Pora wyjść do ludzi

Atmosfera się zagęszcza, to pewne, Ziemia przyspieszyła, to już mniej pewne, ale tak jakby…

Widzicie otóż moi Drodzy, zmiany na blogu. Jeśli macie jakieś uwagi czy spostrzeżenia to chętnie poczytam, jestem ciągle w trakcie przeprowadzki i chciałabym, żeby Wam było tu dobrze, czytelnie, przejrzyście i co tam byście chcieli.

Poza tym sezon na czapki się zaczął, wełna w robocie. Mam tyle zaległości, że o wszystkim nie napiszę, ale wspomnę, że dzięki Krysi trafiłam na nowy trop. Otóż Krysia pożaliła mi się, że jej dziewczynki noszą kominy na szyję, które się zsuwają i w rezultacie i tak cała szyja goła. I co ja na to poradzę. A ja na to patrzę, jest TU taka sensowna propozycja, że żal nie skorzystać. Skorzystałam. Dwa merynosowe komplety poszły w świat. Szyje opancerzone, ogrzane, hej.

Ten zielono-turkusowy to w ogóle super bomba ekskluzywny, bo choć z zasady nie robię dwóch takich samych czapek, to on w dodatku zrobiony z wełny kupionej w San Diego, ręcznie farbowanej, z edycji limitowanej na marzec 2018. Sami więc widzicie…

Wcześniej zrobiłam już z niej czapki zgoła inne, bo takie o:

Czeka cała kolejka, ale nie będę na razie o tym pisać, bo insze rzeczy się dzieją. Otóż zapragnęłam podbić kraje zamorskie (przedmorskie też) i tymczasem wbiłam się na ETSY!!! Kto zna? Tymczasem towaru wstawiłam troszkę, ale będę dokładać, BĘDĘ!

Na razie głównie kocyki. Z merynosa, ale nie tylko. Jest więc tęczowy zygzakowy, jest żółto-zielony…

I jest jeszcze kilka innych rzeczy, o których wkrótce napiszę osobno. Chciałam po prostu, żebyście już wiedzieli, że NADCHODZĘ. Mój mini sklepik można obejrzeć TU.

 

Back to Top