Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Ludzie i pompony

Potrzeba innowacji skłoniła mnie do zakupu osprzętu do wykonywania pomponów. Dokończyłam żółciutką czapkę, którą, wbrew obyczajowi, robiłam od dołu do góry i w związku z tym potrzebowałam odpowiedniego wykończenia. Pomponowego.

żółta czapka na szydełku

Sąsiadeczka obdarowała mnie wełną, uznała, że już jej nie przerobi. A ja tam przerobię co mi tylko się nawinie, wzięłam, podziękowawszy. Wydziergałam grubaska takiego i też zapragnęłam rozweselić go pomponem. U nas zwanym bąbelkiem (jasiowy wynalazek).

zielona wełniana czapka

A skoro już mowa o sąsiadce i wełnie od niej – dała mi też kilka dużych motków wełny czerwonej. Robię z niej teraz coś takiego, że oko mi bieleje, gdy zbieleje to się pochwalę.

Potem zaś rozmawiałam z chłopcami. Szymon poprosił o czapkę jasnoniebieską. Ale z pomponem. Pytał, czy robię z pomponem. Już teraz robię. Jakoś nie mogłam przeżyć tej jasnoniebieskiej jednokolorowości, zakończyłam żółciutko-turkusowo. I strzeliło mi wtedy do łba, żeby takiż dwukolorowy zrobić i pompon.

niebieska czapka wełniana z pomponem

Szymon zadzwonił, że jest extra. Ufam jego słowu.

A potem rozmawiałam z Matikiem. On z kolei pragnął trzech pomponów. Samych. Jeden różowy (ale taki, że…!), jeden niebieski i jeden fioletowy. Ten fioletowy nie był taki że…!, ale innego nie znalazłam.

kolorowe pompony

Mam nadzieję, że mi powie, do czego mu one. A zresztą.

I jeszcze, jeszcze ostatnio trzasnęłam w warkocze (lubię warkocze!).

wełniana czapka w warkocze

Tak myślałam, żeby jej jeszcze nie pokazywać, bo planuję zrobić do niej do kompletu komin (w warkocze), ale może nie zrobię? A wpisik już prawie gotowy, to się załapała.

Jeszcze jedną planuję poszerzyć o komin, ale na razie jest sama czapka. Tym razem to nie merynos (:o), ale alpaka. Chciałam wypróbować tę kosmatą włóczkę, jest mięciusia, milusia i leciutka jak chmurka. Taka misiowo-beżowa, że pomyślałam, iżby należało jakiegoś pukapukowego pazurka jej dodać. Więc na brzeżek poszedł turkusowy merynos i na pompon zielona wełna. Więc mamy taki egzemplarz multiwełnowy.

wełniana czapka z pomponem

Obiecuję, że już niedługo pojawi się coś drewnianego! Hej. Hop.

Reklamy


Dodaj komentarz

KOLORU pragnę!

Co się porobiło z pogodą to… słów mi brakuje, chciałam jakimś poetyckim tekstem zabłysnąć, może: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”, ale to jeszcze NIE jesień! Na Boga!

Ale czekamy zatem na jesień, oby łaskawszą była.

A gdyby nie była: zbroimy się: w kolory i w ciepłotę. Przed Państwem część mego letniego urobku. Zapraszam. Fanfary.

Większość zrobiłam z zabójczo miękkiej, niegryzącej wełny merynosa. Ale niektóre z resztek zeszłorocznej alpaki. Też miła.

Większość robiłam sprawdzonym sposobem w rozmaite paski, ale zastosowałam i nową ukośną plecionkę. A także motyw warkocza.

Częściowo rozmiary dorosłe, ale nie zabrakło i dziecięcych.

I pierwsze podejście do opaski. Z warkoczem.

opaska szydełkowa z warkoczem

I jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.

Niech nam jesień kolorową i ciepłą będzie.


