Pukapuka

Geo Rękodzieo


2 Komentarze

Jesionowy plaster i stalowe nóżki z Pucka

Czekałam na niego i się doczekałam. Ależ on jest! Stolik-pomocnik, czy nie wiem jak go tam nazwać.

jesionowy stolik ze stalowymi nóżkami

Początek przybył z Mazur w postaci jesionowego plastra o nieregularnym kształcie – ścięty przed rozłączeniem się dwóch konarów. Wyszedł kształt gitaropodobny. Trochę czasu minęło i natchnęło mnie: tu na scenę wkracza PUCK. Otóż mieszkający w tym pięknym i sławnym mieście kuzyn mój osobisty, Jacek, robi ogrodzenia i balustrady, myślę: zrobiłby mi stalowe nóżki. Zarysowałam mu koncept i proszę, piękne nóżki prosto z Pucka z firmy Rosmet.

czarne stalowe nóżki

Mój brat Staszek ostatnio mi sugerował, że trzeba się rozwijać, drewno, drewno, może metal można włączyć? Staszku – z dedykacją dla Ciebie!

Aaale na drewno nie obrazimy się nigdy. Czyż nie jest piękne? W swych niedoskonałościach?

jesionowy blat

jesionowy stolik z plastra

Dodam jeszcze tylko, że drewno z metalem połączył oczywiście Maciek (wcześniej oszlifowawszy na gładziocha), ja zaś w ostatnim akordzie potraktowałam olejem. Te zaś włóczki są zapowiedzią innego, monumentalnego, lecz niedrewnianego dzieła.

jesionowy stolik z włóczkami

Wygląda na to, że będzie dość pastelowo.

Na koniec – ukłony dla Jacka i wszystkich Pucczan!!!

Reklamy


Dodaj komentarz

Stół na słoneczko i inne deski

Mamy taras, całkiem spory, i dotychczas, chcąc na nim jadać, uprawialiśmy różne kombinanse. Więc myślałam sobie, że dobrze byłoby mieć po prostu stół z przeznaczeniem TARASOWY.

żonkile na drewnianym stole

Nawet miałam o nim pewne wyobrażenie: długi stół z długich desek. Męczyłam o to trochę Maćka, ale nie bardzo intensywnie i na wiele nie licząc. Tymczasem sprawy potoczyły się nieoczekiwanie szybko. W czwartek przed Wielkim Tygodniem Maciek przywiózł deski i w piątek powiedział, że będziemy mieli stół na święta. I oto i był w sobotę!

stół z desek

Trochę żałowałam, że nie docisnęłam o dłuższy, ale 2 metry też nie ułomek! Blat jak wymyśliłam, nogi Maciek wykombinował sam, według swego marzenia-wspomnienia o stole z Tarasówki, chałupki-legendy.

Taka Wielkanoc nam przypadła w tym roku, żeśmy nie użyli życia na tarasie, ale przecież wiosna dopiero się rozpędza. Wszystko kiełkuje, nawet cebula w szafce, więc ją wstawiłam do wody na szczypior i do ziemi pójdzie.

lniana podkładka, drewniana podkładka

(A przy okazji – pani Sylwio – to jedna z pani podkładek, już się szykują).

Poza tym wysiałam rozmaite nasionka, które mi zalegały, nie wierząc w ich kiełkowanie (o człowieku małej wiary…) a one tak poszalały, że nie mieszczą mi się na parapetach. Myślę, myślę, można dokupić skrzynek, ba: dokupić. Od razu dokupić. Myślę dalej i mówię do Maćka, żeby z desek, którymi jeszcze dysponujemy, zbił mi dwie skrzynki. Zbił! Teraz widzimy, jeszcze z pięć by nie było za dużo, ale nie wiem, czy to przejdzie… W każdym razie nadzieja na rzodkiewki, szpinak, bazylię…

skrzynka z desek

skrzynka z desek

Jeszcze słonko przygrzeje, dowieziemy nowych roślinek i będzie szał.