Pukapuka

Geo Rękodzieo


1 komentarz

Kaczuszko, wieśmaki są tak duże, duże, duże

Nic się nie dzieje. W oknach zawisły kolejne ptasie lambrekiny (żurawiowy był pierwszy, pisałam o nim TU, a klangor słyszymy codziennie), latem doszło ptactwo domowe: kaczuszki duże

DSC_1343DSC_0906

A także kaczuszki małe, podążające za mamusią

DSC_1344

I jeszcze kurczaczki

lambrekin szydełkowy z kurczaczkami

Maka też gdzieś widzieliśmy na łąkach, to już się mogą spotkać. Kaczuszka z makiem. Lecz kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest.

Przybyły nam różne kwiatki, przylatują do nich trzmiele, motyle… Surfinie dyndają sobie przy drzwiach i tak ładnie jest.

I pasikoniki czmychają spod palców. I stare radio gra, łapie fale, bo z braku bystrego internetu dzieci odkryły „Radio dzieciom” (i pytają, czy po wakacjach też będzie). I nic się nie dzieje.

Reklamy


Dodaj komentarz

Jedziemy nad jezioro, jezioro…

Tak śpiewaliśmy sobie w zeszłym roku, jadąc znienacka na Kaszuby, do domku w lesie. Wysiedliśmy z pociągu i na peronie Hania pyta:”I gdzie to jezioro?…”. Było, oczywiście, tylko nie tak na peronie… W każdym razie wówczas raczyliśmy się nim obficie przy słonku palącym.

domek w lesie

I w tym roku także wybraliśmy się nad jezioro, jezioro, lecz… cóż, odwiedziliśmy je RAZ i spędziliśmy miłe słoneczne pięć minut na pomoście. Ale to nic, domek w lesie jest bardzo gościnny i pod jego dachem wylansowaliśmy nowy przebój tego lata: Płyńmy w dół do Starej Maui, już czas.

LECZ dlaczegóż o tym piszę? DLATEGÓŻ, że przyjechawszy tam w zeszłym roku po raz pierwszy, zachwyciwszy się tym, co stworzyli (wnętrza i zewnętrza) Maryna z Tomkiem („kreatywność to my” – to właśnie Studio Mariba!), musiałam jednak coś wtrącić. Otóż było to coś w stylu: „w mojej obecności w takim wnętrzu nie będą wisieć maszynowe koronki”.

domek w lesie

I wtedy to zadeklarowałam, że im zrobię alternatywę. Minął prawie rok, wydawałoby się – dużo czasu, znowu jedziemy do domku w lesie i co? I wiozę wprawdzie jeden lambrekin, ale miały być dwa. Zatem oświadczyłam, że nie odjadę, póki nie skończę drugiego. Zabrzmiało złowrogo, choć gospodarze gościnni…

domek w lesie

Po drodze były przygody. Przygoda pierwsza: skończył się kordonek. Ale, hurra, zostawiłyśmy wesołą dziatwę pod opieką dzielnego taty/wujka i zrobiłyśmy sobie wychodne. Do wychodnego zaraz jeszcze wrócę, ale przy tej okazji zahaczyłyśmy o rynek w Kościerzynie, gdzie była PASMANTERIA! A w pasmanterii BYŁ kordonek!

kordonek Muza

W pasmanterii zadałam szyku, pani sprzedawczyni była zbudowana, że tak dobrze wiem, czego chcę (i miała to :)), Mańce zaś szczęka opadła, gdy zorientowała się po metce, że na jeden lambrekin poszło ok. 800 m kordonka :).

szydełkowy lambrekin

Zawiesiliśmy starym dobrym sposobem na kijku. Nie wszędzie to pasuje, ale akurat tu – bingo.