4 Komentarze

Przymiarka do podsumowania zimy

Odwilż błotnista nas osaczyła i taka jej zaleta, że zapowiada przedwiośnie! Zabrałam się więc za zgrubne podsumowanie zimowego sezonu (choć fabryka nie pauzuje) i postanowiłam wrzucić tu kilka fotek, które (choć nie wszystkie) swoją premierę miały na fejsiku. Ale po pierwsze, jako się rzekło – nie wszystkie, po drugie – poza fejsikiem też jest życie, zobacz ludu niefejsikowy dzieła te.

Zanim zaleją nas czapki, zacznę od komina, który właściwie jest zaplątanym szalikiem, a który zrobiłam dla cioci Zosi i było to moje pierwsze podejście do wełny merynosa. I nie ostatnie, o jakże nie ostatnie!

Były także czapki dla Nowożeńców, z życzeniami, żeby zawsze znajdowali część wspólną.

czapki dla nowożeńców

Hasło to okazało się inspirujące i przyszło zamówienie na następne czapki dla następnych Nowożeńców. Kolorystyka się podobała, pomysł też, ale zastrzegłam, że takich samych nie zrobię, ponieważ takich samych nie robię. I zrobiłam takie.

czapki dla nowożeńców

Oprócz ślubów i inne okazja w życiu człowieka się zdarzają, ot takie na przykład urodziny. A już najlepiej to okrągłe. Bo Antek na przykład miał trzydzieste. A Wojtek czterdzieste.

Za to zupełnie bez okazji Julia chciała mieć czapkę pod kolor okularów. A Ela pod kolor kurtki, dłuższą.

A Justyna zainspirowała się czapką Julii i chciała jeszcze dla Anielki. I potem poszła w czapce do pracy na górę gór.

A dla wytchnienia od czapek wrzucę skarpetuńcie. Aniela potrzebowała ogrzać nóżki Bronkowi. Zrobiłam mu skarpetki, ale trudno było wcisnąć przez piętę na tłustą nóżkę i uradziłyśmy, że takiej nóżce pięty nie trzeba. Więc zrobiłam skarpetki a la probówki.

skarpetki-probówki dla dzidziusia

Za to Kasia poprosiła o czapkę dla Tomka – granatową w plecionkę. I mam jeszcze drugą w plecionkę, szarą, rozmiar dzidziusiowy.

I był jeszcze komin granatowo-różowy pod kolor kurtki oraz do kompletu do czapki, lecz ileż można o tych czapkach, więc już tylko komin pokażę.

komin wełniany z merynosa

I jeszcze były rękawiczki z warkoczami, i jeszcze dla Magdy, i dla Kuby, i dla Tadzia, i Anety i jeszcze i jeszcze i na razie wystarczy. Ale fabryka nie pauzuje. Jak to mówią: your fabrika never sleeps.

 


2 Komentarze

Czapkę jaką Pani życzy?

I znowu marketing szeptany, tym razem w osobie Eli, przyprowadził do nas Kingę. Gdyż Kinga zapragnęła mieć czapkę. W swoich ulubionych kolorach. A także, jak to ujęła, z motywem etnicznym, bo takie lubi.

Gdy usłyszałam „motyw etniczny”, pomyślałam o jakichś azteckich szlaczkach, względnie o afrykańskiej sztuce prymitywnej. A tu: niespodzianka Kinga przysłała mi link, o taki: polskie hafty ludowe. I jeszcze zdjęcia do inspiracji.

Co tu kryć, urzekły mnie. Haft to nie ja, ostatni raz chyba haftowałam richelieu przed maturą, żeby nie było, że nic nie robię, ale gdy to zobaczyłam… masełko…

Teraz nic tylko szydło w garść i coś z tego wyciągnąć. Acha, a to szydło miałam oczywiście w kieszeni kurtki, gdy o 6 rano w pewną sobotę pomykałam na dworzec, żeby włóczki odebrać od Klaudii i już w drodze powrotnej z dworca mogłam zacząć. Palce mnie swędzą do szydełka, tak mam.

Wyciągnęłam to.

czapka z motywem ludowym

I patrzę tak na tę czapkę i widzę jeszcze tyle niewykorzystanego potencjału w tych haftach. Nie trzeba sięgać po norweskie sweterki, żeby ludowe dziergi zastosować, ach ten potencjał. Będziemy drążyć.

