Paski tym razem po polsku

Pochwalę się swoją pierwszą tapicerską robotą. Chodzi o pufik-pułapkę: tak go nazywaliśmy, gdy jeszcze wyglądał jak na zdjęciu:
DSC_2660
Abstrahując od wyglądu, gdy się na nim siadało, człowiek znienacka się zapadał. Leciało z niego siano, sprężyny wysokie lecz sflaczałe. Oczywiście dostrzegliśmy w nim potencjał!
Przyszedł dzień, że porwałam się na niego, zdarłam obicie, wyprułam bebechy. Została tylko drewniana dolna część, czyli 4 nóżki i łączące je listewki. To też Maciek porozdzielał na części pierwsze, więc z tego wszystkiego pozostało nam 8 prostych kawałków drewna. Czyli do dzieła. Szlifowanie, klejenie z powrotem. Na wykończenie zastosowaliśmy po raz pierwszy wosk (do tej pory używaliśmy bejc, lakierów, oleju, na tak małej powierzchni chcieliśmy spróbować czegoś nowego). Maciek nabił odpowiednio wyciętą sklejkę (stara półka z szafy), na to gąbka tapicerska, pozostało wykończenie. Z radością wzięłam je na siebie. Udałam się do znajomej hurtowni tapicerskiej i trafiłam! Płótno w paski!
DSC_3083
Tym razem nie trzeba było ściągać z Anglii, polska produkcja, hurra! Niestety w hurtowni nie potrafili mi powiedzieć, kto to robi. Szkoda szkoda, ale jeszcze się kiedyś dowiem. Żeby nie przedłużać: metr tkaniny, maszyna do szycia, kilka spruć, naciąganie, zszywasz tapicerski i oto jest!
DSC_3077
Ostatni szlif przyszedł dzisiaj: dla zamaskowania zszywek przytwierdziłam prostą koroneczkę.
DSC_3079
Mała rzecz a cieszy.

Back to Top