Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Lato nad morzem – historia lubi się powtarzać

To już było – zupełnie niedawno, wszelako wprowadziliśmy pewną innowację. Podstawa lampy całkiem podobna, lecz innowacja: abażur.

abażur the seasideFarba do tkanin, plastikowy szablon z papiernika, kawałek brystolu i jedziemy.

szablonNa podstawę odpowiednia porcja przewodników z odpowiednich klimatów.

lampa nadmorska z przewodnikówA wszystko wręczyć Jubilatce na okrągły jubileusz i umieścić w odpowiednich okolicznościach wnętrza.

lampa nadmorskaNa dowód, że działa, można jeszcze zapalić.

lampa nadmorska

Reklamy


Dodaj komentarz

Znowu lampa

Kiedyś moi teściowie pojechali na targ w małym miasteczku, nazwy nie pomnę, i przywieźli mi drewniane koło – część od kołowrotka. Pod hasłem „może wam się do czegoś przyda”. Hmm, doooo czeeegooo by tuuuu… Chwilę trwało, lecz myślę: mamy taką jedną lampę, tak zwanego masowego gotowca, która zawisła kiedyś, żeby nie wisiała goła żarówka. Więc mówię – niechże zniknie ona, zmajstrujemy z kółka alternatywę.
Najpierw Maciek osadził kółko na kablu, potem ja z resztek lnu uszyłam „tunel” i dorobiłam koronkę. Górny brzeg obrobiłam półsłupkami z pętelkami. Całość wykrochmaliłam, w kółko powbijałam gwoździki i wykrochmalony i uprasowany tunel za pętelki zawiesiłam na gwoździkach. Maciek zawiesił, podłączył, świeci.
abażur z koronką

Kółko pełni rolę nie tylko elementu konstrukcyjnego, lecz i dekoracyjnego: głównie za sprawą malowniczego cienia, który rzuca na sufit!
lampa na kole
cień koła
A skoro jesteśmy przy cieniach: brzegowa koronka tez robi swoje:
abażur z koronką
cień koronki


2 Komentarze

Ciocie, babcie i dziadkowie

Dzisiaj słów parę o starszym pokoleniu. Po pierwsze sprawa dość świeża – niedawna okrągła rocznica ślubu mych teściów. Postanowiliśmy dać im prezent tematyczny – w pewnych kręgach (albo i we wszystkich, w jakich się obracają) znani są, powiedzmy, z gitary. Kiedy z rodzinnych zasobów wydobyliśmy więc starą i podniszczoną, nienadającą się już do grania, lecz urodziwą – gitarę – zrobiliśmy z niej użytek taki:

lampa-gitaraWymysł mój, robota Maćkowa. Dziubanie w kabelkach to nie dla mnie. Aaale spodobała mi się, obdarowanym na szczęście też.

Druga sprawa dość zaległa, dotyczy tym razem MOICH rodziców. Jakiś czas temu święty Mikołaj sprezentował im szydełkowy obrus (wprawdzie nie zrobił go sam, zaoferowałam pomoc, bo dużo szydełkowania to dużo frajdy). Moja mama nalegała, aby zaistniał na Pukapuka, w końcu nawet dostarczyła zdjęcie.

obrusMama pyta, czy podoba mi się aranżacja, więc mówię, że taka babcina 🙂 🙂 :). Trochę się obruszyła, ale ostatecznie CZY BABCINA ZNACZY, ŻE ZŁA? pytam.

I wreszcie zaległość zaległa: POZDROWIENIA DLA CIOCI KRYSI! Kilka (już) miesięcy temu odwiedzaliśmy rodzinę w drugim końcu Polski i opowiadamy, jak to sobie dłubiemy to i owo. Na to ciocia Krysia, że może coś nam potrzeba. Więc mówię, że tak już przyzwyczailiśmy się do myśli, że wszystko sami, że najwyżej może półprodukty – deski, tkaniny… Kiedy wyjeżdżaliśmy następnego dnia, podjechaliśmy do niej pod dom i Maciek zaczął pakować do samochodu przygotowane przez ciocię worki z różnościami. Zapakowaliśmy się po sufit. Dużo jeszcze nie zdążyłam zrobić, ale na przykład z ciocinych darów taka oto niebieska krateczka na poduszeczkę:

poduszka z kołkamiDo tego podpasowały mi guziki-kołki drewniane, które jakoś miałam w pamięci z maminych zapasów guzikowych. Plus pętelki z jutowego sznurka i gotowe.

