Pukapuka

Geo Rękodzieo


7 komentarzy

Przypomnienie o lecie i jeziorze

Wróci, wróci nam lato, więc spomiędzy wełny na czapki i skarpety wyzierała mi jeszcze do niedawna pasiasta bawełniana narzuta. Wyzierała, bo już nie wyziera. Skończyłam. A zaczęłam jeszcze na wiosce będąc, na las zerkając, gdyż wzrok mój mierził widok brudnopomarańczowej wersalki, którą zapragnęłam okryć.

A że zamiary wobec narzut mam bujne i różnorakie, chciałam odwlec tę robotę, lecz brudny pomarańcz skłonił mnie do działania szybszego, bez filozofowania. Zatem: szybkie paski.

Wiadomo: niebo, las, jezioro, mech… Nie mam jeszcze wyobrażenia dokładnego jak to zagra z tym co planuję na okna, ale nie myli się kto nic nie robi.

Narzutę zrobiłam z grubej bawełny, jest mięsista, milutka, ciężka. Przyznam się w sekrecie, że któregoś dnia nawet się pod nią przespałam i dobrze było. Wymiary 150×200 cm. Pojedziem w las, przymierzym, ocenim, zobaczym co dalej.

szydełkowa narzuta w paskiA czapka ładna?


Dodaj komentarz

Paryski szyk

Poszliśmy za krześlanym ciosem i Maciek szlifnął jeszcze jedno krzesło, które przyniosłam jakoś przed wakacjami ze śmietnika. Nie ta klasa, co Barczewo, ale zdrowe, nada się. Przy okazji: odezwała się do mnie mieszkanka Barczewa, pisze, że był warsztat stolarski przy tamtejszym zakładzie karnym. Niestety w 1996 roku został zlikwidowany.

A to śmietnikowe to takie tam, żaden cud, ale wygodne.

 

Milusia czerwona cerata na siedzisku.

Siedzisko rozbroiłam i teraz o co chodzi z tym Paryżem? Gdy mąż mój miał razu pewnego służbową sprawę w Paryżu i wiedział, że po jej załatwieniu zostanie mu jeszcze sporo czasu do samolotu, zafrasował się. „Co ja będę robił w Paryżu?”

?

???

Myślałam, że wałkiem rzucę. I myślę o Musee d’Orsay, Luwrze, marche aux puces i takie tam, ale mówię: „Stary, idź do Marche Saint Pierre!” Słyszałam o tym miejscu, ale że Francja to kraj (pod wieloma względami) cywilizowany, w niedzielę miejsce to jest nieczynne. O co pretensji nie mam, lecz w związku z tym przy kilku niedzielnych paryskich okazjach (brzmi, jakbym co tydzień bywała w Paryżu, hehe) nie dane mi było tam zawitać. Ale dlaczego w ogóle? To jest dom towarowy z tkaninami. 6 pięter tkanin. Słownie: SZEŚĆ.

Mówię zatem do Maćka: „Idźże, popatrz, opowiedz.” Poszedł. W kieszeni 5 euro. Dwa kawałki tkaniny przywiózł. A jeden z nich wyglądał tak:

tkanina w paski

Więc gdy Maciek oszlifował krzesło a Tadzio pomalował (niech się chłopak wprawia, na czym ma trenować?), pytam, czy na siedzisko mogę użyć paryskiej tkaniny. Że niby taka o i o, nie wiem czy krzesło godne, żeby jej użyć. Ale zgodę dostałam, co ma leżeć, niech się przyda.

 

odnowione krzesło ze śmietnika

Takim szastem prastem przybyło nam krzesło przy stole, przydaje się.


Dodaj komentarz

Jesienna dziewczynka

Kiedyś, w innej porze roku, Hania narysowała komplet, jaki chciałaby mieć.

projekt zestawu zimowego

Nie ukrywam, że użyty zestaw kolorów nieco mnie zaskoczył, ale co tam. Obiecałam Hani, że zrobię to dla niej. Zaczęłam od getrów i zrobiłam z grubsza zgodnie z projektem. Komin też, no, jak cię mogę. Przy czapce pytam: Haniu, czy mogę trochę zmodyfikować? Dostałam pozwolenie, zmodyfikowałam, tylko kolory zostały te same. I na koniec rękawiczki. Mój debiut. Też dostałam zgodę na lekką modyfikację.

