Pukapuka

Geo Rękodzieo

Szlifowanie, przerabianie, ocalanie (?)

1 komentarz

Ostatnimi czasy wzięliśmy na warsztat kilka sprzętów, że tak powiem, nieoczywistych. W tym sensie, że dla kogoś innego zajmowanie się nimi zupełnie nie było oczywiste, co więcej, miały po prostu zniknąć. Jednym z nich było rozklejające się, miejscami pleśniejące, malowane na niebiesko krzesło z uroczą zieloną tapicerką.

krzesło przed

Doprowadziliśmy je do stanu takiego:

krzesło w częściach

Potem były puzzle, udało się złożyć. Całe szczęście, bo miałam plan na wykorzystanie taaakich pięknych pasków:

tkanina w niebieskie paski

Przywiózł mi je Maciek z podróży do królewskiego miasta Krakowa, bo akurat przechodził koło sklepu z tkaninami a mój stosunek to takiego deseniu jest mu dobrze znany :). Dodam tylko, że kiedy następny razem byliśmy w Krakowie we dwoje, poszliśmy znowu do tego sklepu i wykupiliśmy resztkę tej tkaniny…

Wracając do krzesła: po sklejeniu przyszła pora na tapicerkę. Postanowiliśmy też nie lakierować tym razem, tylko potraktować olejem i jest jasno surowo w paski.

drewniane krzesło w paski

Inny sprzęcik też do siedzenia – taboret. Z serii tych na drewnianych nóżkach z laminowaną płytą pilśniową jako siedziskiem (podobny robiliśmy TU). Stał on zawsze u moich rodziców, dopóki nie poszedł w odstawkę i dopóki nie zapragnęłam dać mu jeszcze szansy. Pilśniowe siedzisko poszło oczywiście w pierony a zamiast niego… kawałek blatu.

oszlifowany taboret

Nie należę do fanatyków malowania mebli na biało, natomiast od jakiegoś czasu chodził za mną temat: białe nogi, drewniany blat. Zrealizowałam tu, korzystając z białej bejcy (nogi) i oleju (siedzisko).

drewniany taboret

Przy okazji przypomniał mi się zasłyszany niedawno sucharek: Dlaczego taboret jest w depresji? Bo nie ma oparcia…

Na koniec kolejny krok wokół naszego słynnego łóżka na antresoli, które stało się hitem sieci (ludzie nas zaczepiają na ulicach, co się dzieje). Trzeba było zacząć zagospodarowywać teren, w końcu dziewczyna potrzebuje miejsca na swój dobytek. Od jakiegoś czasu przemyśliwałam o szafie, lecz tymczasem w ramach spadu trafiła do nas komódka taka:

sosnowa komoda

Porządny sosnowy mebel z – bodaj – Wrocławskiej Fabryki Mebli, z uroczym błyszczącym lakierem, sosną nieco spomarańczowiałą i zgrabnymi metalowymi uchwytami. Właściwie można by wstawiać, ale jakoś tak… Więc uchwyty poszły w odstawkę, drewno pod szlifierkę i lakier matowy.

drewniana komoda po przeróbkach

Uchwyty, cóż, prościej się chyba nie dało (poza tym, że dzieci uczyły się korzystać z wiertarki, rozwiercając nieco otwory). Wpisują się w sznurkową poręcz i takie tam.

uchwyt ze sznurka

Tymczasem tyle aranżacji wokółłóżkowych, ciąg dalszy nastąpi.

drewniana komoda pod antresolą

Reklamy

One thought on “Szlifowanie, przerabianie, ocalanie (?)

  1. Pingback: Dziewczyński zakątek | Pukapuka

Chętnie poznam Wasze zdanie!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s