Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Kaczuszko, wieśmaki są tak duże, duże, duże

Nic się nie dzieje. W oknach zawisły kolejne ptasie lambrekiny (żurawiowy był pierwszy, pisałam o nim TU, a klangor słyszymy codziennie), latem doszło ptactwo domowe: kaczuszki duże

DSC_1343DSC_0906

A także kaczuszki małe, podążające za mamusią

DSC_1344

I jeszcze kurczaczki

lambrekin szydełkowy z kurczaczkami

Maka też gdzieś widzieliśmy na łąkach, to już się mogą spotkać. Kaczuszka z makiem. Lecz kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest.

Przybyły nam różne kwiatki, przylatują do nich trzmiele, motyle… Surfinie dyndają sobie przy drzwiach i tak ładnie jest.

I pasikoniki czmychają spod palców. I stare radio gra, łapie fale, bo z braku bystrego internetu dzieci odkryły „Radio dzieciom” (i pytają, czy po wakacjach też będzie). I nic się nie dzieje.


1 komentarz

Lawenda na Instagramie

Wrzucając zajawkę o tym sweterku w swoje kanały tak zwanych mediów społecznościowych, określiłam go mianem lawendowego. Zaraz wrócę do sweterka, teraz o owych mediach. Fanpejdż na fejsiku wisi już jakiś czas, kto jeszcze nie polubił – zapraszam. Za to profil na Instagramie całkiem świeży jest, proszę się nie gniewać, że prowadzę go po angielsku (dlaczego to się za jakiś czas okaże) i też obserwować. Komentować, lubić i w ogóle posyłać w świat też można. Instagram rządzi się zdjęciami, będą tam więc wybrane zdjęcia, które już znacie oraz rozmaitości nieznane, niepublikowane zgoła nigdzie indziej.

A sweterek. Jest uroczy, Użytkowniczka zadowolona. Lekki, dość cienki, ale ciepły, z mieszanki bawełny z wełną merynosa. Z rozpędu napisałam, że lawendowy, ale uczciwie to wypadałoby go nazwać może lila?

Robiłam go według własnego pomysłu, trochę „na pałę”. Miały być długi, luźny, rękaw 2/3 lub 3/4.

Pierwszą wersję dekoltu prułam, druga wyszła nieźle, takie po prostu pęknięcie.

sweter lila na szydełku

Na dole wąski ściągacz, rękawy niczym trąbka słonia przed chwyceniem jej przez krokodyla.

Taki miły oversize.

A robiłam słupkami od dołu do góry i poczciwe te słupki kochane okazały się takie wydajne, no naprawdę. Mam ciągotki do eksperymentowania, szukania nowych ściegów, one wszystkie okazują się zawsze takie włóczkożerne, a wystarczy sięgnąć do słupków i tak ładnie starcza na wszystko…


2 komentarze

Kocyk dzidziusiowy

Już za chwileczkę, już za momencik po tej stronie świata pojawi się Mały Kawaler. W środku ciepło, na zewnątrz zimno, i to zimniej, niż przewidzieli na tegoroczny maj najstarsi górale. Gdybym wiedziała zawczasu, to może robiłabym z wełny a nie z bawełny, ale, ALE KIEDYŚ W KOŃCU ZROBI SIĘ CIEPŁO, hm?!?

Zrobiłam mianowicie ten oto kocyk.bawełniany kocyk niemowlęcy na szydełku

Ma 75×100 cm i tak myślę, że na początek będzie w sam raz. Schemat zaczerpnęłam stąd i wygląda tak:

Spodobał mi się i wydał prosty a efektowny, lecz chwilę mi zajęło, zanim jednak się połapałam co i jak. Ale gdy już się połapałam, okazało się, że faktycznie prosty. I efektowny.

Na koniec trzeba było dać jakiś brzeg ładny. Najpierw poszło tak:

bawełniany kocyk szydełkowy

Ładnie, ale jednak pomyślałam, że się dzidziusiowi będą paluszki w tych fidrygałkach plątać i uprościłam sprawę.