Jest komplecik. Kolory takie jesienne, może być. W sam raz się nada, bo nadchodzą dni wędrówek ze zniczami i gałązkami, rodzinę odwiedzić i Wszystkich Świętych wspominać, bywa zimno. A to mięciutki merynos.

jesienno-zimowy komplet wełniany

Myślałam o sesji zdjęciowej w złotych jesiennych liściach, ale będzie na razie tylko tyle:

dziewczynka w wełnianym kompleciku

Rękawiczki skończyłam wczoraj wieczorem a dziś rano Jaś wdrapał mi się na kolana i mówi: Mamo, ja tez chcę rękawicki z włócki.

Właśnie nadchodzi nowa dostawa wełny. Świecie, szykuj się!


Dodaj komentarz

To tu to tam, sroga jest jesień w Australii

Wiosna wiosna, ale na półkuli południowej jesienne szarugi szaleją i ziąb wciska się w każdą szczelinę, więc czapki na głowy… Doprawdy tak można by pomyśleć, widząc ekipę podróżników w pukapukowej alpakowej czapce.

czapka pukapuka

Kto ciekaw  przygód i australijskich plenerów w obiektywie Beaty, niech koniecznie polubi jej fanpejdża na fejsiku (naszego też można 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 )

I na tym mogłabym zakończyć, ale muszę coś dodać. Kiedy Anieli czapka była już gotowa, ale jeszcze nie odebrana, przyszła Beata i ją przymierzyła, po czym rzekła: „Idealna. Chcę taką.” Niedługo potem przyszła Aniela i kiedy jej to powiedziałam, spojrzała na mnie groźnie i rzekła:”Nie możesz!” Uspokoiłam ją, że oczywiście nie mogę i nie zrobię DRUGIEJ TAKIEJ SAMEJ. Pozostał więc skarpetowy fason, zielony kolor  i paseczki, ale petrol zamieniłam na granat i pasków jest więcej. I jeszcze parę innych szczególików tylko dla wtajemniczonych, ponieważ NIE MA I NIE BĘDZIE DWÓCH TAKICH SAMYCH CZAPEK PUKAPUKA. Howgh.


2 komentarze

Wychodzi na takie never ending story…

Zima się kończy, choć się na dobre nie zaczęła, ale czapki się podobają, czapki muszą być. Przekazuję zatem zaszyfrowaną wiadomość dla Anieli.

DSC_6333.JPG

Miała być czapka dłuższa (czy tak?), typu skarpeta, żeby jeszcze kucyk wszedł. I chyba zielona, a co więcej to na własną odpowiedzialność zdecydowałam o dodaniu trzech pasków w intrygującym kolorze petrol (czy ja już o tym petrolu nie pisałam, zachodzę w głowę).

A poza tym dojrzałam do tego, że sobie cosik zrobię. Będę testerem, aby wiedzieć co za towar ludziom wciskam! Zmajstrowałam więc takie turkusowe cudo.

DSC_6334.JPG

I nawet półselfika z tej okazji strzeliłam. Wymyśliłam taką plecionkę, z intrygującym petrolem na ściągaczu, za to na czubku wykorzystałam resztki z poprzednich czapek.

DSC_6339.JPG

A wszystko leciutką, mięciutką alpaką.

Brnę teraz w dzieło nowe, ambitne, jeśli wyjdzie jak trzeba to się pochwalę.

Adios!


2 komentarze

Telefoniczna piżamka odwykowa

Nie minęło wiele czasu od chwili, gdy otrzymałam swojego pierwszego smartfona do momentu, gdy stłukła mu się szybka. Maciek namawiał mnie na jakiś pokrowczyk, ale ja nie, nie , przecież sobie zrobię. I tu nagle  dziecko, podłoga, łubudubu, szybka stłuczona. Ale byłam dzielna, półtora roku ze stłuczką wytrzymałam.

Aż zadzwoniło biuro obsługi klienta sieci komórkowej, żeby zaproponować nową, jakże korzystną umowę. Czy z aparatem? Poproszę. I jest, nowiutki, z całą szybką. Nie zwlekając sięgnęłam po zasoby włóczkowe i  przy pomocy słupków i półsłupków (coś by mi się tu zrymowało, ale zdzierżę) wykonałam piżamkę.

