Pukapuka

Geo Rękodzieo


4 Komentarze

Metamorfoza w rytmie Sofii

Marketing szeptany przyprowadził nam Michała. Michał przyprowadził nam krzesła. Remontuje mieszkanie i trochę mu nie pasowały w swej pierwotnej postaci.

krzesło przed metamorfozą

Żaden to antyk ani cenna pamiątka. Moja niewyparzona gęba powiedziała mu w twarz: „Michał, one są BRZYDKIE”. Drewno zamalowane na wiśniowo, gładko, błyszcząco, niby plastik. A tapicerka. No cóż. Ale, żeby nie było, usiadłam (ostatecznie do tego ma służyć krzesło) i przyznałam: wygodne. To już coś. Stan techniczny bez większych zarzutów. Nowe kupić zawsze można, a gdyby tak coś wycisnąć z tego, co jest…

Michał jest dobrym człowiekiem i zasadniczo przyznał mi rację, chociaż Tadzio dziwił się, że je demolujemy. „Przecież są ładne”. Jak to mówiło się w czasach, gdy większy procent populacji władał łaciną: de gustibus

Maciek wziął drewno na warsztat, szlifowanie tego tałatajstwa – istna droga przez mękę. Lakier wżarł się głęboko w strukturę drewna i gdy już się wydawała gładziocha – wyłaził różowymi plamami.

Ja zabrałam się za tapicerkę. Razem z Michałem pojechaliśmy wybrać tkaninę, sterczeliśmy w sklepie… oj nie wiem ile, długo. Gdyśmy się zredukowali do dwóch katalogów i gapiliśmy na nie na zmianę przez pół godziny, uznaliśmy, że trzeba w końcu coś zdecydować. Dylemat był między szarym a szarym. Wygrał szary, bo tkanina nazywała się… Sofia. A Michał miłuje mądrość. Tym sposobem nazwa sprzedała tkaninę.

tapicerka krzesła

Na koniec Maciek polakierował bezbarwnym lakierem, ja naciągnęłam Sofię i są cztery (prawie) nowe krzesła.

Krzesła już są u Michała, remont się kończy i pomału wyłania się nowa przestrzeń. Wygląda na to, że stare-nowe krzesła nieźle się w nią wpasują.

krzesła po metamorfozie

A skoro Sofia sponsoruje ten odcinek, skoro karnawał w pełni, niechże zaśpiewa nam chłopaczyna z Barcelony, którego upodobała sobie klasa III m. Sofia!

Reklamy


Dodaj komentarz

Paryski szyk

Poszliśmy za krześlanym ciosem i Maciek szlifnął jeszcze jedno krzesło, które przyniosłam jakoś przed wakacjami ze śmietnika. Nie ta klasa, co Barczewo, ale zdrowe, nada się. Przy okazji: odezwała się do mnie mieszkanka Barczewa, pisze, że był warsztat stolarski przy tamtejszym zakładzie karnym. Niestety w 1996 roku został zlikwidowany.

A to śmietnikowe to takie tam, żaden cud, ale wygodne.

 

Milusia czerwona cerata na siedzisku.

Siedzisko rozbroiłam i teraz o co chodzi z tym Paryżem? Gdy mąż mój miał razu pewnego służbową sprawę w Paryżu i wiedział, że po jej załatwieniu zostanie mu jeszcze sporo czasu do samolotu, zafrasował się. „Co ja będę robił w Paryżu?”

?

???

Myślałam, że wałkiem rzucę. I myślę o Musee d’Orsay, Luwrze, marche aux puces i takie tam, ale mówię: „Stary, idź do Marche Saint Pierre!” Słyszałam o tym miejscu, ale że Francja to kraj (pod wieloma względami) cywilizowany, w niedzielę miejsce to jest nieczynne. O co pretensji nie mam, lecz w związku z tym przy kilku niedzielnych paryskich okazjach (brzmi, jakbym co tydzień bywała w Paryżu, hehe) nie dane mi było tam zawitać. Ale dlaczego w ogóle? To jest dom towarowy z tkaninami. 6 pięter tkanin. Słownie: SZEŚĆ.

Mówię zatem do Maćka: „Idźże, popatrz, opowiedz.” Poszedł. W kieszeni 5 euro. Dwa kawałki tkaniny przywiózł. A jeden z nich wyglądał tak:

tkanina w paski

Więc gdy Maciek oszlifował krzesło a Tadzio pomalował (niech się chłopak wprawia, na czym ma trenować?), pytam, czy na siedzisko mogę użyć paryskiej tkaniny. Że niby taka o i o, nie wiem czy krzesło godne, żeby jej użyć. Ale zgodę dostałam, co ma leżeć, niech się przyda.

 

odnowione krzesło ze śmietnika

Takim szastem prastem przybyło nam krzesło przy stole, przydaje się.