A Kinga zdaje się zadowolona, bo z własnej nieprzymuszonej woli podesłała mi fotki.

Czapka gruba, miękka, miła. 100% merynos. Miękka, miła.


Dodaj komentarz

Motyw tatrzański

Gdy Paweł wygrał czapkę w naszym konkursie, zapytałam, jaka ma być. Początkowo nie miał szczególnych życzeń, więc tylko zmierzyłam mu głowę i zapytałam o kolor kurtki: jasno szara i czerwona. Już coś. Na tym mieliśmy zakończyć, ale zawahał się chłopak chwilę i mówi, że motyw tatrzański zawsze byłby bliski jego sercu (albo jakoś tak, nie zacytuję dosłownie). Oooch. To ja chętnie. Miałam gdzieś w zakamarku głowy tajny plan, tylko jeszcze nie było pretekstu, by go zrealizować.

Przystąpiłam do realizacji. Na początek wyszukałam w sieci to:

A jest to panorama Tatr z Doliny Białej Wody.

Pociągłam kreską po grani, żeby wzorem czapki astronoma (kocham te krzyżujące się inspiracje!) utworzyć krzywą zmian grani obrazującą szczyty wznoszące. Potem, korzystając z zapasów czerwonej, pomarańczowej i szarej alpaki, wysnułam to:

Młynarz, Niżnie Rysy, Żabia Czuba, coś widać. Kto nie wie, nie pozna, ale kto wie, ten już wie.

Teraz to już pozostaje tylko zacytować Władysława Broniewskiego:

Tam litworowe doliny

Czarne stawy wyśniły,

Górą jasna pogoda,

A dołem biała woda

Pośród kosodrzewiny.

Paweł, dzięki za foto. I patrząc na nie myślę listopadowo, że trzeba pamiętać o tych, co w górach, i o tych co na morzu…

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

 


Dodaj komentarz

Jesienna dziewczynka

Kiedyś, w innej porze roku, Hania narysowała komplet, jaki chciałaby mieć.

projekt zestawu zimowego

Nie ukrywam, że użyty zestaw kolorów nieco mnie zaskoczył, ale co tam. Obiecałam Hani, że zrobię to dla niej. Zaczęłam od getrów i zrobiłam z grubsza zgodnie z projektem. Komin też, no, jak cię mogę. Przy czapce pytam: Haniu, czy mogę trochę zmodyfikować? Dostałam pozwolenie, zmodyfikowałam, tylko kolory zostały te same. I na koniec rękawiczki. Mój debiut. Też dostałam zgodę na lekką modyfikację.

Jest komplecik. Kolory takie jesienne, może być. W sam raz się nada, bo nadchodzą dni wędrówek ze zniczami i gałązkami, rodzinę odwiedzić i Wszystkich Świętych wspominać, bywa zimno. A to mięciutki merynos.

jesienno-zimowy komplet wełniany

Myślałam o sesji zdjęciowej w złotych jesiennych liściach, ale będzie na razie tylko tyle:

dziewczynka w wełnianym kompleciku

Rękawiczki skończyłam wczoraj wieczorem a dziś rano Jaś wdrapał mi się na kolana i mówi: Mamo, ja tez chcę rękawicki z włócki.

Właśnie nadchodzi nowa dostawa wełny. Świecie, szykuj się!


Dodaj komentarz

And the czapka goes to…

A zatem.

Bardzo nam się podobają te zabawy, emocje takie, że hej.

Bardzo dziękujemy za komentarze, przyjemność przeczytać, serio. Ale wybierał i tak ślepy los, czy też raczej paluszki Haneczki. Przy świadkach.

No już, już.

Czapka trafi do Pawła! Tratatata! Paweł już wie i już sobie zażyczył co trzeba, oczekuje na czapkę a my na zdjęcie w czapce.

Pozostali niech nie tracą nadziei, jeszcze coś kiedyś wymyślimy, żeby było wesoło. A tymczasem popatrzcie, co udało mi się wydziergać niby przypadkiem, bo to urocze cieniowanie w imieniu wynikło z posiadanych resztek włóczki.

czapka Pukapuka