Produkcja prawie seryjna

Latem na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku ciocia Zosia zauważyła na jednym ze straganów kawałki papieru (tak bym to nazwała) w wydrukowanymi… przykazaniami domowymi. „O!” zachwyciła się i już, już miała kupić, gdy rzekłam: „ciociu, nieee takie. Ja cioci zrobię”. A że niedługo potem była u nas Małgosia, zobaczyła przykazania i zapytała, czy bym jej nie zrobiła, nie było wyjścia, trzeba się było zabrać za seryjną produkcję.
Przykazania domoweCoś tak chciałam zmalować dodatkowo i taką rameczkę z włóczki machnęłam.
przykazania domoweZ kokardką.
przykazania domoweO samych przykazaniach już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać i odsyłam TU.
Jeszcze tylko dodam, że podczas listopadowego nawiedzenia rodzinnych grobów dowiedziałam się, że wieść rodzinna niesie, iż Maria Rodziewiczówna miała konszachty z rodziną mej prababci, że wręcz inspirowała się tą znajomością przy pisaniu jednej ze swych powieści. Ooo, ciekawe, pomyślałam, i poczułam się „w prawie” do dalszego mnożenia przykazań domowych…
Straszny dziadunio
 

Back to Top