Na wakacje stodoła w salonie

Prawdziwy mężczyzna, jak powiedział, że zrobi, to znaczy, że zrobi i nie trzeba mu co pół roku przypominać. Tej strategii się trzymałam i są! Są! Drzwi ze stodoły oddzielające nasz salon (salon – to brzmi dumnie) od nowo powstałego pokoju Hanki.
Drzwi Maciek planował zrobić i osadzić sam. Stwierdziliśmy, że najlepsze będą z klasycznym ZET, jak to się w porządnych stodołach robiło i jakie właściwie widzi się wszędzie, od placów zabaw po kreskówki typu Lucky Luke.
DSC_7163
Nakupiliśmy dość desek. Maciek osadził ościeżnice (papa pomagał).


Trzeba było jeszcze te deski zbić do tak zwanej kupy. Z jednej strony miało być ZET a z drugiej długie czarne zawiasy. Kiedy poszliśmy do sklepu metalowego, by takowe kupić:
– Wie pan, takie jak w stodole, na wsi.
– Panie, teraz na wsi nikt tak nie robi. Wszystko na jakieś czujniki, sensory, nowoczesność jest!
Ale my jednak tacy nienowocześni.

Drzwi zbite, osadzone, jeszcze zamknięcie i otwieranie. Zamknięcie od strony Hani na skobelek. A otwarcie od salonu. Szukałam uchwytów i cóż, kupiliśmy te, gdyż urzekły nas jakże wiele mówiącą nazwą… „sielski prostak”.

Taka to sobie historya. Są drzwi. I nawet Dawid się zachwyca.

Back to Top