Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

KOLORU pragnę!

Co się porobiło z pogodą to… słów mi brakuje, chciałam jakimś poetyckim tekstem zabłysnąć, może: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”, ale to jeszcze NIE jesień! Na Boga!

Ale czekamy zatem na jesień, oby łaskawszą była.

A gdyby nie była: zbroimy się: w kolory i w ciepłotę. Przed Państwem część mego letniego urobku. Zapraszam. Fanfary.

Większość zrobiłam z zabójczo miękkiej, niegryzącej wełny merynosa. Ale niektóre z resztek zeszłorocznej alpaki. Też miła.

Większość robiłam sprawdzonym sposobem w rozmaite paski, ale zastosowałam i nową ukośną plecionkę. A także motyw warkocza.

Częściowo rozmiary dorosłe, ale nie zabrakło i dziecięcych.

I pierwsze podejście do opaski. Z warkoczem.

opaska szydełkowa z warkoczem

I jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.

Niech nam jesień kolorową i ciepłą będzie.

Reklamy


8 Komentarzy

Trochę zimy tej wiosny

Nie dalej jak w niedzielę zlewaliśmy się szlauchem na tarasie, biegając w samych gatkach (niektórzy), a nie dalej jak wczoraj grad nam pranie skosił. Ot i kwiecień plecień. Ale przynajmniej dostarczył argumentu na grubaśny wełniany sweter.

Zamówienie było na sweter typu kardigan. Szukałam i znalazłam coś takiego.

Crochet-Fishers-Island-Cardigan

Taka pani niczego sobie i sweter ładny, schemat jest, można robić. O TU.

Sweter ten robiłam już jakiś czas, ale musiałam przestać, bo tym razem liczba zamówionych motków (25) okazała się niewystarczająca. A w sklepie nie mieli już tego koloru. I u dystrybutora nie mieli. I w ogóle przestał jakby istnieć. Poczekałam, poczekałam, nic z tego czekania nie wynikło, poza tym, że zbliżyła się wiosna. Uznałam, że trzeba jednak wytrzasnąć jeszcze kilka motków spod ziemi i wytrzasnęłam.

A kolor to ładny, głębia oceanu, mówią.

kołnierz wełnianego swetra

Mogłam zatem dokończyć ostatni element – kołnierz – i wziąć się za zszywanie.

A że sweter z takiej wełny, że hoho, 35% alpaki, i taki duży i głębia oceanu i w ogóle, uznałam, że należy mu się prócz metki tekstylnej jeszcze cosik. I przemysłem własnym, z użyciem bożonarodzeniowej, niezastąpionej lutownicy pukapukowej machnęłam skórzany szyldzik. A pleć się kwietniu, tylko na Wielkanoc przepleć lata, proszę.


4 Komentarze

Nie straszny nam mróz, jest sweter!

Hej, warkocze! Ciekawe, kiedy mi się znudzą. Zanim jeszcze umiałam je zrobić zapytała mnie Aneta (to było po wpisie o skarpetach, gdzie cytowałam moją pogawędkę z tramwaju, kiedy się chwaliłam, że na szydełku robię WSZYSTKO), czy bym jej nie zrobiła szarego golfa w warkocze. Nie przyznawszy się, że w życiu nie miałam okazji, weszłam w to jak w masło. Z kamienną twarzą wysłałam Anecie propozycję swetra do akceptu. Spodobał się. Ocho, zaczyna się zabawa. Ale na dobre się zaczęła, gdy zorientowałam się, że ten schemat z propozycji był na druty, a jak powszechnie wiadomo, ja na drutach nie robię. Zaczęłam szukać dalej. Przekopałam internet i okazało się, że schematów na szydełkowy golf z warkoczami NIE MA. Jak pragnę zdrowia, nie ma.

warkocze na szydełku

Ale jak tu odmówić takiemu pięknemu zleceniu? Jak żyć?

Zrobię, nie ma bata. SAMA WYMYŚLĘ. WYMYŚLIŁAM.

Miał być szary, wełniany, w warkocze, z wywiniętym golfem. Niezbyt obcisły.

Jeszcześmy przy robocie ustaliły, że na rękawie też będzie warkocz. A co.

wełniany sweter w warkocze

Przy przymiarce okazało się, że rękawy trochę za szerokie, ale zwęzić można. Zwęziłam. I co? I to, że zamówiłam trochę na pałę 20 motków wełny, nie wiedząc, czy to odpowiednia ilość. Okazuje się, że pewna doza doświadczenia w robocie z domieszką farta spowodowała, że po robocie, po zszyciu wszystkich elementów, skończeniu golfa zostało mi… 20 cm wełny. Achh. To uczucie satysfakcji. Bezcenne. Znowu pławiłam się w samozadowoleniu. Ale co ja. Ważne, żeby teraz Aneta pławiła się w swoim swetrze. 75% wełna owcza, 25% alpaka. I już.

 


2 Komentarze

By szewc bez butów nie chodził(a)

Trzaskam czapkę temu, czapkę tamtemu a tu patrzę – dziecku własnemu memu marzną rączki. Rękawiczki się posiały, więc, niewiele myśląc, trzasnęłam mu rękawiczki. Przynoszę mu rano do łóżka, żeby się ucieszył, a on co? „Nieee chciałem, zeby były na snurku!”. Masz ci los. Ale już nie protestuje, sznurek działa, sznurek praktyczny jest. Ale nie pokażę tych rękawiczek, choć ładne są, bo po dzisiejszej wyprawie po patyki wymagają prania.

