Nowe stworzenie

Pierwszy raz w swojej bogatej matczyno/matkochrzestnej karierze zdobyłam się na przedsięwzięcie pod tytułem: wyszydełkuję dla córki sukieneczkę na chrzest.

Zasadniczo nie bawię się w ubranka dla dzieci (ze szczególnym uwzględnieniem niemowląt), gdyż jest ich tyyyle od dobrych ludzi, że aż tyle. Że szkoda tych godzin dziergania, gdy to i tak tylko na chwilę. Lecz przeglądając dzidziusiowe wzory na garnstudio.com uznałam, że jednak z tej ważnej okazji szarpnę. Wybór padł na ten schemat.

Sukieneczkę wydziergałam. Wyszła tak.

Pierwszy raz w życiu zrobiłam reglanowy rękawek. A ten sznureczek w talii to niezły bajer! Czytając instrukcję, nie bardzo wiedziałam o co chodzi, ale posłusznie wykonywałam. I nagle pyk! Włóczka zwinęła się w sznureczek. Magia. Poważnie.

Jednakże nie byłam przekonana do kokardki. Tak było w przepisie, ale wrzuciłam to pod osąd moich Nieocenionych Fejsbukowych Fanów, którzy w przytłaczającej większości podzielili mój pogląd, że kokardka to już za dużo. Przy okazji niektórzy wykazali twórczą inicjatywę, sugerując m.in. umieszczenie kokardki nad rąbkiem sukienki, inni, żeby dać kokardkę, lecz usunąć sznureczek, jeszcze inni się przymilali stwierdzeniami, że „taka kiecka” to już nie potrzebuje ozdób. Ogółem sonda bardzo udana, będę powtarzać!

Stanęło na tym, że sznurek został a kokardka poszła na główkę.

Z tyłu zapięcie na guziki, różne, bo heloł, kto powiedział, że muszą być takie same?

Do tego białe rajty i gotowe.

Czyli Basia miała już prawdziwą białą szatę, ale nie miała naszej tradycyjnej rodzinnej białej szaty. O co chodzi pisałam kiedyś TU i TU.

Tak być nie mogło, więc wydziergałam i ją. Imiona od chrztu, data chrztu. Do oprawienia i powieszenia na ścianie.

 

I przyszedł ten wielki dzień, jeden z tych kilku w życiu, kiedy prasujemy koszule. W zakrystii takie heheszki, ręką artysty rzemieślnika przed wiekami poczynione.

drzwi w zakrystii

 

A potem już tylko nowe stworzenie i nowe życie. Za fotki dziękujemy chrzestnemu!

Wróć na górę