szydełkowy lambrekin

Przygoda druga była taka, że po zawieszeniu pierwszego, gotowego, wydawało by się, lambrekinu, nieco się skrzywiliśmy, że chyba jednak za krótki… Niedoróbek nie chcemy! Wyrobiłam się ze zrobieniem drugiego i przedłużeniem pierwszego, nawet nie musiałam zarywać nocki i nawet gospodarze mnie nie wygonili za zasiedzenie.

koronkowe lambrekiny w oknach

Przygoda trzecia polegała na tym, że wyczerpała mi się bateria w aparacie. Ale telefony też są i można się jakoś poratować.

koronkowy lambrekin w oknie

Teraz wrócę jeszcze do naszego wychodnego: wyrwałyśmy się do Łubiany! a konkretniej do zlokalizowanej tam fabryki porcelany. Ostrzyłam sobie zęby już od dawna na ten wypad, ale nie liczyłam, że się uda tak, mimo wszystko, szybko. I były tam! Kubeczki upatrzone przeze mnie w sieci już dawno temu, kubeczki z ziołami, sześć wzorów. Szczęście 🙂 :).

kubki Lubiana kubki Lubiana1

I wiem już, jak wygląda przetacznik! Bo miętę czy pokrzywę a nawet rumianek jednak znałam wcześniej.

Na pożegnanie motyw tytułowy dzisiejszego wpisu z zasłuchiwanych przez dziatwę bezbłędnych Bajek Grajek – tu Legenda o Sielawowym Królu.


Dodaj komentarz

Jedyne takie

Po X-dziestu latach rodzice postanowili wymienić zasłony w „dużym pokoju”. Rozeznanie w salonie szyjącym zasłony i rolety, po namyśle, kalkulacjach i konsultacjach mama nabyła tkaninę, resztę pozostawiając w rękach rodziny. Moja propozycja była taka: zrobię koronki

szydełkowe koronkii udekoruję nimi dół zasłon, zaś zamiast dotychczasowej krótkiej firanki będzie lambrekin z tej samej tkaniny, przedłużony koronką do kompletu.

lambrekin z koronkąWisi. I mówię mamie: to jedyne takie zasłony na świecie, o.

lambrekin z koronką


Dodaj komentarz

Przedświątecznie

Najwyższa pora wysłać życzenia bożonarodzeniowe do tych, co wprawdzie nie na morzu, ale – za morzem, lub nad morzem, albo za górami i też za lasami. Znaczy do tych, z którymi w święta się nie zobaczymy, a sercu bliscy. Przystąpiłam więc do dzieła, nabyłam kartki i oświeciło mnie, żeby dodać coś od siebie i dodałam śnieżynki. Do koperty w sam raz.

szydełkowe śnieżynkiJeśli chodzi o kartki to nie ukrywam, że Stachu z Antkiem nauczyli mnie wysyłać takie z reprodukcjami dzieł malarzy rozmaitych i tu żałuję, żem się nigdy jeszcze nie natknęła na moje dzieło ulubione: Pokłon pasterzy Rembrandta. To dopiero dzieło. W tym temacie nic piękniejszego chyba nie widziałam. Subiektywnie.

Z kartkami też mi się przypomina taka historyjka, jak kiedyś (co najmniej naście lat temu) jakiś znajomy wysłał do swego kolegi Anglika kartkę świąteczną ze stajenką (normalne – Boże Narodzenie, nie?). Kolega bardzo ucieszony odpisał mu: „Thank you for your eccentric card.” Ale beka. Powinno być chyba „season’s greetings” czy „happy winter holiday”, bo już nie wiem.

