Hej, czas wyruszyć w morze!

Na tych „łamach” nigdy przecież nie kryłam swojej SYMPATII do pasków. Ani do niebieskiego. Zatem nietrudno zgadnąć, że ucieszył mnie prezent imieninowy w postaci widocznej poniżej poduszki.
DSC_4158
Poduszka pochodzi z jednego z licznych w Olecku… lumpeksów. Ten akurat miewał w asortymencie najwyraźniej ciuchy/sprzęty brytyjskiego pochodzenia. Taka  proweniencja jest też udziałem widocznego tu abażuru, lecz złowionego tym razem nie w Olecku lecz w charity shopie w Londynie. Całe 2 funty.
A tak na marginesie – podstawa tej lampki to piasta koła wozu drabiniastego (nie jestem pewna, czy słownictwo fachowe).
Z kolei abażur na zaszczytnym miejscu – bo w salonie (salon – to brzmi dumnie) pochodzi mniej więcej ze Szwecji, bo kupiony w Ikei. Wcale nie planowaliśmy tego zakupu, ale był gratis do podstawy lampy, której zakup z kolei planowaliśmy, a która i tak była przeceniona, jednym słowem interes, że hej. Lecz nie chciałam, aby zostało tak po prostu – w ramach „indywidualizowania masowej produkcji” któregoś dnia przystawiłam stołek i machnęłam pędzelkiem… powiedzmy… różę wiatrów. Kluczem jest to, że pokazuje prawdziwe kierunki świata.
DSC_4052
Dodam tylko, że Maciek nie był zachwycony. Stwierdził, że mogłam to zdjąć i zrobić porządnie, zamiast na stojąco, z pędzlem nad głową. A ja po prostu nie mogłam się powstrzymać.

Back to Top