100% bawełna. 100% ręczna robota.

Pani Aniu, niech się Szymon Maksymilian dobrze chowa!


Dodaj komentarz

Love is in the air…

Zadzwonił do mnie On w sprawie prezentu dla Żony z okazji rocznicy ślubu. Widział kiedyś u mnie na blogu pokrowiec na telefon i pomyślał, że im też by się przydał, taki żeby dwa smartfony weszły i z jakimś akcentem rocznicowym. To mówię: zrobi się, zapodaj kolego wymiary, kolory, resztę zostaw mnie.

Dosłał mi kolega wymiary, jeśli chodzi o kolory to z sobie tylko znanych powodów powiedział, że mają być „raczej ciepłe i jasne niż zimne i ciemne”. A te powody były kluczowe. Gdy bowiem doszliśmy do zafrasowania się nad kwestią, czy zielony jest kolorem ciepłym, musiałam dopytać o co właściwie chodzi. Bo, mówię, nieważne czy ciepły czy nieciepły, ważne czy się PODOBA. Więc wyśpiewał mi wszystko jak ptaszyna i już wiedziałam, jak działać dalej.

On o tym nie wie (Ona też nie), że udało się za trzecim podejściem. Pierwsze było nietrafione, drugie już lepiej, ale poszło prutko i przy trzecim tylko już kosmetyka.

Żeby nie napaćkać za dużo szczegółów, poprzestałam na pierwszych literach imion.

I serduszko musiało się pojawić w jakiejś postaci, więc się pojawiło w postaci guziczka.

Tak się prezentuje otwarty i zamknięty. I kiedy już skończyłam, poszłam spać i przyśniło mi się, tak, PRZYŚNIŁO MI SIĘ, żeby zrobić dziurkę, przez którą będzie można wetknąć kabelek ładowarki! Sprułam więc jeszcze klapkę, zrobiłam dziurkę i jest: pokrowiec z dziurką!

szydełkowy pokrowiec na telefon

Ne był to koniec przygód. Jeszcze nerwowa atmosfera na placu zabaw, tajemnicza rozmowa na ulicy Lisowskiej, obserwowana zza płota, wreszcie jeden samochód odjeżdża, drugi zajeżdża i oto następuje przekazanie rocznicowego drobiazgu. A potem kolacja we dwoje i wręczenie, ale tam już mnie nie było.

Sto lat Młodej Parze, niech telefony będą w nim schowane jak najczęściej!

Tomek, dostarczyłeś mi podśmiechawki na dwa dni. Dziękuję.


Dodaj komentarz

Gustowny dodatek

Prosta granatowa sukienka. Można ją ożywić/upiększyć/uszlachetnić/urozmaicić szykownym białym kołnierzykiem. Byle znaleźć odpowiedni. Albo odpowiednią osobę, która go zrobi!

W tym przypadku nie trzeba było szukać daleko.

Dostałam sukienkę w swe łapska i zadziałałam.

koronkowy szydełkowy kołnierzyk

Potem przyłożyłam do sukienki (z drżeniem lekkim, bo przy robocie nie przykładałam).

koronkowy kołnierzyk szydełkowy

A potem to już pozostało tylko przyłożyć do Właścicielki.

Leży jak ulał. Mąż zachwycony (deklaratywnie). Teraz to już tylko na akademie do wnuków pomykać w takim ubranku pozostało chyba, czy nie?


2 komentarze

NA RZU TA! Geo Rękodzieo w natarciu.

Zima poszła precz. Można było wziąć się za długo odkładane projekty. Jednym z nich była narzuta dla Tadzia. Już mu jedną kiedyś zrobiłam, ale przedobrzyłam, za szeroka i zwisała tak sobie nieestetycznie. Olśniło mnie – tę zawieziemy na wioskę, tam potrzebna i dołączy do innej pasiastej. A Tadziowi zrobię nową, lepiej dopasowaną. Chciałam też pchnąć coś w kierunku bardzo udanym sprzed roku, gdy zrobiłam dla Julii AFRYKĘ.