DSC_6185

Byłam ciekawa, czy mi się sprawdzi, na razie działa dobrze. Szybka cała. I jest  nieoczekiwany efekt uboczny: w związku z tym, że muszę wykonać dodatkową czynność, polegającą na wyjęciu telefonu z pokrowca , nie przykleja mi się tak  łatwo do ręki (a przecież w sieci zawsze jest coś ciekawego,  co nie? są takie różne, portale, fejsiki etc.). Trzeba bowiem uważać, żeby nie stracić czujności. Dziś rano na przykład głaskałam telefonik zawzięcie (portale, fejsiki etc.) i gdy nagle spojrzałam POD ekran, zobaczyłam uśmiechniętego, gruchającego pyziaka dzidziusiowego! Odłożyłam. Trzeba mieć w życiu priorytety.

DSC_6190

I jeszcze jedno. Miałam skończyć z czapkami, ale coś się nie  daje. Więc jeszcze pokażę dwie. Na ich przykładzie dobrze widać, że przy zastosowaniu niemal tej samej techniki, lecz różnych kolorów i grubości włóczki efekt jest zupełnie różny! Ha?


Dodaj komentarz

Jak zostałam projektantką i nauczyłam się pisać

W podtytule bloga jest „ręcznie robione akcesoria do domu”,  odnotowujemy chwilowy skręt w kierunku „ręcznie robione akcesoria na dwór (tudzież na pole)”.  Po wigilijnym wysypie czapek nastąpił nawrót, lecz postanowiłam spróbować czegoś innego: alpaki. Jest kolorowa, mięciusienieńka, tyle że dużo cieńsza od wcześniejszej wełny. Więc  praca z nią miła, lecz taka dziubdzianina (odkryłam, skąd pochodzi słowo „dzianina”. To po prostu skrócony, zgodnie z modną tendencją, wyraz „dziubdzianina”. Z pewnością.).

Dziubdziam więc po kolei rozmaitości. Na przykład takie „milutkie apres-ski” dla ojca i syna:DSC_6147

Ewentualnie „komando foki” dla młodzieńca o tendencjach militarystycznych.

DSC_6156

I co się okazuje: nie dość, że zaczęły mi wchodzić nazwy dla tych czapkowych wytworów, to jeszcze zdałam sobie sprawę, że  dobieram kolory, paseczki, zaczynam kombinować z fakturami, znaczy: projektuję. Czyli jestem projektantką, Magda mnie poprawiła: DIZAJNERKĄ , o losie słodki.

Dziergając kolejne  nakrycie głowy, wpadłam na pomysł, który wymagał natychmiastowego prucia. Otóż wymyśliłam, że prócz pasków COŚ NAPISZĘ szydełkiem. Ze względu na przyszłego właściciela, czapka ta nazywa się „przecież żyje” i wygląda tak:

DSC_6155

Ach, Elvis. Za młodu ciągnęło mnie bardziej w stronę Beatlesów, ale przyszła pora, żeby i Króla docenić. A duży w tym udział miała ta piosenkaaaaaa

Szaleństwo.

Rozmawiałam w sobotę z Justyną, która mnie pytała o robienie na drutach i od słowa do słowa okazało się, że  właściwie to może być i szydełko, ponieważ SZYDEŁKIEM TEŻ MOŻNA DZIERGAĆ GRUBĄ WEŁNĘ, no przecież. Justynko, zatem popatrz, tu jeszcze czapeczka dla Twej imienniczki. Zlecenie było, żeby pasowała do szarego płaszczyka i różowo-szarych rękawiczek. I miała nie być tak gruba, jak wcześniejsze, które jej pokazywałam, więc zrobiłam nie ze słupków nakładanych, tylko ze zwykłych.

DSC_6149

Skoro już wspominam o Justynie – warto zajrzeć TU i obejrzeć jej dzieła w postaci uroczych haftowanych folkowych kocyków. Justyna – czekamy na więcej!

Mogłabym tu jeszcze wrzucić to i owo, ale może starczy tych czapek?

DSC_6160