motyw żeglarski, autorstwa syna naszego Tadeusza.
niebieskie ramki
Nie będę ukrywać, iż urzekł mnie swą prostotą. Zaś po prawej inne dzieło, które wprawia naszych gości w skryte lub jawne zdumienie. MAPA. Akurat taki arkusz, że w 95% załapało się niego morze (nota bene – Karaibskie), lądu uświadczysz jedynie w południowo wschodnim (czy też: prawym dolnym) narożniku.

A wracając do Nowej Zelandii i motywów morsko-żeglarskich, taka historyjka. Przybyliśmy do kuzyna Michała, który zbywał mieszkanie i szukał nowych właścicieli dla swych mebli. Oglądamy to i owo i nagle patrzę: jachcik, a na nim NZL 82.
jacht na pianine
Więc mówię: gdybyś go wyrzucał, to tylko nam powiedz, na który śmietnik. He he. Michał mieszkanie zbył a NZL 82 stoi sobie u nas na pianinie i robi dobre wrażenie. A skąd Michał go w ogóle miał? Z second handu w Luksemburgu…


Dodaj komentarz

Co można umieścić w ramkach cz. 1

Temat rzeka. Na początku wiele pustych ścian, co dla mnie nie jest wystrojem docelowym. Piszę „dla mnie” , ponieważ słyszałam kiedyś o osobie, która miała puste ściany, gdyż stwierdziła, że nie chce wieszać na ścianach czegoś, co jej się nie podoba, a na to co jej się podoba jej nie stać. Co do pierwszej części twierdzenia – pełna zgoda i zrozumienie. Co do drugiej – de gustibus…. Być może ona nie zawiesiłaby tego, co wieszam ja :).

Na początek kuchnia. Bardzo lubię czekoladę. Kiedyś znajomy przywiózł mi w prezencie czekoladę z Nowej Zelandii, zamaszystym ruchem rozdarłam papierek, zgniotłam iiiii… chwila refleksji: jak często będę miała papierki od czekolady z Nowej Zelandii? Postanowiłam papierek OPRAWIĆ. Miałam wolną ramkę od zegara, który się zepsuł, u szklarza za 4 zł wstawiłam szybkę a za tło posłużyła próbka tkaniny (oczywiście w paski). Zawisło. (Bystre oko wypatrzy ślady gniecenia).

DSC_2516

Potem poprosiłam innego znajomego (pozdrowienia dla Witolda!), który udawał się do… Nowej Zelandii, żeby mi przywiózł dowolną czekoladę Whittaker’s. Przywiózł TRZY. Tym sposobem narodził się zalążek kolekcji.

DSC_2282

Inne pomieszczenie – cóż, toaleta też ma swoje prawa. Dostałam kiedyś od kuzynki z Ameryki T-shirt, który bardzo lubiłam, jednak czas jego się skończył w którymś momencie. Ale byłam pełna uznania dla obrazka, który się na nim znajdował i nie chciałam, aby przepadł. Wycięłam go więc ze starej koszulki z ta myślą, że kiedyś COŚ z nim zrobię. Nadeszła odpowiednia chwila, narodził się pomysł i znalazło miejsce i oto na wejściu do WC wita nas taki widok:

DSC_2518

Już niedługo zapraszam na część drugą, będzie o… warszawskich kamienicach.