Dębowa pochwała imienin

Jesteśmy już w mieście, ale w mieście też jest życie. Przyciągnęliśmy kawałek wsi ze sobą. A było to tak.
Pojechał Maciek do tartaku, gdyż miał zaległy prezent imieninowy dla żony: zagłówek do łóżka. (Łóżko mamy już od dwóch lat, pisałam o nim TU.) Pojechał i kupił dębowe deski i dębowe kantówki. Gdyż umyślił sobie tak, że łóżko nasze będzie całe dębowe. Żona zobaczyła deski i pokręciła nosem, że za krótkie. Pojechał Maciek jeszcze raz, taktark taki, że hoho, hektary, stosy drewna, kłody, deski, tirami się zajeżdża po budulec generalnie. Idzie do pana, pan patrzy i mówi:
-Co, pan znowu po dwie deski?
-Po jedną…
dębowe deski
Zatem mamy już te deski, już żona nosem nie kręci tylko raduje się w oczekiwaniu. Deski suche, bo jak powiedział wuj Tadeusz, mistrz stolarstwa:
-Maciek, DREWNO, drewno do obróbki musi, drewno do obróbki musi… musi… być… SUCHE.
Deski jak i kantówki. Kantówki porządne muszą być, ścięte nieco pod skosem, żeby można było oprzeć się wygodnie.
Piła, szlif, na koniec olej i skręcamy.


I jest dębowy zagłówek. Jest wygodnie do czytania, do komputera i w ogóle. Olej dał taki przyjemny miodkowy kolor i uwypuklił urocze jasne krawędzie.
 
dębowy zagłówekI jest ładnie. Jak w hacjendzie!
DSC_8210
Więc kto nie obchodzi imienin, ten niech się jeszcze zastanowi. Dębowe zagłówki na imieniny!

Back to Top