Metamorfoza w rytmie Sofii

Marketing szeptany przyprowadził nam Michała. Michał przyprowadził nam krzesła. Remontuje mieszkanie i trochę mu nie pasowały w swej pierwotnej postaci.
krzesło przed metamorfozą
Żaden to antyk ani cenna pamiątka. Moja niewyparzona gęba powiedziała mu w twarz: „Michał, one są BRZYDKIE”. Drewno zamalowane na wiśniowo, gładko, błyszcząco, niby plastik. A tapicerka. No cóż. Ale, żeby nie było, usiadłam (ostatecznie do tego ma służyć krzesło) i przyznałam: wygodne. To już coś. Stan techniczny bez większych zarzutów. Nowe kupić zawsze można, a gdyby tak coś wycisnąć z tego, co jest…
Michał jest dobrym człowiekiem i zasadniczo przyznał mi rację, chociaż Tadzio dziwił się, że je demolujemy. „Przecież są ładne”. Jak to mówiło się w czasach, gdy większy procent populacji władał łaciną: de gustibus
Maciek wziął drewno na warsztat, szlifowanie tego tałatajstwa – istna droga przez mękę. Lakier wżarł się głęboko w strukturę drewna i gdy już się wydawała gładziocha – wyłaził różowymi plamami.
Ja zabrałam się za tapicerkę. Razem z Michałem pojechaliśmy wybrać tkaninę, sterczeliśmy w sklepie… oj nie wiem ile, długo. Gdyśmy się zredukowali do dwóch katalogów i gapiliśmy na nie na zmianę przez pół godziny, uznaliśmy, że trzeba w końcu coś zdecydować. Dylemat był między szarym a szarym. Wygrał szary, bo tkanina nazywała się… Sofia. A Michał miłuje mądrość. Tym sposobem nazwa sprzedała tkaninę.
tapicerka krzesła
Na koniec Maciek polakierował bezbarwnym lakierem, ja naciągnęłam Sofię i są cztery (prawie) nowe krzesła.


Krzesła już są u Michała, remont się kończy i pomału wyłania się nowa przestrzeń. Wygląda na to, że stare-nowe krzesła nieźle się w nią wpasują.
krzesła po metamorfozie
A skoro Sofia sponsoruje ten odcinek, skoro karnawał w pełni, niechże zaśpiewa nam chłopaczyna z Barcelony, którego upodobała sobie klasa III m. Sofia!

Back to Top