Szydełkowa Primera Division. Koc z Afryką, poduszka z Ameryką!

Będzie to historia o tym, co mnie kręci od prawie roku i o tym, dlaczego moje dzieci raz po raz powtarzają: „przestań już mówić o tej Jess!”.

Historia ta zaczęła się na Instagramie. Oko moje padło na ciekawy profil o nazwie Make and Do Crew. To było dawno temu. Śledziłam Jess, jego autorkę, ponieważ publikowała piękne projekty i to za darmo a i jej osobowość mi podeszła. Nawet któregoś razu zrobiłam według jej projektu kocyk (pisałam o nim TU), który zyskał jej uznanie (to była duma!).

Gdy Jess spodziewała się dzidziusia, zrobiła nabór chętnych na gościnne wpisy na swoim znakomitym i bardzo popularnym (w świecie szydełkowym) blogu makeanddocrew.com, żeby publikować nowe treści w czasie, gdy będzie zajmowała się nowym członkiem rodziny. Zgłosiłam się na pałę, nigdy wcześniej nie pisałam schematów, ale było to takie fajne i kuszące, że postanowiłam spróbować. Wypełniłam zgłoszenie, wysłałam 10 zdjęć rozmaitych swoich projektów. I nico.

Wiosną przyszedł na świat synek Jess. Na blogu pojawiła się seria wpisów gościnnych. A także ogłoszenie, że pierwsza seria tak dobrze się udała, że będzie NOWY NABÓR. No to ja HAJDA! Z SZABELKĄ NA KOZAKA. Wysłałam drugie zgłoszenie, tym razem postawiłam wszystko na jedną kartę i wysłałam w zgłoszeniu same mapy.

Odpowiedź miała przyjść w połowie lipca.

Wakacje. Gdańsk. A właściwie Gdynia. Jestem z wizytą u kuzyneczki, dzień nam schodzi na plaży, lodach i ploteczkach. Przybywa mąż kuzyneczki (który nazywa mnie „kuzynką swojej żony”), ofiarowuje się szlachetnie, że zawiezie mi dzieci do Gdańska i będę mogła wrócić eskaemką z samą tylko Basią w wózeczku. Bajer. I już taka wolna, uskrzydlona żegnam się i zaglądam sobie w Internet i czytam… MAILA OD JESS, ŻE ROBIMY TEN INTERES!!! Szłam do tej eskaemki z łomocącym sercem, stojąc na peronie czytałam go w kółko, czy na pewno dobrze wszystko zrozumiałam.

Nie będę Was zanudzać szczegółami, co to się działo po drodze. A uwierzcie, że nagrzałam się mocno na ten projekt i kilka razy krew mi w żyłach zmroziło, gdyż miałam wrażenie, ŻE SIĘ NIE UDA. Ale Jess i jej siostra Jamie to równe babki, ja taka zdolna, więc ostatecznie: JEST.

Jest koc z Afryką! TUTAJ zobaczcie, że nie łżę, lecz prawdę mówię. Komu angielski niestraszny a szydło w dłoni ma, niech się przymierza. A kto po angielsku nie da rady – podpowiadam: niech się na YouTubie nauczy, jak się szydełkuje sposobem C2C i skorzysta z darmowego diagramu, który można ściągnąć z wpisu blogowego. Obrazki są międzynarodowe.

A to nie koniec. Gdy zrobiłam już koc, zostało mi jeszcze trochę tej włóczki Lion Brand i postanowiłam wycisnąć okazję jak cytrynę. Z tych resztek zrobiłam poduszkę z Ameryką Południową. I ten schemat również znalazł się u Jess, o TUTAJ.

Materiały do publikacji trafiły do Jess jesienią i zostały w rozkładówce zaplanowane na kwiecień. Do tego czasu wedle naszej umowy miałam nigdzie nie publikować swojego schematu. Premiera jest dzisiaj na makeanddocrew.com. Natomiast czas ten wykorzystałam na to, żeby przygotować inne schematy na sprzedaż, wszystkie są dostępne w moim sklepie na Etsy, na razie tylko po angielsku. I jeszcze cała kolejka czeka na publikację.

Jeśli znacie kogoś, kto szydełkuje i chciałby sobie wydziergać Afrykę lub Amerykę Południową – dajcie mu znać! Linkujcie, szerujcie do mnie lub Jess! Z góry dzięki!!!

Wróć na górę