Pozdrowienia dla rodziców, teściów, cioć i wujków, ogólnie – dla dziadków!

 


Dodaj komentarz

Hej, czas wyruszyć w morze!

Na tych „łamach” nigdy przecież nie kryłam swojej SYMPATII do pasków. Ani do niebieskiego. Zatem nietrudno zgadnąć, że ucieszył mnie prezent imieninowy w postaci widocznej poniżej poduszki.

DSC_4158

Poduszka pochodzi z jednego z licznych w Olecku… lumpeksów. Ten akurat miewał w asortymencie najwyraźniej ciuchy/sprzęty brytyjskiego pochodzenia. Taka  proweniencja jest też udziałem widocznego tu abażuru, lecz złowionego tym razem nie w Olecku lecz w charity shopie w Londynie. Całe 2 funty.

A tak na marginesie – podstawa tej lampki to piasta koła wozu drabiniastego (nie jestem pewna, czy słownictwo fachowe).

Z kolei abażur na zaszczytnym miejscu – bo w salonie (salon – to brzmi dumnie) pochodzi mniej więcej ze Szwecji, bo kupiony w Ikei. Wcale nie planowaliśmy tego zakupu, ale był gratis do podstawy lampy, której zakup z kolei planowaliśmy, a która i tak była przeceniona, jednym słowem interes, że hej. Lecz nie chciałam, aby zostało tak po prostu – w ramach „indywidualizowania masowej produkcji” któregoś dnia przystawiłam stołek i machnęłam pędzelkiem… powiedzmy… różę wiatrów. Kluczem jest to, że pokazuje prawdziwe kierunki świata.

DSC_4052

Dodam tylko, że Maciek nie był zachwycony. Stwierdził, że mogłam to zdjąć i zrobić porządnie, zamiast na stojąco, z pędzlem nad głową. A ja po prostu nie mogłam się powstrzymać.


Dodaj komentarz

Znaleziska różnego typu

Kto by pomyślał, jak się można zainspirować i zaopatrzyć w drodze do przedszkola. Idę sobie, a tu panowie wycinają drzewa przed sklepem! Dzwonię do Maćka, mówię jak jest – wokół wala się pełno pni! Nie wchodząc w szczegóły – kilka dni później ulicą Kasprowicza jechał sobie z prędkością 20 km/godz. traktorek, a przed nim dyndał na linie wielki pień, wjechał na nasze podwórko i tam pień pozostawił. Minęło kilka dni i po zebraniu sił szwagierskich trzech chłopa z Maćkiem na czele zabrało się za transport pnia… na 4. piętro bez windy. Właściwie trochę więcej, ponieważ najpierw trzeba go było stoczyć po schodkach do piwnicy, dopiero można było wtaczać na górę. Zajęło im to jakąś godzinę (a ułomki nie są), po drodze spotykali się z wielką wesołością (sąsiad) lub przerażeniem (sąsiadka). I oto jest na naszym tarasie, schnie sobie (choć czasem moknie), pełniąc rolę stolika.

DSC_3750

Jeśli po wyschnięciu całkowitym będzie się jakoś prezentował, to dostanie szlif, olej i może awansuje do salonu?

DSC_3766

Inne znalezisko też przeszło przez podwórko, ponieważ na podwórku jest śmietnik. Znów – idę sobie ze śmieciami, a tu kosz wiklinowy, taki na brudną bieliznę. Stan – nie powiem, że idealny, lecz przyzwoity jak najbardziej. Biorę. Długo nie trwało, dzieci pomogły mi go nieco skrócić (spłycić), poszarpany brzeg obszyłam ścinkami mojej pasiastej tkaniny na łóżka polowe, wystarczyło dokupić kabelek, zatrudnić męża i kolejna goła żarówka (tym razem w łazience) zyskała oprawę.

DSC_3763