Kości zostały rzucone

W trakcie obróbki palisandru. Tak, palisandru. Sosna i dąb są passe. Żart. Przewiń. A więc: w trakcie obróbki palisandru dowiedzieliśmy się, że palisandrowy pył nie jest miły zwłaszcza dla astmatyków. Ale człowiek uczy się całe życie, piękno wymaga poświęceń, palisandru nie wyrzucimy, tylko teraz Maciek wziął się za niego mniej maszynowo (więc i mnie pyłowo) a bardziej ręcznie. Gdyż umyślił sobie zrobić KOŚCI. Pięć kości do gry.
kości z palisandru
Za radą żony, po wycięciu, oszlifowaniu i wypaleniu oczek wykąpał je w… oleju rzepakowym. Nabrały szlachetnej głębi koloru. Ach ten rzepak.
Żona jakoś miała ochotę na koszyczek sznurkowy, więc koszyczek wykonała: juta na dole, bawełniany sznurek wędliniarski na górze.


I tak jest koszyczek zamiast kubeczka. Można pograć, popatrzeć i pogładzić też można, bo miło.

Back to Top