1 komentarz

Krzesła cztery: frajda

Widziałam te krzesła u Ewy i Mirka już dawno. Ładne, do odnowienia. Ślinka mi ciekła, ale nie chciałam narzucać się z usługami, zwłaszcza, że mają tapicerowane oparcie i nie byłam pewna, czy bym to ugryzła. Ale wyszło tak, że trafiły do nas.

dsc_8793

Trzy brązowe, jedno czarne. Jedno połamane. Jedno miało jeszcze metkę fabryczną.

metka fabryczna

Krzesła z Barczewa. Klasa.

Połamane Maciek doprowadził do stanu puzzli. Resztę szlifował w całości.

Ja się zabrałam za tapicerkę.

W tym miejscu powinnam wspomnieć naszą wizytę w hurtowni tapicerskiej. Umówiliśmy się tam, by wybrać tkaninę na obicie. Poczułam się w obowiązku wykazać się kreatywnością i zaproponowałam, żeby zrobić tapicerkę w dwóch kolorach, doszliśmy też, że mogłaby być w trzech, ale w pewnym momencie już nam się zaczęło mieszać co jak i z czym, więc zeszliśmy z powrotem do dwóch. Staliśmy przy tych belach tkanin, wysuwaliśmy jedną po drugiej, zestawialiśmy odcienie, rozważaliśmy opcje, bajer. Czułam się jak taka pani z tv z programów, jakich nie oglądam (nie mam tv), ale wyobrażam sobie, że istnieją, że idzie się z klientami do sklepu i ciamciaracia tiutiutiu wybiera to i owo, żeby państwa zadowolić. No bajer.

Koniec końców – wybraliśmy. Sztuczność jakaś, ale ładne odcienie i zestawienie i taka struktura płótna.

Gotowe szkielety Maciek pomalował. Ja dorzuciłam tapicerkę.

Gotowe.

dsc_8913

Niech się Wam siedzi.

dsc_8907

 


Dodaj komentarz

Wioskowa łazienka zbierankowa

Przystosowanie lokalu do użytku warto zacząć od łazienki, taka mądrość ludowa. Łazienka stała się pierwszym pomieszczeniem na wiosce, na którym wycisnęliśmy na razie większe piętno. Jest mała i bardzo skośna, po eleganckim położeniu kafelków przez Henia omawiany kącik wyglądał tak:

szara łazienka

Wtedy weszliśmy MY, stukupuku.łazienka z drewnem

Pod umywalkę poszła konsolka, zabrana przez nas ze śmietnika kilka(naście) miesięcy temu. Wyglądała trochę inaczej, ale zdjęcie, które jej wtedy zrobiłam gdzieś mi się zawieruszyło, więc możecie się tylko domyślać. Była biała, obdrapana i miała laminowany rozwarstwiający się blat. Ale gdy jest kawałek zdrowego drewna… nie muszę kończyć. Blacik Maciek dał nowy z kawałka klejonki. Celowo asymetrycznie, żeby wysięgnąć umywalką w wyższe rejony pomieszczenia.

A lustro… Cóż. Patent stary jak zdarta płyta, ale solidna drewniana rama okiennna jest solidna i drewniana, a gdy się ją jeszcze oszlifuje i zaolejuje to w dodatku estetyczna. Szklarz i fru, lustro wisi i powiększa łazieneczkę.

Na wioskę jeszcze wrócimy…


1 komentarz

Szlifowanie, przerabianie, ocalanie (?)

Ostatnimi czasy wzięliśmy na warsztat kilka sprzętów, że tak powiem, nieoczywistych. W tym sensie, że dla kogoś innego zajmowanie się nimi zupełnie nie było oczywiste, co więcej, miały po prostu zniknąć. Jednym z nich było rozklejające się, miejscami pleśniejące, malowane na niebiesko krzesło z uroczą zieloną tapicerką.

krzesło przed

Doprowadziliśmy je do stanu takiego:

krzesło w częściach

Potem były puzzle, udało się złożyć. Całe szczęście, bo miałam plan na wykorzystanie taaakich pięknych pasków:

tkanina w niebieskie paski

Przywiózł mi je Maciek z podróży do królewskiego miasta Krakowa, bo akurat przechodził koło sklepu z tkaninami a mój stosunek to takiego deseniu jest mu dobrze znany :). Dodam tylko, że kiedy następny razem byliśmy w Krakowie we dwoje, poszliśmy znowu do tego sklepu i wykupiliśmy resztkę tej tkaniny…

Wracając do krzesła: po sklejeniu przyszła pora na tapicerkę. Postanowiliśmy też nie lakierować tym razem, tylko potraktować olejem i jest jasno surowo w paski.

drewniane krzesło w paski

Inny sprzęcik też do siedzenia – taboret. Z serii tych na drewnianych nóżkach z laminowaną płytą pilśniową jako siedziskiem (podobny robiliśmy TU). Stał on zawsze u moich rodziców, dopóki nie poszedł w odstawkę i dopóki nie zapragnęłam dać mu jeszcze szansy. Pilśniowe siedzisko poszło oczywiście w pierony a zamiast niego… kawałek blatu.

oszlifowany taboret

Nie należę do fanatyków malowania mebli na biało, natomiast od jakiegoś czasu chodził za mną temat: białe nogi, drewniany blat. Zrealizowałam tu, korzystając z białej bejcy (nogi) i oleju (siedzisko).

