Pukapuka

Geo Rękodzieo


4 Komentarze

Szydełkowa kartografia, idziemy do przodu!

Dawno, dawno temu rozmyślałam o tym, jakby tu wyszydełkować Tahiti (była taka piosenka „Każdy ma jakiegoś bzika…”). Wszystko musi dojrzeć, wszystko ma swój czas. A tymczasem Julia zamówiła poduszkę, pytam o kolory. „Biało-beżową”. O nie, moja droga, takich nie robię. To tak jak moja Mama powiedziała „A może mi też zrobisz czapkę?” „Dobrze, jaką?” „Szaro-czarną” NIE MA MOWY. Wracając do Julii, wytłumaczyła się, że tylko taka jej będzie pasować. Odpuściłam protesty, wrzuciłam ten projekt do dojrzewalni w mojej głowie. A, Julia jeszcze powiedziała, że ma być w paski. A zatem dojrzewalnia.

Zamawiając włóczki przyjrzałam się też jednakowoż i beżowym i wyhaczyłam musztardową, pomyślałam, że ujdzie. Dojrzewalnia trwa. I jakoś tak wyszło, że wymyśliłam: żadne paski, wyszydełkuję Afrykę!!! Już Julia dobrze wie, dlaczego tak wymyśliłam. Jeśli się jedzie na misje z Fidesco i spędza 2 lata na południu Konga, to nie może być inaczej!

Chwyciłam atlas i do dzieła.

DSC_6671Jak uczono na geografii w szkole podstawowej nr 23, Afryka ma powierzchnię trzykrotnie większą od powierzchni Europy, za to linię brzegową trzykrotnie krótszą. Gdyby nie to, nie dało by rady. I tak musiałam zastosować GRUBĄ generalizację, mogącą skutkować konfliktem zbrojnym  o przebieg granic (przeciętny człowiek nie docenia roli kartografa w geopolityce…), ale nawet nieźle udało mi się uzyskać zatokę Wielka Syrta, jak również Wyżynę Mozambicką! Były wprawdzie ze trzy prucia, ale nie może być lipy.

DSC_6605

Udało się wyszydełkować musztardową Afrykę!!! Tamtego wieczora myślałam, że pęknę z dumy i podziwu dla samej siebie, teraz już mi trochę przeszło…

Biała plamka w centrum południa kontynentu to właśnie…

DSC_6606

Lubumbashi! Wiwat Lubumbashi!

Oprócz włóczki musztardowej i białej dorzuciłam taką piaskową w literkach i na brzegu.

Jeśli chodzi o zapięcie – postanowiłam tym razem nie dawać guzików, nawet kokosowych. Podpatrzyłam u kogoś wiązanie z brzegu na kokardki i wymyśliłam, żeby to zrobić a la afrykańska fryzurka: warkoczykami.

I co? Pasuje?

To jeszcze nie koniec. Na fali afrykańskich emocji doszłam do tego, że podtytuł naszego bloga powinien brzmieć GEO RĘKODZIEO!

Reklamy


Dodaj komentarz

Hen z królikiem śpiewają Alleluja!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hen z królikiem

To zdjęcie zrobiła niezawodna Beata (dzięki!) i jest na nim nasz Heniutek, najmłodsza latorośl (synu, mam nadzieję, że mi wybaczysz). Królik dodany wielkanocnie, ale żeby nie było wątpliwości – dziś jest TA NOC i to nie jest noc króliczka, ani nawet kurczaczka.

W związku z tym że zagląda tu coraz więcej Czytelników (co samo w sobie jest zjawiskiem niezwykle interesującym), chcieliśmy podziękować Wam za obecność, wszelkie wyrazy sympatii, lajki na fejsiku i takie różne i złożyć Wam serdeczne życzenia WIELKANOCNE: WIELKIEJ RADOŚCI I POKOJU SERCA!!! I przytaczam poniżej tekst pieśni z niezawodnego śpiewnika Siedleckiego. Pozwolę sobie zacytować w całości, bo jak odkryliśmy to w przypadku kolęd, dośpiewanie do końca powoduje przytoczenie bogatej w treści opowieści, jakiej nie szczędzili nam dawni autorzy. A zatem, zapoznany dzięki drogiemu Teściowi, jakże „heroiczny” Chorał Śląski:

1. Alleluja!
Żyw już jest śmierci Zwyciężyciel.
Dziś z grobu swego powstaje
Chrystus, nas grzesznych Wybawiciel,
Wieczny nam żywot nastaje.
Niech więc brzmi dziś ziemia cała:
Bądź Zbawcy wieczna cześć chwała.
Alleluja, Alleluja, Alleluja!

2. Alleluja!
Na krótko odpocząwszy sobie
po ciężkim bolesnym boju,
W swym cichym i spokojnym grobie,
w niezamąconym spokoju.
Z snu się przebudził ziemskiego,
wrócił do Ojca swojego.
Alleluja, alleluja, alleluja!