Ale za to:

Bo właśnie mi też marzły paluszki. A miałam taką wełnę grubaśną z alpaki, którą sobie kupiłam na próbę i tak leżała i czekała na zmiłowanie, więc się zmiłowałam nad nią. I chyba sobie sznurek dorobię, bo praktyczny jest.

Przy okazji zareklamuję Stephanie, u której się zainspirowałam, a pisze ona milutkiego bloga, na którym, nie tak jak ja, rozkminia dokładnie wszystko co robi i dokładnie opisuje na zdjęciach. Rękawiczki robiła TU. Jeszcze do niej wrócimy na pewno.

A ja wracam do alpaki – zostało mi jej trochę, a że ostatnio zainspirowałam się zamówieniem Magdy a potem zamówieniem Kasi to ze skrzyżowania ich dwóch wyszło mi, żeby sobie z resztki tej alpaki strzelić jeszcze kominek na szyję.

I taki komplecik się zrodził.


Dodaj komentarz

Adwentowe kocyki

Adwent w tym roku długi, najdłuższy z możliwych. Może ktoś się zainspiruje?

Dowiedziałam się tak zwanym przypadkiem o Tęczowym Kocyku. Cytat z ich strony:

„Nasza nieformalna grupa działa na zasadach wolontariatu. Wszystkie kocyki, ubranka itp. wykonujemy z własnych materiałów. Kolejno przesyłamy je na własny koszt na adres wybranej Fundacji, z którą współpacujemy. Służą one ich małym Podopiecznym.

Te Maluszki to dzieci urodzone z wadami letalnymi, hiperwcześniaki ( urodzone między 12. a 24. tygodniem ciąży).
Maluszki tak małe, że nie można dla nich kupić ubranek, a każdy kocyk jest za duży.”

Przyszło mi na myśl, że zrobić maleńki kocyk… a co to dla mnie znowuż?

Nabyłam alpaki miękkiej, jedna koralowa, druga niebieściutka. Wytyczne były, że ma być miłe  w dotyku, w miłych kolorach.

dsc_9247

I zrobiłam i zysk mam z tego wielki. Poza tym niemierzalnym jest to genialna szkoła: można ćwiczyć nowy splot, ścieg, fakturę na małej powierzchni, po prostu zrobić próbkę. I kocyk gotowy! On naprawdę może mieć 30×30 cm! Właśnie takie maleńkie są potrzebne!

Ten koralowy ogromnie mi się spodobał, a to po prostu naprzemiennie słupek i półsłupek, a faktura wychodzi bardzo ładna i regularna. Ten niebieski to słupki z obramowaniem w plecionkę – słupkami nakładanymi w blokach. I już.

Mam nadzieję, że jakieś Maluszki się w nich utulą.

 

 


Dodaj komentarz

Motyw tatrzański

Gdy Paweł wygrał czapkę w naszym konkursie, zapytałam, jaka ma być. Początkowo nie miał szczególnych życzeń, więc tylko zmierzyłam mu głowę i zapytałam o kolor kurtki: jasno szara i czerwona. Już coś. Na tym mieliśmy zakończyć, ale zawahał się chłopak chwilę i mówi, że motyw tatrzański zawsze byłby bliski jego sercu (albo jakoś tak, nie zacytuję dosłownie). Oooch. To ja chętnie. Miałam gdzieś w zakamarku głowy tajny plan, tylko jeszcze nie było pretekstu, by go zrealizować.

Przystąpiłam do realizacji. Na początek wyszukałam w sieci to:

A jest to panorama Tatr z Doliny Białej Wody.

Pociągłam kreską po grani, żeby wzorem czapki astronoma (kocham te krzyżujące się inspiracje!) utworzyć krzywą zmian grani obrazującą szczyty wznoszące. Potem, korzystając z zapasów czerwonej, pomarańczowej i szarej alpaki, wysnułam to:

Młynarz, Niżnie Rysy, Żabia Czuba, coś widać. Kto nie wie, nie pozna, ale kto wie, ten już wie.

Teraz to już pozostaje tylko zacytować Władysława Broniewskiego:

Tam litworowe doliny

Czarne stawy wyśniły,

Górą jasna pogoda,

A dołem biała woda

Pośród kosodrzewiny.

Paweł, dzięki za foto. I patrząc na nie myślę listopadowo, że trzeba pamiętać o tych, co w górach, i o tych co na morzu…

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

 


Dodaj komentarz

And the czapka goes to…

A zatem.

Bardzo nam się podobają te zabawy, emocje takie, że hej.

Bardzo dziękujemy za komentarze, przyjemność przeczytać, serio. Ale wybierał i tak ślepy los, czy też raczej paluszki Haneczki. Przy świadkach.

No już, już.

Czapka trafi do Pawła! Tratatata! Paweł już wie i już sobie zażyczył co trzeba, oczekuje na czapkę a my na zdjęcie w czapce.

Pozostali niech nie tracą nadziei, jeszcze coś kiedyś wymyślimy, żeby było wesoło. A tymczasem popatrzcie, co udało mi się wydziergać niby przypadkiem, bo to urocze cieniowanie w imieniu wynikło z posiadanych resztek włóczki.

czapka Pukapuka