Pukapuka

Geo Rękodzieo


1 komentarz

Gdzie król piechotą chodzi

Chwila refleksji doprowadziła mnie do uświadomienia sobie, że  – wbrew pozorom – o naszych łazienkach to ja już wspominałam TYLE RAZY, że proszę: o prapoczątkach, gdy robiliśmy wieszaki z patyków pisałam TU, o panoramie Tatr oprawionej w ramę okienną i o tym, że skończyliśmy urządzać łazienkę TU, o problemach z drążeniem pnia pod umywalkę TU. I pewnie jeszcze coś tam było.

A jednak. Jednak jeszcze jedna sprawa nie dawała niektórym spokoju. Zwłaszcza mojej mamie (Mamo, buziaki!). Otóż w łazience stoi narożny sedes. I jego pokrywa, ta od spłuczki (przepraszam, nie znam fachowego słownictwa) była w jednym miejscu stuknięta, znaczy – nieestetycznie obłupana. Trochę nas to męczyło, ale nie tak jak mamę, kombinowała, co by tu. Chciała żabkę naklejać, listki z modeliny robić. Maciek twardo opierał się tym wycieczkom a lata mijały…

Lecz nastał ten dzień, gdy okazało się, że Ikea też się do czegoś przydaje. Nie chcę wyjść na hipokrytkę, mam swego rodzaju uznanie dla tego sklepu (co za organizacja sprzedaży!), co więcej – korzystam na co dzień z kilku ich mebli. Tak tak. Ale moja mentalność tak już przestawiła wajchę na to co niepowtarzalne a najlepiej – zrobione przez Pukapuka, że łódź moja rzadko przybija już do ich brzegu. Coraz rzadziej.

Wracam do urwanego wątku. Otóż przezornie nie pozbyliśmy się ścinków dębowego ikeowego blatu (blat z Ikei mamy, ale przecież cieliśmy go sami). I one to – ścinki blatowe zostały użyte bynajmniej nie do maskowania obłupania, lecz do CAŁKOWITEGO ZASTĄPIENIA POKRYWY.

Aby tego dokonać Maciek puścił w ruch różne swoje potworne maszyny, kluczową rolę odegrała chyba frezarka. To JEST potwór.

I tym sposobem pozbyliśmy się obłupinki, a do łazienki, zwanej przez dzieci „drewnianą” doszło nowe drewno. Dołączyło do drewnianej deski, drewnianej mydelniczki, drewnianego włącznika, drewnianych ramek…

Ale to nie koniec. Maciek tak się rozochocił, że wziął drugi ścinek od blatu i zmajstrował pokrywę do drugiej ubikacji, wcale nie obłupanej. Dotychczas, dla odróżnienia od „drewnianej”, zwana była „białą”. Nie wiem, co teraz będzie…

Reklamy


2 Komentarze

Dębowa pochwała imienin

Jesteśmy już w mieście, ale w mieście też jest życie. Przyciągnęliśmy kawałek wsi ze sobą. A było to tak.

Pojechał Maciek do tartaku, gdyż miał zaległy prezent imieninowy dla żony: zagłówek do łóżka. (Łóżko mamy już od dwóch lat, pisałam o nim TU.) Pojechał i kupił dębowe deski i dębowe kantówki. Gdyż umyślił sobie tak, że łóżko nasze będzie całe dębowe. Żona zobaczyła deski i pokręciła nosem, że za krótkie. Pojechał Maciek jeszcze raz, taktark taki, że hoho, hektary, stosy drewna, kłody, deski, tirami się zajeżdża po budulec generalnie. Idzie do pana, pan patrzy i mówi:

-Co, pan znowu po dwie deski?

-Po jedną…

dębowe deski

Zatem mamy już te deski, już żona nosem nie kręci tylko raduje się w oczekiwaniu. Deski suche, bo jak powiedział wuj Tadeusz, mistrz stolarstwa:

-Maciek, DREWNO, drewno do obróbki musi, drewno do obróbki musi… musi… być… SUCHE.

Deski jak i kantówki. Kantówki porządne muszą być, ścięte nieco pod skosem, żeby można było oprzeć się wygodnie.

Piła, szlif, na koniec olej i skręcamy.

I jest dębowy zagłówek. Jest wygodnie do czytania, do komputera i w ogóle. Olej dał taki przyjemny miodkowy kolor i uwypuklił urocze jasne krawędzie.

 

dębowy zagłówekI jest ładnie. Jak w hacjendzie!

