Najpiękniejszy. Kocyk.

Zaczęłam go robić już dawno. Nawet jak na moje standardy. Ale skończyłam, bo lubię kończyć, co zaczęłam.

A zaczęłam, gdy zostało mi trochę kolorowej merynosowej wełny po tęczowym kocyku w zygzaki, o tym:

I uderzyłam w tony niebiesko-zielone, czyli najlepsze z możliwych. I zapragnęłam uczynić go w fale. I motałam, motałam, milion motków się plątał, a ja motałam i motałam.

Aż skończyłam. Jest nieduży, dziecięcy, ale jest taki piękny!

Mięciutki i ciepły, naturalny przy tym (wełna merynosów!). Poezja. Wstawiłam go jako jeden z pierwszych towarów do mojego sklepiku na Etsy. Gdzie oczywiście zapraszam. Zanim zmajstruję coś tutaj, bo chyba kiedyś zmajstruję.

Back to Top