Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Produkcja prawie seryjna

Latem na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku ciocia Zosia zauważyła na jednym ze straganów kawałki papieru (tak bym to nazwała) w wydrukowanymi… przykazaniami domowymi. „O!” zachwyciła się i już, już miała kupić, gdy rzekłam: „ciociu, nieee takie. Ja cioci zrobię”. A że niedługo potem była u nas Małgosia, zobaczyła przykazania i zapytała, czy bym jej nie zrobiła, nie było wyjścia, trzeba się było zabrać za seryjną produkcję.

Przykazania domoweCoś tak chciałam zmalować dodatkowo i taką rameczkę z włóczki machnęłam.

przykazania domoweZ kokardką.

przykazania domoweO samych przykazaniach już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać i odsyłam TU.

Jeszcze tylko dodam, że podczas listopadowego nawiedzenia rodzinnych grobów dowiedziałam się, że wieść rodzinna niesie, iż Maria Rodziewiczówna miała konszachty z rodziną mej prababci, że wręcz inspirowała się tą znajomością przy pisaniu jednej ze swych powieści. Ooo, ciekawe, pomyślałam, i poczułam się „w prawie” do dalszego mnożenia przykazań domowych…

Straszny dziadunio

 

Reklamy


Dodaj komentarz

Źródełko

Z moich obserwacji wynika, że meblem stosunkowo łatwo dostępnym na… śmietniku… jest krzesło. Jakoś jesienią zawitały na nasz śmietnik dwa krzesła, myślałam, żeby je przytulić, ale nie spieszyło mi się. Aż w końcu, gdy trwało to już zbyt długo, poszłam po nie. Było już tylko jedno, wyglądało tak:

krzesło ze śmietnikaZabrałam się za nie początkowo czubkami palców, ale jak zostało samo drewno to już poszło! Lakier schodził zadziwiająco łatwo, więc nawet szlifierki nie trzeba było angażować. Koncept na wykończenie dojrzewał i przedwczoraj dojrzał a wczoraj się zmaterializował.

oparcie pukapukaPoduszkę na siedzenie zrobiłam już dawno, ale kłopotów nastręczyło mi oparcie – też tapicerowane. Jakoś sobie poradziłam, choć nie jest to mistrzostwo świata. Lecz dojdziemy i do tego.

tapicerka pukapukaA krzesło po goleniu wyglądało tak:

szkielet krzesłaNiby nic takiego, a jednak porządny kawałek zdrowego, dobrze sklejonego drewna. Po dodaniu poduszki:

krzesło z tapicerką w paskiJakoś, hehe, nie miałam dylematu, czy zrobić w paski.

A tu już z oparciem:

krzesło pukapukaWczoraj cisnęłam z tym krzesłem przed przybyciem gości, tu dom trzeba szykować, tu dzieci płaczą, ale nie, ja muszę, MUUSZĘ DOKOŃCZYĆ KRZESŁO. Paulina zobaczyła i mówi: o! firmowe! Niektórzy pytali, czy te współrzędne są prawdziwe – no masz ci los. Na świecie jest tyle piękna, że po co wymyślać nieprawdziwe, hę? Pukapuka!

I jeszcze jedno – nie podarowałam sobie i na plecki rzuciłam paski, ale inne, tak mi materiału starczyło a poza tym pomyślałam, że to nawet niezłe.

krzesło z tapicerką w paskiTakim oto sposobem zaczyna nam się tworzyć śmietnikowa galeryjka nienajgorsza. Od lewej krzesło barowe ze skróconymi nóżkami, służy Hance, dalej stary Thonet, ocalony dzięki pewnemu tapicerowi, który otworzył nam oczy co warto wyrzucać a czego nie warto (już kiedyś o tym krześle pisałam, ale ostatnio zmieniłam mu tapicerkę na siedzeniu – człowiek się uczy) i dalej nasze nowe pukapukowe.

krzesła ze śmietnikaŚmietnikowe źródełko łatwo nie wysycha. Ostatnio wychodzimy od rodziców, a tu przy trzepaku… stoliczek. Na razie wylądował w piwnicy, ale już mam na jego temat kilka koncepcji. Pożyjemy, zobaczymy.


Dodaj komentarz

Horror vacui

Ostatnie tygodnie przyniosły nam dynamiczny rozrost domowych galerii, a to za sprawą ramek. Mam bowiem taką swoją szufladkę, gdzie bunkruję to i owo, co chciałabym zawiesić, przeszkodą brak ramek. Radziłam z tym sobie dotychczas na różne sposoby, na przykład:

oprawieniem w starą ramę okienną (TUTAJ) a także w oszlifowaną ramę od reprodukcji ze śmietnika (TUTAJ)

oprawieniem w drewnianą ramę drzwiczek od szafki kuchennej (TUTAJ i TUTAJ)

i na różne bardziej konwencjonalne sposoby, jak kupienie gotowych ramek czy zamawianie na wymiar (to już w kategorii luksus).

Tymczasem ostatnio, jak w tym starym kawale „skąd masz mięsko” – ramki same do nas przypełzły. Część zawisła z zawartością, w innych zawartość podmieniłam.

Z zawartością ubogaciły naszą przedpokojową galeryjkę zakopiańską:

galeria zakopiańskaa także „górski kącik” w łazience:

zdjęcia w łazienceZyskał też salon. We wspomnianej szufladce czekały na ten moment plany miast, zagarnięte z dziadkowych zbiorów, z czasów, gdy przemierzał morza i oceany, zawijając do portów świata.

plany miast w ramkachA ten plan przysporzył nam nieco kłopotów – chińskiego nie znamy, ale od czegóż dedukcja, atlasy… Już wiemy, co to, ale nie powiemy :).

plan miasta w ramceMama, zobaczywszy to wszystko, mówi: „ale czy to warto eksponować?” (?!) A tata: „o, a ja mam taki stary plan Lublina”. Więc mówię, że jak tak dalej pójdzie, to zabraknie centymetrów kwadratowych na ścianach… Horror vacui (lęk przed pustką), jak mawiał pan Jan, gdy pokazywaliśmy mu, ile obrazków ma wcisnąć na jedna stronę w książce…