Pukapuka

Geo Rękodzieo


Dodaj komentarz

Świątecznie

To nieprawda, że uznaję tylko ręcznie robione ozdoby na choinkę. Ale to prawda, że u nas nie wisi żadna bombka (oprócz tej malowanej przez Tadzia w szkole). A także pierniki (niektóre już nadgryzione) i oczywiście – szydełkowe śnieżynki.

szydełkowe śnieżynkiŚwiatełka na choince oczywiście też są, ale w tym roku uwidziały mi się gdzieś jeszcze. Kiedyś z lasu przynieśliśmy taką gałązkę. Leżała sobie na szafie, aż wymyśliłam, żeby ją wykorzystać. Naszkicowałam pomysł Maćkowi, wykonał. Podwiesił gałązkę pod sufitem w salonie zamiast lampy…. powiedzmy…. tymczasowej. Przy użyciu lnianego sznurka, bardzo przyjemnego (miękki, szary, gruby i dobrze się wiąże). Gałązkę oplótł światełkami choinkowymi i podłączył do prądu.

gałąź ze światełkamiI tak sobie świeciła nad wigilijnym stołem niczym jakiś rybi szkielet, w sumie całkiem a propos…

Gdzieś nam za to zaginęła nasza figurkowa stajenka. Na ratunek mama przyniosła chociaż Pana Jezusa, którego wsadziliśmy do żłóbka-sabota, do którego dzieci w adwencie wkładały sianka za dobre uczynki (żeby Dzieciątku nie było zimno kiedy się już urodzi). Zresztą prawdziwego sianka też nie mieliśmy, więc pocięliśmy gazetki…

Pan Jezus w sabocieZe stajenką o tyle wyszło, że rodzice przynieśli też moją grafikę z lat dziecinnych, która przez wiele lat była dyżurnym rodzinnym obrazkiem bożonarodzeniowym: umieszczanym na kartkach świątecznych, w pomniejszeniu na karnecikach do prezentów, itd. Pamiętam, jak kupowaliśmy jakiś koszmarnie drogi złoty flamaster i robiliśmy złote obwódki na aureolach.

grafika ze stajenkąJeśli chodzi o życzenia… hm. Nie powiem „zdrowia, zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”. Dość ważne, fakt. Prezenty też są ważne. I ach, ta atmosfera, te zapachy i wspomnienia, ojojoj. Powiem nawet, że BIAŁE ŚWIĘTA są ważne, jaki się nam dzisiejszej nocy stał pogodowy cud, hurra. Ale właściwie, ostatecznie, co nam po tym.

CHWAŁA NA WYSOKOŚCI BOGU A NA ZIEMI POKÓJ LUDZIOM DOBREJ WOLI.

stroik świąteczny

Reklamy


Dodaj komentarz

Przedświątecznie

Najwyższa pora wysłać życzenia bożonarodzeniowe do tych, co wprawdzie nie na morzu, ale – za morzem, lub nad morzem, albo za górami i też za lasami. Znaczy do tych, z którymi w święta się nie zobaczymy, a sercu bliscy. Przystąpiłam więc do dzieła, nabyłam kartki i oświeciło mnie, żeby dodać coś od siebie i dodałam śnieżynki. Do koperty w sam raz.

szydełkowe śnieżynkiJeśli chodzi o kartki to nie ukrywam, że Stachu z Antkiem nauczyli mnie wysyłać takie z reprodukcjami dzieł malarzy rozmaitych i tu żałuję, żem się nigdy jeszcze nie natknęła na moje dzieło ulubione: Pokłon pasterzy Rembrandta. To dopiero dzieło. W tym temacie nic piękniejszego chyba nie widziałam. Subiektywnie.

Z kartkami też mi się przypomina taka historyjka, jak kiedyś (co najmniej naście lat temu) jakiś znajomy wysłał do swego kolegi Anglika kartkę świąteczną ze stajenką (normalne – Boże Narodzenie, nie?). Kolega bardzo ucieszony odpisał mu: „Thank you for your eccentric card.” Ale beka. Powinno być chyba „season’s greetings” czy „happy winter holiday”, bo już nie wiem.

