Pukapuka

Geo Rękodzieo

Prawdziwie GRUBSZA sprawa

7 komentarzy

Zanim przejdę do meritum, jeszcze rzut oka wstecz, na lato, co z ptakami odchodzi, chociaż akurat w chwili gdy piszę te słowa, za oknem całkiem zielono, bujnie, słonecznie i gorąco.

Po letnim zasuszeniu pod naszą nieobecność hortensja jeszcze dała radę,

kwitnąca hortensja

trawa kwitnie,

kwitnąca trawa

liście piją łapczywie po obfitym nocnym deszczu, którego nasze piękne lato tak im poskąpiło dotychczas.

mokre liście

Jako się rzekło w poprzednim wpisie, było to szydełkowe lato. Plan wyjazdowy zakładał dokończenie jednego lambrekinu, zrobienie drugiego do pary (do lasu), trzeciego ptasiego i z grubsza tyle. Lecz okazało się, że to za mało – przecież coś trzeba robić z tymi rękami! – i, chwała Bogu, nawinęły się dodatkowe inności – a to nauszniki dla konia, a to obrąbek do serwetki. I tego by jednak nie starczyło, gdyby nie ciociny dar w postaci dziesięciu sporych kłębków szarej włóczki. Nie mogłam na nie spokojnie patrzeć i wzięłam na warsztat.

szary kocyk z włóczki

Planowałam kocyk – ot, choćby dla oczekiwanego chłopczyka, roboczo zwanego Guciem. Nie lubię tymczasowości, więc chciałam od razu pełny wymiar, jak zwykle, czyli coś w stylu 120×200 cm. Jakoś ta ilość włóczki taka mi się wydawała obfita, że postanowiłam spełnić swój dawny zamiar i zrobić mięsisty kocyk cały z oczek nakładanych. Wzięłam się do pracy i oto okazało się – co skądinąd moje doświadczenie dotychczasowe powinno mi wcześniej podpowiedzieć, że NIE MA OPCJI. Po zużyciu 1,5 kłębka powstała śladowa ilość kocyka, a za czym konieczność zmiany planów. Szybki manewr myślowy: szerokość kocyka stała się jego długością a oczka nakładane postanowiłam zrobić tylko jako ramkę, wnętrze kocyka wypełniając naprzemiennie słupkami i półsłupkami, zdecydowanie mniej włóczkożernymi.

szary kocyk szydełkowy

I tak to powstał on – niemowlęcy kocyk, mały (116×70 cm) i wytrawny, wykwintny i dostojny, zupełnie nie kolorowy, ale kto powiedział, że zawsze ma być kolorowy…

szary kocyk z włóczki

Na koniec dorzuciłam mu kontrastowy brzeżek i tak to szydełkowe lato się wypełniło. Choć do równonocy jeszcze trochę i nie powiem, szydełko w robocie musi być, ale efekty dalszej pracy kiedyś, już nie tego lata.

A teraz do rzeczy. Bo ciągle szydełko i szydełko a tymczasem rozgrywały się POWAŻNE SPRAWY. Roboty huk, pył wszędzie, ale jak budowa to budowa.

Sprawa wygląda następująco. Mieszkamy na strychu, pod lekkim skosem, który jednak biegnie dość wysoko. Z tego bierze się znaczna miejscami wysokość naszego lokum, która, poza tym, że daje przyjemną przestronność, nie była przez nas szczególnie wykorzystywana. Nadeszła pora, aby to zmienić. Postanowiliśmy zrobić dla Hani łóżko na antresoli. Znajomi mówili: „aaa, takie podniesione, z biurkiem pod spodem?”. Niby coś w tym stylu, a jednak nie.

Żeby nie przedłużać: koncepcja konstrukcyjna zarysowywała się w głowie majstra Macieja, konsultowana miejscami z ojcem jego, Zbigniewem.

szkice łóżka

Do domu zjeżdżały kolejne porcje drewna, aż nadszedł dzień, gdy budowa się rozpoczęła na dobre.

drewno na łóżko

Do pracy zostały dopuszczone latorośle, łącznie ze szczęśliwą przyszłą beneficjentką tej konstrukcji – Hanią.

Hania szlifuje

Przymiarki.

skrzynia łóżka

skrzynia pod sufitem

Lecz ile można tak stać :). Trzeba wyciąć słupy podtrzymujące.

drewniane słupy konstrukcyjne

Z pomocą nieocenionego sąsiada skrzynia została wywindowana pod sufit (dzięki, Robert!) i osadzona solidnie.

Całość polakierowaliśmy obowiązującym u nas lakierem „dąb średni”, lecz w przypadku schodów postawiliśmy trochę „zagrać” odcieniami i część poszła pod bezbarwny. Podoba nam się.

drewniane łóżko na antresoli

Całość jest wysoko, dość że powiem, że pod łóżkiem otwierają się drzwi. A zatem nie przelewki – zabezpieczenie potrzebne. Okazało się, że nie ma między nami sporu o to, że oczywiście tym zabezpieczeniem będzie lina. I to nie byle jaka. Dostałam ją kiedyś jako „sznur konopny” (który z Tygrysiej Lilii zerwie Piotruś Pan) na… imieniny. He he, jaki mąż taki prezent (czy może – jaka żona?).

przeplatanie liny

Było też z tym trochę tatusiowej szarpaniny, lecz czego się nie robi… Udało się.

przepleciona lina lina jako poręcz

I jest sobie łóżko. Otworzyły się w związku z tym różne możliwości aranżacyjne, nie ma co. Będziemy działać dalej. Tym bardziej że samo łóżko poza materacem i pościelą ma zaplanowane, jeszcze niedokończone, skrytki, do których Hania już zaczęła znosić swoje dziewczyńskie szpargały.

Uff, dawno się tak nie rozpisałam. Ale też dawno nie było tak grubo.

Reklamy

7 thoughts on “Prawdziwie GRUBSZA sprawa

  1. i piękny kocyk 🙂

  2. Jesteście Mistrzami!!! 🙂

  3. Pingback: Szlifowanie, przerabianie, ocalanie (?) | Pukapuka

  4. Pingback: Białe gwiazdy i lampa firmówka | Pukapuka

  5. Pingback: Dziewczyński zakątek | Pukapuka

Chętnie poznam Wasze zdanie!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s