DSC_8210

Więc kto nie obchodzi imienin, ten niech się jeszcze zastanowi. Dębowe zagłówki na imieniny!


4 Komentarze

Wątek GŁÓWNY i wątki poboczne

Wątek główny jest duży i ciężki. Znany zresztą skądinąd – to nasz pień zdobyczny, niegdyś dzielnie wtaczany na wysokości przez trzech budrysów i umieszczony na tarasie, gdzie służył nam za stół. Szczerze, to myślałam, że tak już zostanie, aż sobie tam zgnije i się go wyrzuci. Lecz ku mojemu zdumieniu Maciek wyszedł z inicjatywą, że go jednak awansujemy do salonu, jak to było w pierwotnym zamiarze. Zdążył jeszcze ze szlifem przed serią jesiennych siąpawek i proszę.

stół z pniaNatura niedoskonałości swoje ma.stół z pniaAle my je lubimy i ach, co tu kryć, wpasował nam się pięknie. Jest tak duży, że wygodnie można pograć w planszówki w 8 osób (testowane). A i kawunia i przegryzka w razie czego. I lekturę odłożyć można…

pnie w salonieZaś jeśli chodzi o wątki poboczne – oto i one: dwa poprzednie pieńki w salonie. Pierwsze było siedzisko, drugi to dębowa słoniowa noga, która była rezerwową nogą do naszego łóżka, ostatecznie niewykorzystaną. Za to stanął na niej nasz fikus, aby utrudnić Jasiowi rozrabiakowi grzebanie w donicy. Pieniek nie został wyrównany do poziomu, więc razem z fikusem tworzą malowniczą krzywą wieżę.

llniana podkładka z koronkąTak więc mamy teraz przytulny kącik na jesienne popołudnia i wieczory…


3 Komentarze

Łóżkowe foto story

Spokojnie, golasów nie będzie. Ale oto! dziś przespaliśmy pierwszą noc na naszym prawdziwym łóżku! Po niemal trzech latach spania na materacu. TA DAM!dębowe łóżko z pieńkówPieszczotliwie zwać je będziemy Lotniskowiec.

Otóż dlaczegóż trzy lata na materacu? Poniewóż Maciek pragnął łóżko nasze uczynić samemu. I miało to być łóżko dębowe. Zatem przewieźliśmy z Mazur pieńki dębowe, jeszcze zanim przyjechał jesion pod umywalkę. Stały i schły. Przyszedł czas na korowanie, potem zaliczyły jeszcze wizytę w suszarni. W międzyczasie przyjechały z tartaku dębowe deski i kantówki, pan Piotr wyładowując je powiedział: „warto ich użyć jak najszybciej, żeby się nie wypaczyły”. To było jakieś dwa lata temu?… A w tle cały czas trwało obmyślanie koncepcji konstrukcji i znów szeroko zakrojone konsultacje. Maciek zazwyczaj tłumaczył słownie, potem przechodził do rysowania i wszyscy się dziwowali, co też on wymyślił i jakże on to zrobi. Faktem jest, że z pewną nieśmiałością o tym myślał i pieńki już były u stolarza, który zadeklarował, że przytnie je odpowiednio, lecz oto stanęło na tym, że kluczowych cięć Maciek dokonał sam. A walnie do tego przyczyniła się udana próba z jesionowym pniem pod umywalkę, o którym pisałam ostatnio i z ławą do przedpokoju, o której napiszę wkrótce. Mianowicie: dobra piła i pewna ręka to grunt!

I teraz szybki przegląd tego, co działo się u nas od poniedziałku, czyli chlubnego epilogu tych trzech lat rozmyślań i pełzających działań:

dębowe pieńki do łóżkarama łóżkaKiedy już elementy były dopasowane, oszlifowane, zaolejowane, przystąpiliśmy do składania w miejscu docelowym. Jakże to nierozsądni są ludzie, którzy mając taki sympatyczny, przestronny pokój zastawiają go sobie taką kolubryną? To my :).

rama łóżkaOstatni akord: szczebelki:

pieniek jako noga łóżkaI jak to się mówi: YEAH.

łóżko dęboweW tym miejscu należy napisać: Marku, dziękujemy za piłę! Bez niej kto wie ile jeszcze lat czekalibyśmy na łóżko!

To wprawdzie nie koniec – w fazie planowania jest zagłówek. Ale tymczasem pieńki już się nie pałętają po domu, dębowy pył chwilowo nie będzie się wciskał we wszystkie szczeliny (jak go w końcu z nich wytrzebimy), innymi słowy – na razie dość. Spać.