3. Alleluja!
Powstał w swym przechwalebnym Ciele,
wszystko wskroś przenikającym;
Z Nim wstały radość i wesele
na ziemi przemijające,
Gdy chciał, proch ten ziemski zrzucił
i znów do Ojca powrócił.
Alleluja, alleluja, alleluja!

4. Alleluja!
Najgłówniejsze dzieło wykonał:
całego świata zbawienie.
Niedowiarstwom ich moc odebrał,
a błędom dał oświecenie:
Utwierdził Ewangelię,
Głosić ją kazał wszem ludom.
Alleluja, alleluja, alleluja!

5. Alleluja!
Na silnej skale już spoczywa
Chrystusa wiary ustawa,
Gdy chrześcijan dzień się zaćmiewa,
nowe im światła nastawa,
Do nieba Jezus wiedzie ich w nagrodę mąk
i trudów swych.
Alleluja, alleluja, alleluja!

6. Alleluja!
Już Jezus Chrystus zmartwychpowstał,
Chrześcijaninie raduj się,
Że ciało twoje znów ożyje,
Zwycięsca śmierci wskrzesi je;
Wprowadzi za trudy, znoje
do chwały niebios podwoje.
Alleluja, alleluja, alleluja!

Marysia, Maciek i ferajna

 

 


2 Komentarze

Dziewczyński zakątek

Kiedy we wrześniu prezentowałam hanine łóżko na antresoli, napisałam cośtam o „możliwościach aranżacyjnych”. Potem było o szlifowaniu komódki  następnie o haczykach od kowala. Ale nie było jeszcze o LUSTRZE. Lustro – pożyteczna rzecz.

W sumie wstawienie lustra w starą ramę okienną – nic nowego. Sami już kilka rzeczy w ramy okienne oprawiliśmy (a jak się ostatnio chwaliłam nowym lustrem sąsiadowi, to zdałam sobie sprawę, że on ma lustro w ramie okiennej w łazience…). Ale dobra tam. Porządna rama nie jest zła i warto korzystać.

Rama początkowo wyglądała tak

I ma z pewnością długą historię, my znamy tylko jej ostatni kawałek. Poszliśmy w odwiedziny na działkę do Beci. Idziemy sobie wzdłuż płotu i widzimy stertę różności, głównie drewnianych ram okiennych. O! Chcieliśmy wziąć jedną, ale ostatecznie – sterta nie nasza. Poszliśmy. Zakończyliśmy wizytę i wracamy tą samą drogą i akurat tak się złożyło, że z naprzeciwka zmierza ku nam pan.

-Dzień dobry! Czy wie pan czyje to?

Pan wyglądał na lekko spłoszonego, nie wie, dlaczego pytamy.

-Moje – mówi.

-O, a możemy wziąć sobie jedną taką ramę?

-Chcecie wstawić?

-Nie, nie, raczej coś oprawić.

-Dobra.

Przejrzeliśmy leżące ramy, pan wybrał nam jedną, wzięliśmy pod pachę (byliśmy na rowerach) i do domu.

To było latem. I jeszcze tamtego lata odkręciłam zardzewiałe części, umyłam i szlifowałam ramę, zalakierowałam i wstawiłam za łóżeczko Henia. Tam sobie leżakowała. W międzyczasie wyjmowałam ją kilka razy i przymierzałam do różnych miejsc w mieszkaniu, gdzie najlepiej przypasuje i w ogóle co w niej będzie. Stanęło na kąciku u Hani i twórczym miksie: PANORAMA TATRZAŃSKA + LUSTRO, żeby w trakcie wykonywania fryzury dziewczyna planowała następną wycieczkę na halę.

A żeby dosięgła do lustra, pieńkowy stołeczek. Dębowy.

DSC_6588

Tak to się nam zaaranżował kącik POD antresolą. Ale i na górze coś się dzieje. Dodaliśmy Hani deszczany zagłówek z lampką

DSC_6587

na ścianie dwie półeczki oraz z boku i w nogach trzy schowki z uchwytem ze sznurka. A kto się uważnie przyjrzy, ten znajdzie wyraz dziecięcej miłości (sama zauważyłam dopiero na zdjęciu 🙂 ).

Powiedziałam do Hani: „Haniu, zrób porządek u siebie, bo chcę zrobić zdjęcie.” „Dobrze mamo, to może postawię tam jakieś książki?” 🙂 🙂 🙂

 


Dodaj komentarz

Idzie ta wiosna, czy nie?

Jak przyjdzie to dobrze, my w każdym razie nie będziemy czekać bezczynnie i na przykład założyłam na parapecie plantację warzywną. W tym roku debiutuje kalarepa i już o, pierwsza wyciąga łodyżkę do słonka.

kiełek kalarepy

Na kwitnienie przyjdzie poczekać dłużej, ale kwiaty ważne są dla pszczółek (a pszczółki dla nas, człowieków), sadźmy więc kwiaty, kwiaty, kwiaty! Z chwilowego braku żywych mam takie szydełkowe, ponieważ zażyczyła ich sobie ciocia Hania do swojej wyremontowanej kuchni.