My w każdym razie pozostajemy eccentric.

szydełkowe śnieżynkiA poza tym trzeba by w domu nieco posprzątać. Przeprowadziłam jedną szerzej zakrojoną akcję, mniejsza o to, ale przy okazji doszło do tego, że zdjęłam i uprałam lambrekin (szacowny – to chyba pierwsza rzecz, którą zrobiłam do nas do domu!) znad kuchennego okna. Nie przyznam się, ile czasu wisiał, dość że po upraniu „odzyskał swój dawny prosiaczkowy kolor”, że zacytuję klasyka.

szydełkowy lambrekinZ tym kolorem, to trochę odwrotnie, bo Prosiaczek aby odzyskać kolor, wytarzał się w błocie, a tu właśnie miało być w drugą stronę, ale tak mi się skojarzyło…


Dodaj komentarz

Rolet odsłona kolejna

Ostatnio udało mi się sprawić radość Asi, naszej nadwornej ogrodniczce, która urządza swoje nowe mieszkanie. Szukała pomysłu na dekorację okna i przyuważyła nasze rozwiązanie: len na patyku, związany sznurkiem.

lniana roleta dyliżansowaKarnisz z lasu, podpórki z lasu. Zabrałam się za przygotowanie podobnych rolet (ho ho, rolet) dla Asi. Oczywiście jak zwykle najdłużej zajęło szukanie odpowiedniego karnisza. Udało się za drugim podejściem (=drugą wycieczką do lasu). I nastąpiło ulepszenie względem naszego: sznurki. Ten asiowy jest bodaj lniany, miękki i przyjemny w wiązaniu, lepszy niż nasz. Z czasem zmienię. W dodatku pan w sklepie podpowiedział mi, żeby zamoczyć końcówki w kleju lub lakierze, żeby się nie rozwarstwiały (to nie plastik, żeby można było przypalić).

szara roleta dyliżansowaA żeby nie było tak szaro, dorzucę trochę pasków. U nas w sypialni okno jest potrójne i tutaj znaleźć karnisz to dopiero było wyzwanie. Ale udało się i wtedy już tylko trzeba było uszyć trzy rolety. Związałam tym razem kolorowymi bawełnianymi sznurkami odzieżowymi.

roleta dyliżansowa w paski


Dodaj komentarz

Roleta dyliżansowa

W pokoju, który pełnić ma także funkcję sypialni, warto mieć możliwość zasłonięcia okna :). Zatem tutaj patent z koronką na kiju trzeba było zmodyfikować, nie rezygnując z kija oczywiście. Szukałam pomysłu i szukałam, aż znalazłam – bodajże w jednym z brytyjskich pisemek wnętrzarskich. Dokonałam modyfikacji na swój użytek i doczytałam się, że to, co wymyśliłam, już istnieje i nazywa się „roleta dyliżansowa”. Banalnie proste, do tego stopnia, że sama mogłam ją uszyć. Oto postać zwinięta:

DSC_2675

Wiązanie sznurkiem nie stanowi szczytu wygody, ale rzadko ją spuszczamy, a miało być łatwe w wykonaniu! Karnisz i podpórki oczywiście z lasu.

DSC_2580


1 komentarz

Drewno, a zwłaszcza patyki

Szydełko szydełkiem, lecz DREWNO to poezja. Weźmy choćby patyki. Myśl moja poszła w tym kierunku: czymże jest karnisz? Długim kawałkiem prostego kija. Zatem nie muszę kupować, mogę przynieść z lasu. Ale myliłby się ten, kto myśli, że znaleźć odpowiedni badyl to prosta sprawa. Na pierwszy ogień poszła kuchnia, bo tam miałam już gotową koronkę.

DSC_2490

Potem był pokój dzieci, było trochę zabawy z koralikami, ale wisi ( i nie jest to jedyny pociąg w tym pokoju).

P1070796

Pewien kłopot sprawiła nam początkowo kwestia sposobu zawieszenia owych karniszy. Lecz wkrótce rozpoczęła się epopeja patykowych haczyków, która twa do dziś w różnych zastosowaniach: jako podpórki pod karnisze, jako wieszaki na kurtki w przedpokoju (te są solidne),

P1070815

Jako wieszaki na ręczniki w łazience (subtelniejsze).

P1070811

Ciąg dalszy nastąpi, patyki są niezastąpione!