drewniany taboret

Przy okazji przypomniał mi się zasłyszany niedawno sucharek: Dlaczego taboret jest w depresji? Bo nie ma oparcia…

Na koniec kolejny krok wokół naszego słynnego łóżka na antresoli, które stało się hitem sieci (ludzie nas zaczepiają na ulicach, co się dzieje). Trzeba było zacząć zagospodarowywać teren, w końcu dziewczyna potrzebuje miejsca na swój dobytek. Od jakiegoś czasu przemyśliwałam o szafie, lecz tymczasem w ramach spadu trafiła do nas komódka taka:

sosnowa komoda

Porządny sosnowy mebel z – bodaj – Wrocławskiej Fabryki Mebli, z uroczym błyszczącym lakierem, sosną nieco spomarańczowiałą i zgrabnymi metalowymi uchwytami. Właściwie można by wstawiać, ale jakoś tak… Więc uchwyty poszły w odstawkę, drewno pod szlifierkę i lakier matowy.

drewniana komoda po przeróbkach

Uchwyty, cóż, prościej się chyba nie dało (poza tym, że dzieci uczyły się korzystać z wiertarki, rozwiercając nieco otwory). Wpisują się w sznurkową poręcz i takie tam.

uchwyt ze sznurka

Tymczasem tyle aranżacji wokółłóżkowych, ciąg dalszy nastąpi.

drewniana komoda pod antresolą


2 Komentarze

Sezon rozpoczęty

Słonko świeci, choć jeszcze słabo grzeje, ale nasionka kiełkują nawet na parapecie. A co dopiero na działce. Zatem na działce każdy stołek się przyda. Ale rzęchom mówimy nie!

stary taboret

Bo jednak TO nazwałabym rzęchem.

Ale też… żadnego rżęcha nie skreślamy. Szacher macher, pianka, płócienko, farba, zszywacz i kończymy robotę.

taboret buraków po renowacji

Tak na wszelki wypadek, żeby się nie zgubić… Działkowiczom się spodobał. Czego chcieć więcej?

A tak przy okazji – ileż tego typu taboretów drzemie jeszcze po polskich kątach, strychach, piwnicach? Do boju!


Dodaj komentarz

Źródełko

Z moich obserwacji wynika, że meblem stosunkowo łatwo dostępnym na… śmietniku… jest krzesło. Jakoś jesienią zawitały na nasz śmietnik dwa krzesła, myślałam, żeby je przytulić, ale nie spieszyło mi się. Aż w końcu, gdy trwało to już zbyt długo, poszłam po nie. Było już tylko jedno, wyglądało tak:

krzesło ze śmietnikaZabrałam się za nie początkowo czubkami palców, ale jak zostało samo drewno to już poszło! Lakier schodził zadziwiająco łatwo, więc nawet szlifierki nie trzeba było angażować. Koncept na wykończenie dojrzewał i przedwczoraj dojrzał a wczoraj się zmaterializował.

oparcie pukapukaPoduszkę na siedzenie zrobiłam już dawno, ale kłopotów nastręczyło mi oparcie – też tapicerowane. Jakoś sobie poradziłam, choć nie jest to mistrzostwo świata. Lecz dojdziemy i do tego.

tapicerka pukapukaA krzesło po goleniu wyglądało tak:

szkielet krzesłaNiby nic takiego, a jednak porządny kawałek zdrowego, dobrze sklejonego drewna. Po dodaniu poduszki:

krzesło z tapicerką w paskiJakoś, hehe, nie miałam dylematu, czy zrobić w paski.

A tu już z oparciem:

krzesło pukapukaWczoraj cisnęłam z tym krzesłem przed przybyciem gości, tu dom trzeba szykować, tu dzieci płaczą, ale nie, ja muszę, MUUSZĘ DOKOŃCZYĆ KRZESŁO. Paulina zobaczyła i mówi: o! firmowe! Niektórzy pytali, czy te współrzędne są prawdziwe – no masz ci los. Na świecie jest tyle piękna, że po co wymyślać nieprawdziwe, hę? Pukapuka!

I jeszcze jedno – nie podarowałam sobie i na plecki rzuciłam paski, ale inne, tak mi materiału starczyło a poza tym pomyślałam, że to nawet niezłe.

krzesło z tapicerką w paskiTakim oto sposobem zaczyna nam się tworzyć śmietnikowa galeryjka nienajgorsza. Od lewej krzesło barowe ze skróconymi nóżkami, służy Hance, dalej stary Thonet, ocalony dzięki pewnemu tapicerowi, który otworzył nam oczy co warto wyrzucać a czego nie warto (już kiedyś o tym krześle pisałam, ale ostatnio zmieniłam mu tapicerkę na siedzeniu – człowiek się uczy) i dalej nasze nowe pukapukowe.

krzesła ze śmietnikaŚmietnikowe źródełko łatwo nie wysycha. Ostatnio wychodzimy od rodziców, a tu przy trzepaku… stoliczek. Na razie wylądował w piwnicy, ale już mam na jego temat kilka koncepcji. Pożyjemy, zobaczymy.