Same korzyści!

Przed wyjazdem na długo Maciek zrobił czystkę w szafie, z czego powstała góra koszulek, tak zwanych T-shirtów. Miałam wobec nich plan, przy nadarzającej się sposobności zabrałam się do dzieła. Nożyczki w garść i ciachu ciachu. Wcześniej dokształciłam się, jak ciąć – tego typu instrukcji jest w sieci wiele, ja skorzystałam z tej:
1c3e0f7ef78d5d66c2db0b0e2392115f
I takich kłębuszków wyszło mi sporo. Finalnie chyba ze 13 na ten projekt poszło.
włoczka ze szmat
Zabrałam się za dzierganie moim szydłem grubidłem. Przyznam, że początkowo nie miałam koncepcji, poza tym, żeby zrobić z tego osłonkę na donicę. Większość koszulek spranych białych, zszarzałych, lecz były i niebieskości. Poszłam tym tropem. Zaczęłam od kółka na czarno, potem granat, i potem już mi tak jakoś poleciało, że się zrobiło takie miłe cieniowanie, normalnie jakby kto zafarbował!


Miało być o korzyściach, więc wyliczam:

  1. przewietrzona szafa
  2. darmowy surowiec do dziergania
  3. ładny element dekoracji wnętrza (jako wynik dziergania, które samo w sobie też jest korzyścią)
  4. i jeszcze to: z obciętych resztek (okolice rękawów) uzyskałam bawełniane szmatki, które się dobrze nadały na przedświąteczne porządki!!!

A że my jeszcze w oktawie świąt, to dorzucam gospodarskie babeczki kruche z kajmakiem, robionym z mleka i cukru, bo to ulubiony smak gospodarza (sam zresztą robił), serwowane na sosnowym plasterku prosto z Francji, który też robił, choć tu trochę z pomocą żony. I taka miła kartka od cioć. Mam podejrzenia, że specjalnie pod nas wykombinowana, bo taka kombinowana… Całusy dla cioć!


 

Back to Top