My w każdym razie pozostajemy eccentric.

szydełkowe śnieżynkiA poza tym trzeba by w domu nieco posprzątać. Przeprowadziłam jedną szerzej zakrojoną akcję, mniejsza o to, ale przy okazji doszło do tego, że zdjęłam i uprałam lambrekin (szacowny – to chyba pierwsza rzecz, którą zrobiłam do nas do domu!) znad kuchennego okna. Nie przyznam się, ile czasu wisiał, dość że po upraniu „odzyskał swój dawny prosiaczkowy kolor”, że zacytuję klasyka.

szydełkowy lambrekinZ tym kolorem, to trochę odwrotnie, bo Prosiaczek aby odzyskać kolor, wytarzał się w błocie, a tu właśnie miało być w drugą stronę, ale tak mi się skojarzyło…


Dodaj komentarz

Kocyk wylądował

Wpis przedwczesny przedostatni już się legalizuje: wczoraj zakończyłam pracę nad jachowym kocykiem.

Kolory lubię, owszem, lecz u nas zazwyczaj drewno i drewno, a jak kolory to niebieski z zielonym, czasem fiolet i fru. A tu takie szaleństwo. Lecz to tylko skorzystanie z okazji, jaka powstała po michałowym darze wora pełnego kolorowych włóczek.

A zatem kolejny kocyk skończony. Właściwie to narzuta, bo ma wymiar na dorosłe łóżko, do którego Jach się za jakiś czas przeprowadzi przecież. Tymczasem wyległam się chwilę pod nim (bo nie mogę powiedzieć, że wylegiwałam) i stwierdzam, że działa. Miły i lekki, cieplutki.

kolorowy kocyk szydełkowyCzyli teraz, jak nakazuje nasza nowa świecka tradycja, pora na poduszkę. Ale tradycyjnie – nie nastąpi to zbyt szybko.

Przy tej okazji mała prezentacja. Latem byliśmy u cioć i wydawało mi się, że co było do wyszabrowania już od nich wyszabrowałam. A tymczasem siedzę sobie w pokoju u cioci Marysi i patrzę – pod biurkiem stoi puszka. PUSZKA. I mówię: „Ciociu, potrzebna cioci ta puszka?” „Nie.” „To mogę sobie wziąć?”. I tak to było.

kolorowa puszkaPiszę o puszce przy okazji kocyka, ponieważ stała się dla mnie miłym a nieoczekiwanym sprzymierzeńcem przy pracy nad kocykiem, gdyż trzymałam w niej włóczki do bieżącej roboty. A pałętające się włóczki potrafią wnerwić człowieka…


Dodaj komentarz

Wędrujące uchwyty

Zadanie było: zdemolować starą kuchnię. Z rozkoszą. Z kuchni prawie nic się nie ostało, co się ostało, to drzwiczki od jednej szafki: miały drewnianą ramę z szybką, uznałam, że oprawię w nie COŚ. Z czasem okazało się, że jednym cosiem było HEY z „ołtarzyka” Paula McCartneya, drugim Przykazania domowe, które zawisły w przedpokoju.

rama z dzrzwiczek

rama z drzwiczek

 

 

 

 

 

W drzwiczkach były uchwyty (nawet widać po nich dziury, co akceptujemy) i jak słowo daję, nie mogłam im dać pójść na zatracenie, więc odkręciłam na inną okoliczność.

Okoliczność nadeszła, gdy nabyliśmy (!!!) WITRYNĘ (tak podkreślam, bo doprawdy rzadko nabywamy meble!), aby schować w niej nasz sprzęt grający i inne to i owo.

salonNie zdzierżylibyśmy chyba jednak całkiem gotowego mebla, więc zamówiliśmy surowe drewno i woskowaliśmy sami. Nóżki w domyśle okrągłe, poprosiliśmy o zmianę na kwadratowe. I wisienka na torcie: gałki. Oryginalnie były cztery – gładkie, drewniane, dwie w drzwiczkach i dwie w szufladzie. I oto do drzwiczek zakupiłam gałki, upatrzone, takie, że zazwyczaj jesteśmy podejrzewani, że sami je zrobiliśmy.

gałki ze sznurkaAaa jednak. Owszem, pewnie dałoby radę, nawet się poinstruowałam, jak upleść gałkę bosmańską, lecz te gałki są KUPIONE.

I co jeszcze? I jeszcze gałki w szufladzie podmieniliśmy na uchwyty ze zdemolowanej kuchni.

uchwyty metalowe z odzysku