Wymyśliłam, że szarpnę się na narzutę z Ameryką. Nie byle jaką, bo POŁUDNIOWĄ. Lecz Tadeusz powiedział NIE. ??? Chciał z Polską, lecz mówię, stary, Polska piękny kraj, ale kształt nie ten. Ma być podłużny. Podłużny? To poproszę Madagaskar.

Dumnam, że dzieciak wie, co podłużnego można u mamy zamówić. Madagaskar.

Włóczki zebrane, ale całą sztuka w odpowiednim odwzorowaniu i przetransponowaniu mapy na życzony rozmiar z uwzględnieniem grubości włóczki…

Do dzieła. Gdy już zaczęłam to poooszłooo!

narzuta Madagaskar

A przy tej okazji wypadło mi studiować linię brzegową tej wyspy, jakoś wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak urozmaicone jest jej północno-zachodnie wybrzeże, Te zatoczki, półwyspy… Bo że linia wschodniego jest tak wyrównana to kojarzyłam.

I masz babo placek:

narzuta Madagaskar

Tylko że ona teraz leży na górnym piętrze piętrowego łóżka, więc jest tylko takim hołdem dla Stwórcy, nieoglądanym okiem człowieka. Niczym maszkarony na wieżach gotyckich katedr.

Ale zanim tam trafiła, można było podróżować palcem po mapie i plecami po narzucie.

chłopcy na narzucie Madagaskar


2 komentarze

Siatka na sprawunki

Eko, trendy, natural. W rytm tych trzech słów bije moje serce. I może jeszcze hygge. Tak, na pewno hygge. A co może być bardziej eko, trendy, natural i w dodatku hygge, niż zrobić SAMEMU, RĘCZNIE, BEZ WYZYSKU, Z NATURALNYCH SUROWCÓW siatkę na sprawunki, żeby nie brać od sprzedawców tych paskudnych, plastikowych (a fe!) torebek, i to w dodatku od LOKALNYCH sprzedawców, sprzedających produkty WŁASNE, LOKALNE i jeszcze do tego SEZONOWE. A jeszcze pojechać po te zakupy komunikacją miejską (no, może być jeszcze piechotą lub rowerem).

Jaja na boczku, czyli żarty na bok, bo ja tu naprawdę odpaliłam mega giga super projekt.

Kilka lat temu zapałałam chęcią poszydełkowania ze sznurków różnych i z tamtego czasu miałam sznurek bawełniany (wędliniarski zresztą). I sznurek jutowy, z którego wtedy zrobiłam przymiarkę do abażuru i stopniowo ten abażur spruwam (nie nadał się, albo mi poprzeczka podskoczyła). Zatem zapragnęłam tej siatki i ją zrobiłam.

sznurkowa siatka na sprawunki

Dno zrobiłam ze sznurka jutowego, ścisłe, żeby nie przelatywało nic i w ogóle, żeby takie mocniejsze było, żeby postawić można było. Wyżej siatką biały sznurek bawełniany, żeby z kolei było lekko.

I na górze znowu jutowy, takie wzmocnienie i efekt estetyczny. Początkowo wyobrażałam sobie, że będzie nieco dłuższa, ale w sumie gdy się zapełni to się nieco rozciąga i ten rozmiar jest dobry. Tak naprawdę, to nie starczyło mi tego sznurka wędliniarskiego na więcej, a zanim się kupi nowy, warto wykorzystać to co się ma.

I elegancko ze 4 kilo jabłek tam wchodzi i jeszcze co, a jutro dzień targowy na najlepszym bazarku w promieniu… wielu kilometrów (napisałabym kilkuset, ale to może przesada. Kilkudziesięciu pewnie.). Może uda się wyrwać.