Miała to być zazdrostka na trzy okna, prosta, z kwiatkami właśnie. Wybrałyśmy wzór, minęło trochę czasu (a jakże) i wzięłam się za to. I są. Dobrze się składa, akurat ciocia mnie odwiedzi i odbierze swoje zazdrostki. Żeby przed zazdrosnym okiem chroniły (albo i wzbudzały zazdrość, to już nie wiadomo).

szydełkowe zazdrostki (2)

Pytanie dla naszej Nadwornej Ogrodniczki Asi – Asiu, coż to za kwiat? Spójrz w komentarz TU, jak Witold stanął kiedyś na wysokości ptasiego zadania, i z głębin swojej wiedzy zaczerpnąwszy zaspokój naszą ciekawość. Albo zgaś, że to po prostu jakaś lipa i takie kwiatki nie istnieją (chyba że nieodkryte jeszcze w amazońskich ostępach i trzeba pytać Paszczaka…).


Dodaj komentarz

Piękna nasza Polska cała

Historia jest złożona.

Różne są powody do świętowania, jednym z nich są urodziny. Z tej okazji Agata dostała obietnicę lampy (sama chciała!). Jak wiadomo, u nas nie ma nic na szybko, pomysł musi dojrzeć. Może nie aż tyle, co dobre wino, ale prawie. W każdym razie jedyną wytyczną było żeby przewinął się motyw żeglarski (przynajmniej w takiej wersji to do mnie dotarło). Ha, takie motywy lubię (i ona chyba o tym wie).

Wyszliśmy od pomysłu podobnego jak w lampie Pukapuka (o której wspomniałam TU), ale nie mieliśmy już takiego klocka. ALE MIELIŚMY INNY. I TO JAKI. Klocek zwinięty kiedyś przez Maćka z budowy 2. linii metra w Warszawie (a konkretnie stacji Świętokrzyska). On ci tu jest na zdjęciu.

DSC_6344.JPG

Na nim leży knaga. Ona też ma swoją historię. Kiedyś zapragnęliśmy zacienić nasz niezmiernie słoneczny taras i tak się złożyło, że dostaliśmy żagiel (genuę), który świetnie się do tego nadawał. Trzeba go było jakoś zamocować i oczywistym się nam wydało, że powinien być na knagach. Oczywiście drewnianych. Po szybkim rozeznaniu cen drewnianych knag Maciek zadecydował, że zrobi je sam. I zrobił, z dębowego klocka cztery knagi, a żagiel ma trzy rogi, więc jedna została. Przekładana z miejsca na miejsce, doczekała się.

Trzeci element też długo czekał, paluszki mnie swędziały, żeby coś z tym zrobić, ale nie wiedziałam co. Ścinki repów, nadałyby się doskonale, więc gdy pomysł nabrał rumieńców, zajrzałam w kąt z repami, żeby sprawdzić, czy jest niebieski. Był. Z repa zmienił się w szot. Albo fał raczej może.

Klocek poszedł pod białą bejcę. Warto by coś na nim napisać. Szybki proces myślowy poszedł tym tropem: lampa dla Agaty, święta Agata urodziła się w Katanii na Sycylii, miasto portowe, jesteśmy w domu!

Na czwarty boczek poszła knaga, zaknagowaliśmy niebieski fał. Maciek podczas wiązania knagi miał minę niczym bohater tej piosenki (nieziemskich jajcarzy):

I tak oto powstała agatowa lampa.

lampa Catania

 

I jeszcze należy się wyjaśnienie, o co chodzi w tytule. Otóż. Klocek to niewątpliwy świadek historii Warszawy (budowa 2. linii metra). Lampa trafiła do Wielkopolanki z Małopolski. Katanię obmywają wprawdzie fale Morza Śródziemnego, ale i my nasz Bałtyk mamy. A zatem – czyż nie piękna nasza Polska cała? I dodam więcej: byliśmy ostatnio w pięknym mieście Pucku na 96. rocznicy zaślubin Polski z morzem. W oczekiwaniu na rozpoczęcie oficjalnych uroczystości słuchaliśmy występów dziecięcego chóru (pod kierownictwem pani Grażyny), który wyśpiewywał nieznaną mi a piękną pieśń. Słucham i się dziwuję, co to, tymczasem podeszli moi rodzice i ku mojemu zdumieniu zaczęli pełnym głosem wyśpiewywać razem z chórem!!! Jak??? Wy to znacie? Dlaczego nigdy mnie nie uczyliście? Na co tata odparł:”No, jeszcze wielu pieśni was nie uczyliśmy”. A co to było?

HYMN DO BAŁTYKU FELIKSA NOWOWIEJSKIEGO!